-hej,Mileey wstawaj śpiochu!- szepnął Justin.
- o hej - uśmiechnęłam się szeroko.
W dalszym ciągu nie mogłam uwierzyć,że jestem z nim,w jednym domu i łóżku na dodatek wtuleni w siebie.
To było dziwne,a zarazem takie wspaniałe.
Mimo wszystkich kłótni,nasza miłość przezwyciężyła,w głębi duszy wiedziałam że tak się stanie.
Uniosłam się z nad poduszki i mruknęłam pod nosem
- Masz wodę czy coś do picia?
-Nie.ale czekaj zaraz Ci przyniosę. - powiedział i wstał.
Odwróciłam się w jego stronę i obserwowałam co robi,był perfekcyjny w każdym z możliwych ruchów.
-Źle wyglądam czy coś? haha- zapytał
-wyglądasz jak zwykle seksownie,Justin . - odpowiedziałam.
Uniosłam dłoń do moich ust i delikatnie palcem przejechałam po mojej dolnej wardze,w dalszym ciągu przyglądając się brunetowi.
-Hm? -spojrzał na mnie ponętnym wzrokiem.
-Ty dobrze wiesz co - wyjęłam palec z buzi i wskazałam mu żeby do mnie podszedł.
Chłopak w trybie natychmiastowym znalazł się obok mnie.
Może..- spojrzał w moje oczy i przejechał dłonią po biuście .
co?- syknęłam .
Chłopak bez słów wsunął rękę pod kołdrę i zaczął pieścić moje udo,a ja znów poczułam motylki w brzuchu,chciałam by ta chwila się nigdy nie skończyła.
Dotknęłam jego zarumienionego policzka i spojrzałam w czekoladowe oczy,a on tylko się uśmiechał.
Ta chwila była dla mnie jak eksplozja zmysłów,i wszystkiego co przyprawiało mnie o jeden uśmiech więcej. Mogłabym siedzieć i wpatrywać się w jego źrenice godzinami,bo w tamtym momencie była to jedyna rzecz na której naprawdę mi zależało.
Wszystkie jakiekolwiek złudzenia że zagraża nam niebezpieczeństwo,minęły.
-Miley,muszę się Ciebie o coś zapytać. -powiedział.
Jasne pytaj - powiedziałam śmiało gładząc jego podbródek.
-Nie mogę zostać tu dłużej.
-wiem Justin..
-Za dużo problemów na nas tu czeka,twój ojciec,policja i inne osoby.
-Wszystko moja wina,wciągnęłam Cię w to gówno po uszy..-usmiech zniknął z mojej twarzy.
-Nie,jesteś moją kobietą,i nikt nie ma prawa traktować Cię jak niewiadomo co,należy ci się spokój i cisza i nie pozwolę by stała Ci się krzywda,rozumiesz? - spojrzał mi w oczy z pewną powagą .
-Przestań..proszę. Chociaż dzisiaj.
-Zabukowałem nam bilety na Florydę.
-Na kiedy?
-Za dwa dni,mamy dużo czasu by ogarnąć wszystko,i pożegnać się ze wszystkim .
Poczułam się dziwnie,miejsce w którym spędziłam 11 lat będzie dla mnie od teraz obiektem który zagraża mojemu zyciu,nie chciałam tego robić.ale wiem że to najlepsze wyjście jakiego możemy się podjąć.
-To co ?
-Zgoda- złapał mnie za dłoń i zacisnął ją mocno.
-Chcę..chcę po prostu zacząć nowe życie,bez obaw że ktoś czyha na nas za rogiem,bez obaw że ktoś chcę zrobić Ci krzywdę,kochanie robię to dla nas. - ucałował mnie w dłoń i przyłożył do swojego serca .
masz rację. - mruknelam.
-Gdybym jej nie miał,nie postępował bym tak uwierz mi.
Wtuliłam się w jego nagie ciało i ucałowałam w usta.
Z jednej strony,chciałam jak najszybciej się stąd wydostać a z drugiej..sama nie wiem,mam totalny mętlik w głowie,nie umiem nic pozbierać w całość..
Miley,nie przejmuj się jeszcze tylko te dwa głupie dni,i zaczynamy nowe zycie. razem i bez nikogo innego.
Wiem i nawet nie wiesz jak się cieszę.*przytuliłam się do niego*
3 GODZINY PÓŹNIEJ..
Obudziłam się,jak gdyby nigdy nic i poszłam do kuchni napić się kawy.
Włączyłam expres i czekałam przy blacie kuchennym aż moja kawa będzie gotowa,ani przez chwilę nie skupiając się na tym gdzie jest Justin.
Wzięłam filiżankę i usiadłam przy stole,spokojnie popijając moją dawkę kofeiny.
TRAHHHHHH!
Nagle usłyszałam hałasy dobiegające z pokoju obok.
Zdezorientowana zapytałam Justin to ty? ' nie usłyszałam odpowiedzi.
Więc wstałam i pokierowałam się do pokoju.
Gdy stałam u progi drzwi, zaniepokoiłam się bo zobaczyłam jak Justin niszczy wszystkie swoje rzeczy,telefon,Ipad,ubrania.
Co ty do cholery robisz! -krzyknęłam wściekła.
Nic-syknął.
-Dupek . - powiedziałam i odeszłam.
Nagle poczułam jak Justin ścisnął mnie mocno za przed ramię i odwrócił w swoją stronę.
Podniósł na mnie rękę i krzyknął strasznie zdenerwowany.
-Nie mów tak na mnie kurwa,bo nienawidzę gdy mnie tak ktoś nazywa,tak jakbym nie miał do nikogo szacunku. Pomyśl. - Popchnął mnie.
Właśnie teraz pokazałeś swoją stronę,i jaki masz szacunek. Dupek i jeszcze raz dupek .- plunęłam w jego stronę i poszłam dopić swoją kawę.
Nawet nie wyobraża sobie jak to bardzo zabolało mnie psychicznie i fizycznie,te słodkie słówka wszystko..to było tylko po to żeby mnie ukoić a okazało się że jest nic nie wartym śmieciem skoro mówi inaczej a robi inaczej.
Jeszcze raz wstałam i podbiegłam do drzwi i wykrzyczałam .- Co? myślisz że pojadę z Tobą a ty będziesz mnie traktował? Gadał co innego a robił co innego ? WYBIJ SOBIE TO Z GŁOWY! i odeszłam .
Justin natychmiastowo podbiegł i tym razem delikatnie mnie objął.
-Słuchaj,po prostu nie lubię tego,może i mnie poniosło ale to naprawdę mnie boli gdy mnie ktoś tak nazywa. przepraszam i ucałował mnie w czoło. -hm,może i ja trochę przesadziłam z tym dupkiem.
Eh wszystko krąży po mojej głowie,i nie wiem jak się przed tym obronić...
2 DNI PÓŹNIEJ..
GODZINA 8: 32 RANO..
Jesteś gotowa?
-Tak,sekunda. - mruknęłam.
Nagle dostałam wiadomość od "Tylera"
"Jesteś jeszcze w domu? Policja szuka Justin'a zwijajcie się szybko jeśli jesteście razem,bo właśnie jadą tam ! Macie dosłownie 10 minut postaram się ich zatrzymać,wyjdzcie tylnymi drzwiami " - w moich oczach zgromadziły się łzy,i brak słów.
-Justin,policja jest już pod domem musimy wychodzić !
Justin zabrał nasze walizki,i wyszedł drugim wyjściem,a ja złapałam za telefon i moją podręczną torbę po czym wybiegłam .
Mam nadzieję że wyjdziemy na tym bez szwanku ...........
WKOŃCU OŻYŁAM HAHAHA <3
DOBRA KOCHANI,DOSTAŁAM SIĘ DO Libster Award Blog WIĘC PROSZĘ O KOMENTARZE POD TYM ROZDZIAŁEM ! MUSI BYĆ,CONAJMNIEJ 20,NIEWAŻNE JAKICH WAŻNE ŻEBY BYŁY! BŁAGAM WAS,DLA MNIE TO SPEŁNIENIE MARZEŃ,JESZCZE NIGDY NIE BYŁAM ZALICZONA DO TAKICH KONKURENCJI ! ODWDZIĘCZE SIĘ JAK TYLKO BĘDĘ MOGŁA ! KOCHAM WAS <3
poniedziałek, 20 stycznia 2014
sobota, 7 grudnia 2013
Rozdział 26
chwilę potem dostałam wiadomość od Justin'a .
Nie ukrywam że bardzo mnie to ucieszyło, przesunęłam kciukiem po ruchomej strzałce i odczytałam wiadomość .
" Wiem Miley, że między nami bywa ciężko, nie możemy czasami znaleźć wspólnego języka i kłócimy się o błahostki,ale tak naprawdę w głebi duszy wiemy że nie możemy żyć bez siebie,i to jest magiczne . Kocham Cię "
Rozszerzyłam delikatnie kąciki ust ku górze a w moim oku zabłysł mały promyczek światła tak zwanej " nadziei"
Byłam zarazem taka nieświadoma podejmując tak trudną decyzję od razu i szczęśliwa,bo moje serce wie,że potrzebuję tego szalonego bruneta do szczęścia,chociaż chwilami umysł podpowiada mi żebym dała sobie spokój .
humor mi dopisywał, a uśmiech nie spadał z mojej zalanej rumieńcami buzi, serce bardzo szybko kołatało że aż tysiące myśli wlatywało jedną stroną a wylatywało drugą " Chwilę ulotne" .
Wzięłam telefon w dłonie i szybko wywijając palcami odpisałam chłopakowi " Czuję że musimy się spotkać, przyjdź wieczorem,wtedy będę sama " i podekscytowana wcisnęłam klawisz "wyślij" .
Wstając lekko na palcach, podeszłam do okna i przejechałam palcem po spływającej kropli wody,wciąż myślałam o tym jak ten czas szybko leci, jak piasek przez palce.. nawet nie zauważysz kiedy wszystko się zaczyna a kiedy kończy . To jest jedyna rzecz która przytłacza mnie w tym "cudownym życiu " .
Każdego poranka gdy budzę się myślę o sensie życia i istnienia stanów emocjonalnych skoro i tak nie możemy nad nimi zapanować .... Zazwyczaj gdy myślę o takich rzeczach w chwili kiedy wszystko nabiera barw,zaczynać tracić wiarę we wszystko ...
P.O.V JUSTIN
Tak ! Jeśli Miley oznajmiła mi że chcę mnie zobaczyć,wszystko stoi na dobrej drodze .
Mam dosyć samych kłótni i słów które rozdzierają moje wnętrze ..
Szwendałem się po mieście,bez celowo chyba 4 raz dookoła jakiegoś placu zabaw . Było koło godziny 3 po południu,nie mogłem się doczekać aż pójdę do niej i będę miał szansę mocno ją przytulić i szepnąć słowa których do tej pory nie mogłem .
Przeszedłem jeszcze raz dookoła placyku, i wszedłem powspominać czasy dzieciństwa.
Rzuciłem plecakiem o gąbczaste maty i siadłem na huśtawkę, od razu moje oczy przybrały blasku .
Huśtałem się jak małe dziecko w górę i w dół a przy tym strasznie głośno się smiałem, uwielbiam takie chwilę kiedy nikt na mnie nie patrzy i znowu mogę być normalnym dzieciakiem który realizuje swoje dni na które tak bardzo czekał .
To tak jak zaczynać szkołę w poniedziałek i odliczać dni do piątku,właśnie tak !
Szkoda że nie miałem dużo czasu na zapoznanie się z tym uczuciem, fajnie by było móc spotkać się ze znajomymi ze starych lat i powspominać czego się nie robiło, teraz koncerty,fani czekają na nowe piosenki ... oczekują dużo więcej, ale jak narazie nie mam się o co martwić,mam "urlop" dopóki wszystko się nie wyjaśni.
Wzbijając się w górę na szalonej huśtawce zobaczyłem plac gdzie jakiś mały chłopczyk próbuję dorzucić piłkę do kosza,nie czekając dłużej po prostu zatrzymałem się i poszedłem w stronę osamotnionego malucha . Przeszedłem przez rozdartą siatkę i stanąłem obok niego przyglądając się jego dokonaniom .
-Mogę piłkę ? - zarzuciłem.
- A ty kto ? nie znam cię,idź stąd chcę sam potrenować . - odwrócił się w stronę drugiego kosza i wciąż próbował swoich sił .
zaśmiałem się - krzyknąłem " chcę ci tylko pokazać trik w którym szybciej trafisz do kosza " - chłopiec spojrzał na mnie i poddał mi piłkę .
Zacząłem bawić się i kozłować piłkę między nogami,tak jak zawsze to robiłem,co poprawiało mi nastrój .
Chłopak z coraz większym zaciekawieniem patrzył na to jak wywijam piłką i ani na chwilę nie spuszczał mnie ze wzroku ani na chwilę .
Pobiegłem na koniec boiska i zacząłem nastukiwać o ziemię rytm pewnej piosenki która utkwiła mi w głowie, co do tego sprzyjał mi uśmiech . Poprawiłem zmiewrzawione wiatrem włosy i
Zacząłem biec przeplatując piłkę z dłoni do dłoni,a potem przez nogi . Byłem już bliski kosza, nagle złapałem piłkę w dłonie i rzuciłem w kosza zawieszając się na nim krzycząc " bieeeeeeeeeeeber rządzisz ! "
Chłopiec wziął piłkę i rzekł "dzięki,to było naprawdę super. mógłbyś mi coś więcej pokazać?
- Chciałbym... ale...a w sumie pokaż, mam jeszcze chwilę. Może pograsz ze mną ? - zarzuciłem pytaniem.
-Chłopiec zawstydził się i syknął -I tak przegram więc po co ? .....
-Jak nie spróbujesz to się nie dowiesz ! - Pokazałem gest dłonią,na co on zaczął biec i kozłować .
Naprawdę chłopak ma potencjał !
- Dlaczego grasz sam a nie z kolegami ? - zarzuciłem jeszcze raz .
-Wolę samotność,wtedy potrafię się bardziej skupić - spojrzał na mnie .
Zatrzymałem piłkę i przypomniałem sobie moment kiedy,przechodziłem przez to samo ..
mówiłem dosłownie to samo,bo nikt nie chciał ze mną grać,ale .. nie chciałem poruszać tego tematu,wolałem zostawić dla siebie .
- No dawaj ! - przestraszył mnie .
- Jak masz na imię ? - zapytał zaciekawiony .
-Justin,a ty ?
-Sean . - uśmiechnął się ciepło .
Spojrzałem na zegarek,było blisko piątej,musiałem się zbierać bo w gruncie rzeczy nie wiedziałem gdzie się znajduję .
położyłem piłkę i złapałem za mój plecak .- Muszę już lecieć,fajnie było Cię poznać! - stwierdziłem .
-Dziękuje,może kiedyś przyjdziesz tu jeszcze ? - zapytał .
-Pewnie tak,dozobaczenia!- pomachałem mu dłonią i ruszyłem w stronę wyjścia.
2 Godziny minęły jakby palcem pstryknął,muszę się spieszyć ...
MILEY
Nie wiem jak,ale usnęłam . Spojrzałam a za oknami już ciemna przestrzeń,i pada deszcz .
Małe kropelki deszczu obijały się o rynnę, co naprawdę nie było czymś co może przeszkadzać .
Wstałam z łóżka składając kołdrę na pół po czym siadłam przy lusterku i lekko zaczesałam moje rozwalone włosy, i wytarłam twarz mokrymi chusteczkami higienicznymi żeby odświeżyć cerę .
Byłam ubrana w dresy i jakiś nadzwyczajniejszy biały podkoszulek,wkońcu jestem w domu,prawda ?
Pomalowałam lekko rzęsy by dodać swojej twarzy trochę życia,i przeszłam się do kuchni ,po to by zrobić sobie herbatę .
Nałożyłam mój ciepły,jedwabny szlafrok i siadłam na matowej kanapie odliczając sekundy na przyjście Justin'a . Naprawdę pierwszy raz w życiu mam taki moment w którym jednocześnie się boję i cieszę, mam mu tyle do powiedzenia,że nie wiem czy dam radę to wszystko zapamiętać,co chwilę przypomina mi się coś nowego.
Włączyłam jakąś muzykę na uspokojenie myśli,i tak jak mówię po części przeszło .
nagle usłyszałam dzwonek do drzwi,i od razu moje serce stanęło w gardle.,tak zwana chwila prawdy . Nie chcąc wstałam z łóżka,i skierowałam się ku drzwiom . Delikatnie chwyciłam za klamkę i otworzyłam drzwi . Zamknęłam oczy i usłyszałam ten ciepły głos przy którym zawsze dostawał dreszczy .
-Mogę wejść? -szepnął Justin .
Spojrzałam i ujrzałam Justin'a, całego mokrego z kwiatami w rękach mimo tego nadal uśmiechniętego .Po jego włosach kropelkami ściekała woda,wprost na jego usta po czym ocierał je dłonią .
-Wejdź- mruknęłam .
Zamknęłam drzwi i odwróciłam wzrok,Justin korzystając z okazji złożył chłodny pocałunek na moim zarumienionym policzku,poczułam się niesamowicie .
-a za co to ? - zaczerwieniłam się
-Za to że jesteś . - przeszedł obok do kuchni .
Poczułam jak po moim podbródku spływa woda a w rękach rozpływały się kwiaty .
Szybkim krokiem,poszłam do kuchni i wstawiłam kwiaty do wazonu .
- Dać cie jakieś ubranie ?
-No jakbyś mogła- zawstydził się .
Ponownie zawróciłam do pokoju i otworzyłam szafkę z rzeczami,siegając po luźne ubrania .
Gdy wróciłam Justin już siedział w samych bokserkach,co zadziałało pozytywnie na moją wyobraźnię .
-Masz nakładaj bo się jeszcze przeziębisz . - podałam mu .
- mogę być chory,ale pod warunkiem że wyleczysz mnie . - złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie obejmując za biodra . Byłam od niego na odległość paru milimetrów czułam jego zimny oddech na moich ustach i obojczykach, nasze oddechy były równomierne,a Justin nadal był uśmiechnięty,tak samo jak ja .
W tej chwili porozumiewaliśmy się za pomocą spojrzeń,widziałam że pożądał mnie,ale wiedział że jeszcze się nie zgodzę .
Uniósł rękę do mojej głowy i schował włosy za ucho,po czym stopniowo zbliżał nasze usta .
Obejmując mnie dłonią za kark ,lekko musnął moją wargę, i spojrzał w oczy z pełną powagą .
Oblizał usta i chyba chciał coś powiedzieć, ale cofnął to i wpatrywał się na moje lekko różowe usta.
- Coś nie tak? - przejechałam palcami po jego ramieniu .
objął mnie mocniej i szepnął do ucha " stęskniłem się za Tobą,i cieszę się chwilą,chcę cię mieć jak najdłużej kochanie '
Wpił swoje usta w moje i zaczął namiętny pocałunek,nasze języki rozpoczęły gorący taniec,oplatały się wokół siebie a ja czułam jak Justin coraz mocniej wpaja się we mnie .
"Kocham Cię najmocniej na świecie" - mruknął i zaczął delikatnie językiem pieścić moją szyję a ja cicho jęknęłam . Wtopiłam moje dłonie w jego mokre włosy i zaczęłam się nimi bawić, chyba wszystko zaczynało wracać o normy .
Cieszyłam się że przyszedł ,teraz Justin okazał swoje wnętrze . Namiętny,czuły i delikatny romantyk którego szukałam w nim cały czas .
-Jeśli chcesz,zostań na noc- powiedziałam .
-chcę . - zaśmiał się .
-jesteś pewny? - ucałowałam go w usta i spojrzałam w czekoladowe oczy .
- Z tobą zawsze - wstał wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju .
-Chcesz tego ? -zapytał leżąc nade mną
-spać? no chcę mi się spać haha - Justin zaczął mnie łaskotać .
- Ja mówię o czym innym - mruknął mi do ucha a po moim ciele przeszły przyjemne ciarki .
-Może.......
-Kochanie nie daj się prosić - nagle wszystko wyparowało ...
WIEM KOCHANI ,DŁUGO MNIE NIE BYŁO ALE NIE MIAŁAM ZBYTNIO CZASU . TERAZ PO OKRESIE ŚWIĄTECZNYM BĘDĘ DODAWAĆ CZĘŚCIEJ I WIĘCEJ !!!
MAM NADZIEJĘ ŻE SIĘ PODOBAŁO ! KOMENTUJCIE,CHCĘ POZNAĆ WASZĄ OPINIĘ ! <3 DZIĘKUJE TYM KTÓRZY NADAL CZYTAJĄ <3
Nie ukrywam że bardzo mnie to ucieszyło, przesunęłam kciukiem po ruchomej strzałce i odczytałam wiadomość .
" Wiem Miley, że między nami bywa ciężko, nie możemy czasami znaleźć wspólnego języka i kłócimy się o błahostki,ale tak naprawdę w głebi duszy wiemy że nie możemy żyć bez siebie,i to jest magiczne . Kocham Cię "
Rozszerzyłam delikatnie kąciki ust ku górze a w moim oku zabłysł mały promyczek światła tak zwanej " nadziei"
Byłam zarazem taka nieświadoma podejmując tak trudną decyzję od razu i szczęśliwa,bo moje serce wie,że potrzebuję tego szalonego bruneta do szczęścia,chociaż chwilami umysł podpowiada mi żebym dała sobie spokój .
humor mi dopisywał, a uśmiech nie spadał z mojej zalanej rumieńcami buzi, serce bardzo szybko kołatało że aż tysiące myśli wlatywało jedną stroną a wylatywało drugą " Chwilę ulotne" .
Wzięłam telefon w dłonie i szybko wywijając palcami odpisałam chłopakowi " Czuję że musimy się spotkać, przyjdź wieczorem,wtedy będę sama " i podekscytowana wcisnęłam klawisz "wyślij" .
Wstając lekko na palcach, podeszłam do okna i przejechałam palcem po spływającej kropli wody,wciąż myślałam o tym jak ten czas szybko leci, jak piasek przez palce.. nawet nie zauważysz kiedy wszystko się zaczyna a kiedy kończy . To jest jedyna rzecz która przytłacza mnie w tym "cudownym życiu " .
Każdego poranka gdy budzę się myślę o sensie życia i istnienia stanów emocjonalnych skoro i tak nie możemy nad nimi zapanować .... Zazwyczaj gdy myślę o takich rzeczach w chwili kiedy wszystko nabiera barw,zaczynać tracić wiarę we wszystko ...
P.O.V JUSTIN
Tak ! Jeśli Miley oznajmiła mi że chcę mnie zobaczyć,wszystko stoi na dobrej drodze .
Mam dosyć samych kłótni i słów które rozdzierają moje wnętrze ..
Szwendałem się po mieście,bez celowo chyba 4 raz dookoła jakiegoś placu zabaw . Było koło godziny 3 po południu,nie mogłem się doczekać aż pójdę do niej i będę miał szansę mocno ją przytulić i szepnąć słowa których do tej pory nie mogłem .
Przeszedłem jeszcze raz dookoła placyku, i wszedłem powspominać czasy dzieciństwa.
Rzuciłem plecakiem o gąbczaste maty i siadłem na huśtawkę, od razu moje oczy przybrały blasku .
Huśtałem się jak małe dziecko w górę i w dół a przy tym strasznie głośno się smiałem, uwielbiam takie chwilę kiedy nikt na mnie nie patrzy i znowu mogę być normalnym dzieciakiem który realizuje swoje dni na które tak bardzo czekał .
To tak jak zaczynać szkołę w poniedziałek i odliczać dni do piątku,właśnie tak !
Szkoda że nie miałem dużo czasu na zapoznanie się z tym uczuciem, fajnie by było móc spotkać się ze znajomymi ze starych lat i powspominać czego się nie robiło, teraz koncerty,fani czekają na nowe piosenki ... oczekują dużo więcej, ale jak narazie nie mam się o co martwić,mam "urlop" dopóki wszystko się nie wyjaśni.
Wzbijając się w górę na szalonej huśtawce zobaczyłem plac gdzie jakiś mały chłopczyk próbuję dorzucić piłkę do kosza,nie czekając dłużej po prostu zatrzymałem się i poszedłem w stronę osamotnionego malucha . Przeszedłem przez rozdartą siatkę i stanąłem obok niego przyglądając się jego dokonaniom .
-Mogę piłkę ? - zarzuciłem.
- A ty kto ? nie znam cię,idź stąd chcę sam potrenować . - odwrócił się w stronę drugiego kosza i wciąż próbował swoich sił .
zaśmiałem się - krzyknąłem " chcę ci tylko pokazać trik w którym szybciej trafisz do kosza " - chłopiec spojrzał na mnie i poddał mi piłkę .
Zacząłem bawić się i kozłować piłkę między nogami,tak jak zawsze to robiłem,co poprawiało mi nastrój .
Chłopak z coraz większym zaciekawieniem patrzył na to jak wywijam piłką i ani na chwilę nie spuszczał mnie ze wzroku ani na chwilę .
Pobiegłem na koniec boiska i zacząłem nastukiwać o ziemię rytm pewnej piosenki która utkwiła mi w głowie, co do tego sprzyjał mi uśmiech . Poprawiłem zmiewrzawione wiatrem włosy i
Zacząłem biec przeplatując piłkę z dłoni do dłoni,a potem przez nogi . Byłem już bliski kosza, nagle złapałem piłkę w dłonie i rzuciłem w kosza zawieszając się na nim krzycząc " bieeeeeeeeeeeber rządzisz ! "
Chłopiec wziął piłkę i rzekł "dzięki,to było naprawdę super. mógłbyś mi coś więcej pokazać?
- Chciałbym... ale...a w sumie pokaż, mam jeszcze chwilę. Może pograsz ze mną ? - zarzuciłem pytaniem.
-Chłopiec zawstydził się i syknął -I tak przegram więc po co ? .....
-Jak nie spróbujesz to się nie dowiesz ! - Pokazałem gest dłonią,na co on zaczął biec i kozłować .
Naprawdę chłopak ma potencjał !
- Dlaczego grasz sam a nie z kolegami ? - zarzuciłem jeszcze raz .
-Wolę samotność,wtedy potrafię się bardziej skupić - spojrzał na mnie .
Zatrzymałem piłkę i przypomniałem sobie moment kiedy,przechodziłem przez to samo ..
mówiłem dosłownie to samo,bo nikt nie chciał ze mną grać,ale .. nie chciałem poruszać tego tematu,wolałem zostawić dla siebie .
- No dawaj ! - przestraszył mnie .
- Jak masz na imię ? - zapytał zaciekawiony .
-Justin,a ty ?
-Sean . - uśmiechnął się ciepło .
Spojrzałem na zegarek,było blisko piątej,musiałem się zbierać bo w gruncie rzeczy nie wiedziałem gdzie się znajduję .
położyłem piłkę i złapałem za mój plecak .- Muszę już lecieć,fajnie było Cię poznać! - stwierdziłem .
-Dziękuje,może kiedyś przyjdziesz tu jeszcze ? - zapytał .
-Pewnie tak,dozobaczenia!- pomachałem mu dłonią i ruszyłem w stronę wyjścia.
2 Godziny minęły jakby palcem pstryknął,muszę się spieszyć ...
MILEY
Nie wiem jak,ale usnęłam . Spojrzałam a za oknami już ciemna przestrzeń,i pada deszcz .
Małe kropelki deszczu obijały się o rynnę, co naprawdę nie było czymś co może przeszkadzać .
Wstałam z łóżka składając kołdrę na pół po czym siadłam przy lusterku i lekko zaczesałam moje rozwalone włosy, i wytarłam twarz mokrymi chusteczkami higienicznymi żeby odświeżyć cerę .
Byłam ubrana w dresy i jakiś nadzwyczajniejszy biały podkoszulek,wkońcu jestem w domu,prawda ?
Pomalowałam lekko rzęsy by dodać swojej twarzy trochę życia,i przeszłam się do kuchni ,po to by zrobić sobie herbatę .
Nałożyłam mój ciepły,jedwabny szlafrok i siadłam na matowej kanapie odliczając sekundy na przyjście Justin'a . Naprawdę pierwszy raz w życiu mam taki moment w którym jednocześnie się boję i cieszę, mam mu tyle do powiedzenia,że nie wiem czy dam radę to wszystko zapamiętać,co chwilę przypomina mi się coś nowego.
Włączyłam jakąś muzykę na uspokojenie myśli,i tak jak mówię po części przeszło .
nagle usłyszałam dzwonek do drzwi,i od razu moje serce stanęło w gardle.,tak zwana chwila prawdy . Nie chcąc wstałam z łóżka,i skierowałam się ku drzwiom . Delikatnie chwyciłam za klamkę i otworzyłam drzwi . Zamknęłam oczy i usłyszałam ten ciepły głos przy którym zawsze dostawał dreszczy .
-Mogę wejść? -szepnął Justin .
Spojrzałam i ujrzałam Justin'a, całego mokrego z kwiatami w rękach mimo tego nadal uśmiechniętego .Po jego włosach kropelkami ściekała woda,wprost na jego usta po czym ocierał je dłonią .
-Wejdź- mruknęłam .
Zamknęłam drzwi i odwróciłam wzrok,Justin korzystając z okazji złożył chłodny pocałunek na moim zarumienionym policzku,poczułam się niesamowicie .
-a za co to ? - zaczerwieniłam się
-Za to że jesteś . - przeszedł obok do kuchni .
Poczułam jak po moim podbródku spływa woda a w rękach rozpływały się kwiaty .
Szybkim krokiem,poszłam do kuchni i wstawiłam kwiaty do wazonu .
- Dać cie jakieś ubranie ?
-No jakbyś mogła- zawstydził się .
Ponownie zawróciłam do pokoju i otworzyłam szafkę z rzeczami,siegając po luźne ubrania .
Gdy wróciłam Justin już siedział w samych bokserkach,co zadziałało pozytywnie na moją wyobraźnię .
-Masz nakładaj bo się jeszcze przeziębisz . - podałam mu .
- mogę być chory,ale pod warunkiem że wyleczysz mnie . - złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie obejmując za biodra . Byłam od niego na odległość paru milimetrów czułam jego zimny oddech na moich ustach i obojczykach, nasze oddechy były równomierne,a Justin nadal był uśmiechnięty,tak samo jak ja .
W tej chwili porozumiewaliśmy się za pomocą spojrzeń,widziałam że pożądał mnie,ale wiedział że jeszcze się nie zgodzę .
Uniósł rękę do mojej głowy i schował włosy za ucho,po czym stopniowo zbliżał nasze usta .
Obejmując mnie dłonią za kark ,lekko musnął moją wargę, i spojrzał w oczy z pełną powagą .
Oblizał usta i chyba chciał coś powiedzieć, ale cofnął to i wpatrywał się na moje lekko różowe usta.
- Coś nie tak? - przejechałam palcami po jego ramieniu .
objął mnie mocniej i szepnął do ucha " stęskniłem się za Tobą,i cieszę się chwilą,chcę cię mieć jak najdłużej kochanie '
Wpił swoje usta w moje i zaczął namiętny pocałunek,nasze języki rozpoczęły gorący taniec,oplatały się wokół siebie a ja czułam jak Justin coraz mocniej wpaja się we mnie .
"Kocham Cię najmocniej na świecie" - mruknął i zaczął delikatnie językiem pieścić moją szyję a ja cicho jęknęłam . Wtopiłam moje dłonie w jego mokre włosy i zaczęłam się nimi bawić, chyba wszystko zaczynało wracać o normy .
Cieszyłam się że przyszedł ,teraz Justin okazał swoje wnętrze . Namiętny,czuły i delikatny romantyk którego szukałam w nim cały czas .
-Jeśli chcesz,zostań na noc- powiedziałam .
-chcę . - zaśmiał się .
-jesteś pewny? - ucałowałam go w usta i spojrzałam w czekoladowe oczy .
- Z tobą zawsze - wstał wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju .
-Chcesz tego ? -zapytał leżąc nade mną
-spać? no chcę mi się spać haha - Justin zaczął mnie łaskotać .
- Ja mówię o czym innym - mruknął mi do ucha a po moim ciele przeszły przyjemne ciarki .
-Może.......
-Kochanie nie daj się prosić - nagle wszystko wyparowało ...
WIEM KOCHANI ,DŁUGO MNIE NIE BYŁO ALE NIE MIAŁAM ZBYTNIO CZASU . TERAZ PO OKRESIE ŚWIĄTECZNYM BĘDĘ DODAWAĆ CZĘŚCIEJ I WIĘCEJ !!!
MAM NADZIEJĘ ŻE SIĘ PODOBAŁO ! KOMENTUJCIE,CHCĘ POZNAĆ WASZĄ OPINIĘ ! <3 DZIĘKUJE TYM KTÓRZY NADAL CZYTAJĄ <3
sobota, 2 listopada 2013
Rozdzial 25 - Unfaithful
"Nienawidzić kogoś to dawać dowód, że się jest go wartym, że nie ma istotnej różnicy między nim a sobą."
***
[ PODKŁAD #3- WŁĄCZ TO ! ]
Miałam chęć podejść do niego i zatrzymać przy sobie,lecz serce nie pozwoliło tak łatwo wygrać .
Jego szczeniackie zachowanie nie zasługiwało na wybaczenie,mimo tego jakim wielkim uczuciem go darzyłam,starałam się być silna tak jak zawsze mi powtarzano ale ja jak zwykle nie zdołałam opanować emocji które gotowały się w środku .
Weszłam roztrzęsiona do domu,nie domykając lekko drzwi .
Przeszłam wolnym krokiem po przez kuchnie i zmierzyłam Tyler'a wzrokiem .
-Co się stało ? - zapytał jakby nic .
-A czy to twoja sprawa? Nie . -spuściłam głowę w dół i weszłam do pokoju,zatrzaskując mosiężne drzwi za moją piętą .
Powoli dochodziłam do wniosku,że te całe paplaniny o naszym związku były dokładne i sprecyzowane iż ciężko mi to przyznać... zgodne z prawdą .
Nie pasowaliśmy do siebie cóż,tak bywa . To nie prawda że przeciwieństwa się przyciągają,odpychaliśmy za kązdym razem kiedy byliśmy blisko ku wygranej,coś nas spychało z pasa,i zawsze zaczynaliśmy od nowa lecz nie dawaliśmy za wygraną,nigdy .
Niestety teraz się poddaje,nie mam już sił na to wszystko,mimo że go kocham nie daje rady,nie czuję się stabilnie,tak jak grunt miałby się zaraz zawalić .
Nie potrzebuje problemów,potrzebuję szczęścia ... ale nie z Justinem .
On obsesyjnie próbował mnie uszczęśliwić,nie chciałam tego ..
Chciałam zwykłego prostego życia,by móc cieszyć się wschodem słońca i ciepłym wiatrem który przeplatał się przez moje ciało,podczas kiedy Justin ucałował by mnie delikatnie w policzek i powiedział te dwa proste słowa "Kocham Cię " .
Czy do szczęścia trzeba wiele ? Nie,po prostu trzeba odpowiedniej osoby obok ciebie ..
Mimo że z Justinem nie skończyłam ostatecznie,to czuję jakbym właśnie wyrzucała z głowy wszystkie wspomnienia,nawet te dobre . Bo po co pamiętać rzeczy które wypalały w twoim sercu dziurę ? Po co przypominać sobie wszystkie dobre wspomnienia i wylewać morze Łez ?
Był czas w którym płakałam bo traciłam wszystkich po kolei,teraz to oni zapłaczą bo stracą mnie,całkowicie
.Przyzwyczaiłam się, że ludzie, na których zależy mi najbardziej, zwyczajnie odchodzą. Zostawiają mnie dla własnego szczęścia. Mają gdzieś moje życie i moje problemy. Nie obchodzi ich to, że dla nich byłam gotowa skoczyć w ogień, poświęcić wszystko, co mam. I to jest trochę przykre,lecz wiem że nie zostawię tak tego,odpłacę moje krzywdy, nie pozwolę więcej tego robić .
Siadłam na łóżku i wyciągnęłam dłoń do matowej półki na której leżała cała sterta filmów,miałam chęć na jakiś subtelny lekko romantyczny film, z nutką smutku .
Mogłam pójść i najzwyczajniej zalać moje gardło alkoholem ,ale nie chciałam,nie miałam chęci nawet ruszyć się z pokoju,ta atmosfera mi pasowała .
Przekładając kasety z ręki do ręki zauważyłam starą,nie podpisaną płytę bez żadnej okładki,nie potrafiąc oprzeć się ciekawości ,wysunęłam płytę z opakowania i włożyłam ją do DVD .
W tym samym momencie usłyszałam awanturę na zewnątrz,wstałam na palcach i podsłuchałam urywki rozmowy .
-Wpuść mnie !
-Koleś, ona cię nie chcę widzieć,zrozum i zluzuj.
-Ale ja mam dla niej coś ważnego
-To dasz jej kiedy indziej !
-Ale ja ją kocham,chcę jej wszystko powiedzieć !
Nie wahając się dłużej otworzyłam drzwi,i ze złością na zębach szepnęłam :
-Wynoś się "
Wyciągnął dłonie w moją stronę i szepnął - Przepraszam,nie chciałem cię zranić,nie chcę Cię stracić . "
-wiesz kiedy docenisz, że mnie straciłeś? kiedy budząc się rano z problemem nie będziesz mógł wykręcić mojego numeru, bo będziesz wiedział, że już nie odbiorę.boli,nie ? - powiedziałam lekko łkając
-sapnął zirytowany i krzyknął " kocham Cię,jesteś całym moim światem nie mogę pozwolić ci odejść ...*wziął głęboki oddech i zmienił ton * jeśli mnie opuścisz,przestanę oddychać,nie będę żył .Myślisz że jeślibym cię nie kochał zabiegałbym tak rozpaczliwie o Ciebie ? Że biegałbym w kółko za Tobą prosząc o wybaczenie ?
Podszedł i objął w swoje dłonie moje policzki szepcząc "Nie pozwolę Ci od tak odejść,rozumiesz? " Czułam każdo jego słowo na mojej skórze,co wprowadzało mnie w błogi stan, nie umiałam się oprzeć jego gestom,jego cudownym oczom,nie potrafiłam oprzeć się jemu całemu,bo nadal go kochałam...
-Justin....po co to robisz ? - spojrzałam przeszklonymi oczami na jego malinowe usta .
-Walczę o Ciebie,przyszedłem dać Ci dowód na moją niewinność. - wręczył mi w dłonie jego telefon i odtworzył cało wydarzenie .
-Czy teraz mi wierzysz ? podniósł mój podbródek i zbliżał się o pocałunku.
Oderwałam się,a moja nienawiść i chęć zemsty zanikła .
-Justin daj mi czas, nie potrafię wszystkiego ułożyć od razu .
-Nie naciskam,kiedy będziesz gotowa daj mi znać - ucałował mój zarumieniony policzek i wyszedł .
Przeczesałam palcami grzywkę i wybuchłam złością w duchu " Nie wierzę w to wszystko,to jakaś pojebana gra"
i pobiegłam do pokoju,obejrzeć dyskietke .
-Czemu to nie działa? - szepnełam do siebie
Walnęłam w to stare pudło i zobaczyłam moje 18 urodziny,a na nich Justin . Z moich oczu poleciały łzy,zrozumiałam że o tą miłość trzeba walczyć.
Cofam wszystkie złe słowa,naprawdę nie umiem inaczej "
***
[ PODKŁAD #3- WŁĄCZ TO ! ]
Miałam chęć podejść do niego i zatrzymać przy sobie,lecz serce nie pozwoliło tak łatwo wygrać .
Jego szczeniackie zachowanie nie zasługiwało na wybaczenie,mimo tego jakim wielkim uczuciem go darzyłam,starałam się być silna tak jak zawsze mi powtarzano ale ja jak zwykle nie zdołałam opanować emocji które gotowały się w środku .
Weszłam roztrzęsiona do domu,nie domykając lekko drzwi .
Przeszłam wolnym krokiem po przez kuchnie i zmierzyłam Tyler'a wzrokiem .
-Co się stało ? - zapytał jakby nic .
-A czy to twoja sprawa? Nie . -spuściłam głowę w dół i weszłam do pokoju,zatrzaskując mosiężne drzwi za moją piętą .
Powoli dochodziłam do wniosku,że te całe paplaniny o naszym związku były dokładne i sprecyzowane iż ciężko mi to przyznać... zgodne z prawdą .
Nie pasowaliśmy do siebie cóż,tak bywa . To nie prawda że przeciwieństwa się przyciągają,odpychaliśmy za kązdym razem kiedy byliśmy blisko ku wygranej,coś nas spychało z pasa,i zawsze zaczynaliśmy od nowa lecz nie dawaliśmy za wygraną,nigdy .
Niestety teraz się poddaje,nie mam już sił na to wszystko,mimo że go kocham nie daje rady,nie czuję się stabilnie,tak jak grunt miałby się zaraz zawalić .
Nie potrzebuje problemów,potrzebuję szczęścia ... ale nie z Justinem .
On obsesyjnie próbował mnie uszczęśliwić,nie chciałam tego ..
Chciałam zwykłego prostego życia,by móc cieszyć się wschodem słońca i ciepłym wiatrem który przeplatał się przez moje ciało,podczas kiedy Justin ucałował by mnie delikatnie w policzek i powiedział te dwa proste słowa "Kocham Cię " .
Czy do szczęścia trzeba wiele ? Nie,po prostu trzeba odpowiedniej osoby obok ciebie ..
Mimo że z Justinem nie skończyłam ostatecznie,to czuję jakbym właśnie wyrzucała z głowy wszystkie wspomnienia,nawet te dobre . Bo po co pamiętać rzeczy które wypalały w twoim sercu dziurę ? Po co przypominać sobie wszystkie dobre wspomnienia i wylewać morze Łez ?
Był czas w którym płakałam bo traciłam wszystkich po kolei,teraz to oni zapłaczą bo stracą mnie,całkowicie
.Przyzwyczaiłam się, że ludzie, na których zależy mi najbardziej, zwyczajnie odchodzą. Zostawiają mnie dla własnego szczęścia. Mają gdzieś moje życie i moje problemy. Nie obchodzi ich to, że dla nich byłam gotowa skoczyć w ogień, poświęcić wszystko, co mam. I to jest trochę przykre,lecz wiem że nie zostawię tak tego,odpłacę moje krzywdy, nie pozwolę więcej tego robić .
Siadłam na łóżku i wyciągnęłam dłoń do matowej półki na której leżała cała sterta filmów,miałam chęć na jakiś subtelny lekko romantyczny film, z nutką smutku .
Mogłam pójść i najzwyczajniej zalać moje gardło alkoholem ,ale nie chciałam,nie miałam chęci nawet ruszyć się z pokoju,ta atmosfera mi pasowała .
Przekładając kasety z ręki do ręki zauważyłam starą,nie podpisaną płytę bez żadnej okładki,nie potrafiąc oprzeć się ciekawości ,wysunęłam płytę z opakowania i włożyłam ją do DVD .
W tym samym momencie usłyszałam awanturę na zewnątrz,wstałam na palcach i podsłuchałam urywki rozmowy .
-Wpuść mnie !
-Koleś, ona cię nie chcę widzieć,zrozum i zluzuj.
-Ale ja mam dla niej coś ważnego
-To dasz jej kiedy indziej !
-Ale ja ją kocham,chcę jej wszystko powiedzieć !
Nie wahając się dłużej otworzyłam drzwi,i ze złością na zębach szepnęłam :
-Wynoś się "
Wyciągnął dłonie w moją stronę i szepnął - Przepraszam,nie chciałem cię zranić,nie chcę Cię stracić . "
-wiesz kiedy docenisz, że mnie straciłeś? kiedy budząc się rano z problemem nie będziesz mógł wykręcić mojego numeru, bo będziesz wiedział, że już nie odbiorę.boli,nie ? - powiedziałam lekko łkając
-sapnął zirytowany i krzyknął " kocham Cię,jesteś całym moim światem nie mogę pozwolić ci odejść ...*wziął głęboki oddech i zmienił ton * jeśli mnie opuścisz,przestanę oddychać,nie będę żył .Myślisz że jeślibym cię nie kochał zabiegałbym tak rozpaczliwie o Ciebie ? Że biegałbym w kółko za Tobą prosząc o wybaczenie ?
Podszedł i objął w swoje dłonie moje policzki szepcząc "Nie pozwolę Ci od tak odejść,rozumiesz? " Czułam każdo jego słowo na mojej skórze,co wprowadzało mnie w błogi stan, nie umiałam się oprzeć jego gestom,jego cudownym oczom,nie potrafiłam oprzeć się jemu całemu,bo nadal go kochałam...
-Justin....po co to robisz ? - spojrzałam przeszklonymi oczami na jego malinowe usta .
-Walczę o Ciebie,przyszedłem dać Ci dowód na moją niewinność. - wręczył mi w dłonie jego telefon i odtworzył cało wydarzenie .
-Czy teraz mi wierzysz ? podniósł mój podbródek i zbliżał się o pocałunku.
Oderwałam się,a moja nienawiść i chęć zemsty zanikła .
-Justin daj mi czas, nie potrafię wszystkiego ułożyć od razu .
-Nie naciskam,kiedy będziesz gotowa daj mi znać - ucałował mój zarumieniony policzek i wyszedł .
Przeczesałam palcami grzywkę i wybuchłam złością w duchu " Nie wierzę w to wszystko,to jakaś pojebana gra"
i pobiegłam do pokoju,obejrzeć dyskietke .
-Czemu to nie działa? - szepnełam do siebie
Walnęłam w to stare pudło i zobaczyłam moje 18 urodziny,a na nich Justin . Z moich oczu poleciały łzy,zrozumiałam że o tą miłość trzeba walczyć.
Cofam wszystkie złe słowa,naprawdę nie umiem inaczej "
sobota, 19 października 2013
Rozdział 24
Pov. Justin .
***
W myślach prosiłem boga,by cały plan się powiódł . Nie chciałem zwieść,miało nie być po mnie śladu .
***
Zbiegłam na dół szybkim tempem wprost za Justinem .
Chłopak nerwowo przyśpieszał kroki,a gdy obsypywałam go pytaniami,on nie dawał mi żadnych odpowiedzi .
W końcu musiałam postawić krok na przód i zrobić coś czego tak naprawdę nie było w planach ..
Stanęłam na środku półpiętra i rozpłakałam się jak dziecko,ale na tym nie poprzestałam mojego działania.
-Justin durniu,jestem w ciąży ! Z tobą ! Chcesz mnie zostawić z tym samą,więc nie będę już więcej Cię o nic prosić - otarłam policzki i zawróciłam się do domu,z nadzieją że chłopak jakoś zareaguje .
Z tą ciążą to był tylko chwyt, by nareszcie spojrzał mi w oczy i powiedział co jest powodem jego odejścia .
Jednakże nie doczekałam się jego reakcji co wzbudziło we mnie mocny ból i rozpacz,nigdy nie poczułam takiego ukucia z czyjejś strony .
Szłam zapatrzona w drewnianą posadzkę,nie spodziewając się niczego,pełna nienawiści .
Każda łza wypalała dziurę w moim sercu jak rozżarzony materiał, naprawdę nie jestem w stanie opisać tego uczucia .
JUSTIN :
-No to mam za swoje - pomyślałem .
Przeczesałem palcami moją falującą grzywkę i zaśmiałem się pod nosem - Nie,to nie może być prawda "
Po czym mój uśmiech zamienił się w cholerny gniew i złość że pozwalam jej tak bez słów odejść .
Pod czyjimś wpływem ,jesteś w stanie zrobić wszystko dla uratowania własnej dupy, nie spoglądając na osoby które stały przez ten cały czas przy tobie.
Poczułem jak mokną mi policzki bo nie jestem w stanie nic zrobić,tak płacze bo trace w tej chwili wszystko .
W tej chwili nie obchodziło mnie jaką miałem z nim umowę, nie obchodziło mnie co się stanie,czy znowu tam wrócę czy nie ..
Odwróciłem się w jej stronę i krzyknąłem - Miley stój !
Podbiegłem do niej i złapałem mocno za ramiona szepcząc : " Kochanie,wiesz że Cię kocham . wiesz chce z tobą być i chcę mieć z tobą dziecko,tylko że....*westchnąłem i oblizałem nerwowo usta * twoj ojciec postawil taki a nie inny warunek mojego wyjścia na wolnosc .
Przez chwilę,nie odzywałem się I stałem myśląc nad kolejnym wersem słów których mi brakowało .
Niby tak dużo miałem do powiedzenia ale do każdego zdania brakowało mi liter i śliny .
Miley odważyła się spojrzeć w moje oczy i szepnęła
- wiesz.. może ojciec miał rację że nie pasujemy do siebie ? Coraz bardziej tak sądze,zachowujesz się jak ostatni dupek,nie patrząc na naszą sytuację,bo ty za wszelką cene musisz uratować swoją dupe, tak? To teraz słuchaj, jeśli nie zmienisz swojego postępowania nie mamy o czym rozmawiać, nie będę ci ulegać - otarła łzy ze swoich policzków i odwróciła się na pięcie do domu.
-To..to nie tak daj mi wytłumaczyć - poprawiając nerwowo guziki u koszuli .
Czułem się jak ostatni kretyn,poprzez moje zachowanie. Niszczyłem więź która nas łączyła,ale sądziłem że tak będzie dobrze,robiłem to dla nas..
-Znów chcesz zrobić ze mnie idiotke ? Tym razem Ci nie umiem uwierzyć,przykro mi - szepnęła i odeszła .
Odprowadziłem ją wzrokiem i pozwoliłem z wielką niechęcią odejść,bolało jak nigdy .
Nie miałem ochoty dłużej prosić i czekać aż ona mi wybaczy,wiedziałem że musi wszystko poukładać i rozmyślić,więc bez wahań zeszedłem na dół ciągnąc za sobą spakowane manatki ..
Zanim podszedłem do Ray'a włączyłem telefon by nagrać kawałek naszej rozmowy, muszę mieć dowód dla Miley ..
-Chyba coś Ci mówiłem,ze masz wyjść bez słowa ? - warknął .
-Kurwa, dość tego . Mogę wrócić sobie to tej pojebanej celi, nie zabronisz mi kontaktu z moją dziewczyną .
-Co ty powiedziałeś gnoju ?! - podszedł i szarpnął mnie za koszule .
Odepchnąłem go i wrzasnąłem - Kim ty jesteś?! ńie będziesz stawiał mi warunków, masz ze mną teraz na pieńku .
-Wracaj tu nie skończyłem z Tobą ! - wyciągnął broń .
Złapałem nogi za pas i uciekałem ile powietrza w płucach, by móc tylko pokazać mojej ukochanej ten filmik na dowód tego że ja tego wszystkiego nie chciałem ....
JESTEM POWRÓT ! UU BĘDĘ SIĘ UDZIELAĆ, CO TYDZIEŃ KOCHANI ŻEBY NIE BYŁO :D
***
W myślach prosiłem boga,by cały plan się powiódł . Nie chciałem zwieść,miało nie być po mnie śladu .
***
Zbiegłam na dół szybkim tempem wprost za Justinem .
Chłopak nerwowo przyśpieszał kroki,a gdy obsypywałam go pytaniami,on nie dawał mi żadnych odpowiedzi .
W końcu musiałam postawić krok na przód i zrobić coś czego tak naprawdę nie było w planach ..
Stanęłam na środku półpiętra i rozpłakałam się jak dziecko,ale na tym nie poprzestałam mojego działania.
-Justin durniu,jestem w ciąży ! Z tobą ! Chcesz mnie zostawić z tym samą,więc nie będę już więcej Cię o nic prosić - otarłam policzki i zawróciłam się do domu,z nadzieją że chłopak jakoś zareaguje .
Z tą ciążą to był tylko chwyt, by nareszcie spojrzał mi w oczy i powiedział co jest powodem jego odejścia .
Jednakże nie doczekałam się jego reakcji co wzbudziło we mnie mocny ból i rozpacz,nigdy nie poczułam takiego ukucia z czyjejś strony .
Szłam zapatrzona w drewnianą posadzkę,nie spodziewając się niczego,pełna nienawiści .
Każda łza wypalała dziurę w moim sercu jak rozżarzony materiał, naprawdę nie jestem w stanie opisać tego uczucia .
JUSTIN :
-No to mam za swoje - pomyślałem .
Przeczesałem palcami moją falującą grzywkę i zaśmiałem się pod nosem - Nie,to nie może być prawda "
Po czym mój uśmiech zamienił się w cholerny gniew i złość że pozwalam jej tak bez słów odejść .
Pod czyjimś wpływem ,jesteś w stanie zrobić wszystko dla uratowania własnej dupy, nie spoglądając na osoby które stały przez ten cały czas przy tobie.
Poczułem jak mokną mi policzki bo nie jestem w stanie nic zrobić,tak płacze bo trace w tej chwili wszystko .
W tej chwili nie obchodziło mnie jaką miałem z nim umowę, nie obchodziło mnie co się stanie,czy znowu tam wrócę czy nie ..
Odwróciłem się w jej stronę i krzyknąłem - Miley stój !
Podbiegłem do niej i złapałem mocno za ramiona szepcząc : " Kochanie,wiesz że Cię kocham . wiesz chce z tobą być i chcę mieć z tobą dziecko,tylko że....*westchnąłem i oblizałem nerwowo usta * twoj ojciec postawil taki a nie inny warunek mojego wyjścia na wolnosc .
Przez chwilę,nie odzywałem się I stałem myśląc nad kolejnym wersem słów których mi brakowało .
Niby tak dużo miałem do powiedzenia ale do każdego zdania brakowało mi liter i śliny .
Miley odważyła się spojrzeć w moje oczy i szepnęła
- wiesz.. może ojciec miał rację że nie pasujemy do siebie ? Coraz bardziej tak sądze,zachowujesz się jak ostatni dupek,nie patrząc na naszą sytuację,bo ty za wszelką cene musisz uratować swoją dupe, tak? To teraz słuchaj, jeśli nie zmienisz swojego postępowania nie mamy o czym rozmawiać, nie będę ci ulegać - otarła łzy ze swoich policzków i odwróciła się na pięcie do domu.
-To..to nie tak daj mi wytłumaczyć - poprawiając nerwowo guziki u koszuli .
Czułem się jak ostatni kretyn,poprzez moje zachowanie. Niszczyłem więź która nas łączyła,ale sądziłem że tak będzie dobrze,robiłem to dla nas..
-Znów chcesz zrobić ze mnie idiotke ? Tym razem Ci nie umiem uwierzyć,przykro mi - szepnęła i odeszła .
Odprowadziłem ją wzrokiem i pozwoliłem z wielką niechęcią odejść,bolało jak nigdy .
Nie miałem ochoty dłużej prosić i czekać aż ona mi wybaczy,wiedziałem że musi wszystko poukładać i rozmyślić,więc bez wahań zeszedłem na dół ciągnąc za sobą spakowane manatki ..
Zanim podszedłem do Ray'a włączyłem telefon by nagrać kawałek naszej rozmowy, muszę mieć dowód dla Miley ..
-Chyba coś Ci mówiłem,ze masz wyjść bez słowa ? - warknął .
-Kurwa, dość tego . Mogę wrócić sobie to tej pojebanej celi, nie zabronisz mi kontaktu z moją dziewczyną .
-Co ty powiedziałeś gnoju ?! - podszedł i szarpnął mnie za koszule .
Odepchnąłem go i wrzasnąłem - Kim ty jesteś?! ńie będziesz stawiał mi warunków, masz ze mną teraz na pieńku .
-Wracaj tu nie skończyłem z Tobą ! - wyciągnął broń .
Złapałem nogi za pas i uciekałem ile powietrza w płucach, by móc tylko pokazać mojej ukochanej ten filmik na dowód tego że ja tego wszystkiego nie chciałem ....
JESTEM POWRÓT ! UU BĘDĘ SIĘ UDZIELAĆ, CO TYDZIEŃ KOCHANI ŻEBY NIE BYŁO :D
piątek, 13 września 2013
Rozdział 23
P.O.V Miley
Biegłam w stronę wschodzącego słońca,łzy ociekały na moje opuchnięte policzki a ja czułam jak moje serce wzmacnia uderzenia wewnątrz klatki piersiowej .
Nadal nie mogłam pojąć do jakiego czynu się posunęłam,wiedziałam że ta informacja złamała by życie Justinowi na co nie chciałabym pozwolić .
Po cholerę ja do niego szłam ?! Co we mnie wstąpiło? Chcę cofnąć czas,chcę aby to się nie wydarzyło..przecież Justin mi tego nie wybaczy ...
Na sekundę zatrzymałam się i wyciągnęłam nadgarstek aby zobaczyć która nastaje godzina,gdy ujrzałam godzinę odbijającą się w wyświetlaczu zegarka przeraziłam się .
Narastała powoli 10:00 .
Miałam uczcić to wszystko z Tylerem, muszę iść do Justin'a ...nie wytrzymuję tego psychicznie,jeszcze ta sytuacja która zrodziła się między mną a Jackiem ..
Poprawiłam nerwowo odstającą sukienkę i pobiegłam dalej,brakowało mi tchu ale szczerze zależało mi na czasie..
Mój telefon zaczął dawać dobitne znaki że ktoś próbuje się ze mną skontaktować, szlak ! zależy mi na czasie a ktoś się dobija do mojego telefonu.
-Słucham ?-szepnęłam zmęczonym głosem .
-Gdzie jesteś ?-usłyszałam zmartwiony głos Tyler'a .
-Wracam do domu,przepraszam nasze spotkanie się trochę przedłużyło. Wytłumaczę Ci wszystko w domu .- zaśmiałam się dla upozorowania sprawy .
-No dobrze..mogłaś się chociażby odezwać,martwiłem się.
-Nie było o co,ale dzięki .Czy mogę liczyć na mocną kawę z twojej strony ?
-Tak,czekam .
-Dziękuje,pa. - po krótkiej konwersacji rozłączyłam się i wsunęłam z powrotem telefon do skórzanej torebki .
Teraz zwolniłam trochę tempo,i szłam jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło .To wszystko pętało się po mojej głowie,zadręczałam się bezcelowo .
`Pamiętaj Miley,nieważne co by się wydarzyło . Moje serce będzie należało do Ciebie,ponieważ ty mi uświadomiłaś jak to jest być kochanym .Tobie zawdzięczam życie kochanie.`
`A co jeśli zdarzy się coś,czego nie był byś mi w stanie wybaczyć ? `
`Zawsze Cię będę kochał. Jesteś dla mnie najważniejsza `
Dziwne tak wykorzystać te słowa prawda ?
Nie powiem mu przecież tak ` Pamiętasz ? mówiłeś że wszystko mi wybaczysz bo mnie kochasz,więc mówię ci że Cię zdradziłam . ale co tam,przecież mnie kochasz ` Absurdalne ..
Serce podskoczyło mi do gardła na samą myśl że mu muszę to powiedzieć.. ale tak czy inaczej to by się wydało .
Zachowałam się jak dziwka,nie mam na siebie innego określenia .
Tego samego dnia byłam u Justina,całowałam go pieściłam a pare godzin później oddałam się w ramiona innego ? ...
JUSTIN:
-Bieber mam dla Ciebie dobrą wiadomość,ktoś załatwił ci wyjście stąd - powiedziała policjantka oziębłym głosem .
-Kto?
-Nie obchodzi mnie to,idziesz czy nie ?
Wstałem z ławy i wyszedłem z celi,a ona pożegnała mnie chłodnym spojrzeniem .
-Zebym Cie tu więcej nie widziała.-po czym zaśmiałem się jej w twarz .
Domyslałem się że był to ojciec Miley,wiedziałem że nie ma dobrych zamiarów lecz mimo to,interesowało mnie to co ma mi do zaoferowania .
To tylko jeden dzień,a ja czułem się jakby minął miesiąc . W końcu świeże powietrze dotarło do moich płuc,nie zniósł bym woni papierosów i wilgoci która zalegała w tamtym pomieszczeniu .
W moją twarz padł promień słońca,ciekawe która była godzina ..
-Justin,jak miło cię widzieć - uśmiechnął się cwaniacko ojciec miley .
Sam ten fakt że mnie wyciągnął,pociągnął mnie do wysłuchania go .
-Czego chcesz ? - w duchu zarzucałem przekleństwami .
-Co ty taki nie miły Justin.,podejdź - zarzucił zaciągając się papierosem który utrzymywał się w jego dłoni .
-Mów dlaczego mnie wyciągnąłeś .
Rozejrzał się nerwowo - chodź i przestań pieprzyć w kółko to samo .
Skinąłem głową i poszedłem śladami Ray'a .
Trochę dziwnie się czułem,ale co muszę posłuchać tego jebanego gadania.
Wsiadłem do samochodu i przytaknąłem -gadaj .
-Otóż,Miley to nie jest dziewczyna dla Ciebie .
-Który raz mi to już mówisz ?- syknąłem .
-Słuchaj i nie przerywaj . Dopóki sprawa się nie wyjaśni musisz zakończyć z nią znajomość,dla własnego dobra .- zakończył swoją wypowiedź .
-Nie ma mowy .-zaśmiałem się .
-Nie nie ma mowy,tylko kurwa ma być tak jak ja mówie,bo inaczej wpakuje cię na dożywocie i zobaczymy kto się będzie śmiał .-szarpnął mnie za kawałek materiału .
-A potem?
-teraz jest teraz, potem się zobaczy .
-Jesteś chory,bo jeśli myślisz że zakończę z nią związek to się grubo mylisz .
-Chcesz się przekonać ?
MILEY
Szłam dobre 20 minut i w końcu dotarłam do domu ,a moje szpilki nie dawały za wygraną.
Zapukałam o drzwi i czekałam aż Tyler je otworzy,ponieważ z tych nerwów zapomniałam klucza .
-Jesteś ! Martwiłem się . - otworzył drzwi i przytulił .
-Nie było o co Tyler.- uśmiechnęłam się .
Pierwsze co zrobiłam po wejściu do domu to zrzucił ten ciężar z moich opuchniętych nóg i siadłam na kanapie . W głowie obmyślałam plan co by było dobrą wymówką na dzisiejszą noc .
-No to mów,dlaczego to spotkanie się tak na dłuższą metę przeciągnęło - zapytał podejrzliwie jakby wiedział co jest na rzeczy i przy okazji podał mi gorący kubek kawy .
-Nie przeciągnęło się,tylko gdy wracałam do domu noah zadzwoniła bym do niej wpadła bo ojciec znów pojechał na hazard,nie chciałam by była sama .- szepnęłam patrząc w głąb jego oczu .
Upiłam z szklanki łyk kawy i odstawiłam ją na stół ,nie mogłam przełknąć nawet śliny z tego wszystkiego,krtań samowolnie mi się zaciskała .
-No dobra,a dlaczego nie dzwoniłaś? - dręczył mnie dennymi pytaniami .
-Nie wiem, nie wiem..- mruknęłam zakłopotana .
Jesteś głodna ?
-Nie dzięki .
Po chwili usłyszałam jak ktoś puka do drzwi,bez wahań wstałam i otworzyłam je .
Nie wiedziałam kto o tej porze mógł wpaść do domu,chyba że Tyler kogoś zaprosił ..
- Zapraszałeś kogoś ? - krzyknęłam z przedpokoju .
-Nie,napewno nie .
Gdy otworzyłam drzwi moim oczom ukazał się Justin ,byłam taka podekscytowana że go widzę,lecz ta błoga chwila trwała ułamek sekundy . .
-Justin? Co ty tu robisz ?- szarpnęłam .
Popchnął mnie barkiem,i wszedł do naszego pokoju bez słowa .
Pobiegłam za nim i wysokim tonem zapytałam ponownie .
-Justin,słyszysz mnie ?!
-To koniec- rzucił wpychając w swoj podręczny plecak ciuchy .
-Co?
-To koniec kurwa,nie dam z siebie robić kretyna.Wiem że puszczasz się na prawo i lewo,dlaczego wcześniej tego nie widziałem .. -w tej chwili mnie zamurowało,nie wiedziałam skąd jak i od kogo ...
-Co ?! Niby z kim?! Justin to nie prawda. - syknęłam wściekła .
Justin się odwrócił w moją stronę,zacisnął pięści i głośno przełknął ślinę. -Nie chcę już z tobą być rozumiesz .
Mój świat się zawalił ...
Zapiął zamek od plecaka a kiedy szatyn chciał wyjść,nie próbowałam go nawet zatrzymać..Nie wiedziałam co jest grane w moim życiu zapanował mętlik ..
-Nie pisz,nie dzwoń,nic kurwa nie chcę Cię znać ! -pokazał gest dłonią i wybiegł z domu .
-Tyler, widziałeś to ?!
-Tak.
-I co ty tak też bez słowa?!
-Nie,nieważne dowiesz się kiedy będzie odpowiedni czas.
-Jaki czas ?!
-Nic.
Kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć,jak zareagować .Wszystko wychodziło poza normę ..
Wybiegłam za Justinem by dowiedzieć się co się dzieję.
Niestety czekała mnie nie miła niespodzianka .....
PRZEPRASZAM ŻE TAKIE KRÓTKIE,PRZEPRASZAM ŻE TAK DŁUGO NIE DODAJE ALE MAM NOWĄ SZKOŁĘ I MUSZĘ KUĆ ANGIELSKI .
NASTĘPNY NAPISZĘ JUTRO WIECZOREM :*
Biegłam w stronę wschodzącego słońca,łzy ociekały na moje opuchnięte policzki a ja czułam jak moje serce wzmacnia uderzenia wewnątrz klatki piersiowej .
Nadal nie mogłam pojąć do jakiego czynu się posunęłam,wiedziałam że ta informacja złamała by życie Justinowi na co nie chciałabym pozwolić .
Po cholerę ja do niego szłam ?! Co we mnie wstąpiło? Chcę cofnąć czas,chcę aby to się nie wydarzyło..przecież Justin mi tego nie wybaczy ...
Na sekundę zatrzymałam się i wyciągnęłam nadgarstek aby zobaczyć która nastaje godzina,gdy ujrzałam godzinę odbijającą się w wyświetlaczu zegarka przeraziłam się .
Narastała powoli 10:00 .
Miałam uczcić to wszystko z Tylerem, muszę iść do Justin'a ...nie wytrzymuję tego psychicznie,jeszcze ta sytuacja która zrodziła się między mną a Jackiem ..
Poprawiłam nerwowo odstającą sukienkę i pobiegłam dalej,brakowało mi tchu ale szczerze zależało mi na czasie..
Mój telefon zaczął dawać dobitne znaki że ktoś próbuje się ze mną skontaktować, szlak ! zależy mi na czasie a ktoś się dobija do mojego telefonu.
-Słucham ?-szepnęłam zmęczonym głosem .
-Gdzie jesteś ?-usłyszałam zmartwiony głos Tyler'a .
-Wracam do domu,przepraszam nasze spotkanie się trochę przedłużyło. Wytłumaczę Ci wszystko w domu .- zaśmiałam się dla upozorowania sprawy .
-No dobrze..mogłaś się chociażby odezwać,martwiłem się.
-Nie było o co,ale dzięki .Czy mogę liczyć na mocną kawę z twojej strony ?
-Tak,czekam .
-Dziękuje,pa. - po krótkiej konwersacji rozłączyłam się i wsunęłam z powrotem telefon do skórzanej torebki .
Teraz zwolniłam trochę tempo,i szłam jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło .To wszystko pętało się po mojej głowie,zadręczałam się bezcelowo .
`Pamiętaj Miley,nieważne co by się wydarzyło . Moje serce będzie należało do Ciebie,ponieważ ty mi uświadomiłaś jak to jest być kochanym .Tobie zawdzięczam życie kochanie.`
`A co jeśli zdarzy się coś,czego nie był byś mi w stanie wybaczyć ? `
`Zawsze Cię będę kochał. Jesteś dla mnie najważniejsza `
Dziwne tak wykorzystać te słowa prawda ?
Nie powiem mu przecież tak ` Pamiętasz ? mówiłeś że wszystko mi wybaczysz bo mnie kochasz,więc mówię ci że Cię zdradziłam . ale co tam,przecież mnie kochasz ` Absurdalne ..
Serce podskoczyło mi do gardła na samą myśl że mu muszę to powiedzieć.. ale tak czy inaczej to by się wydało .
Zachowałam się jak dziwka,nie mam na siebie innego określenia .
Tego samego dnia byłam u Justina,całowałam go pieściłam a pare godzin później oddałam się w ramiona innego ? ...
JUSTIN:
-Bieber mam dla Ciebie dobrą wiadomość,ktoś załatwił ci wyjście stąd - powiedziała policjantka oziębłym głosem .
-Kto?
-Nie obchodzi mnie to,idziesz czy nie ?
Wstałem z ławy i wyszedłem z celi,a ona pożegnała mnie chłodnym spojrzeniem .
-Zebym Cie tu więcej nie widziała.-po czym zaśmiałem się jej w twarz .
Domyslałem się że był to ojciec Miley,wiedziałem że nie ma dobrych zamiarów lecz mimo to,interesowało mnie to co ma mi do zaoferowania .
To tylko jeden dzień,a ja czułem się jakby minął miesiąc . W końcu świeże powietrze dotarło do moich płuc,nie zniósł bym woni papierosów i wilgoci która zalegała w tamtym pomieszczeniu .
W moją twarz padł promień słońca,ciekawe która była godzina ..
-Justin,jak miło cię widzieć - uśmiechnął się cwaniacko ojciec miley .
Sam ten fakt że mnie wyciągnął,pociągnął mnie do wysłuchania go .
-Czego chcesz ? - w duchu zarzucałem przekleństwami .
-Co ty taki nie miły Justin.,podejdź - zarzucił zaciągając się papierosem który utrzymywał się w jego dłoni .
-Mów dlaczego mnie wyciągnąłeś .
Rozejrzał się nerwowo - chodź i przestań pieprzyć w kółko to samo .
Skinąłem głową i poszedłem śladami Ray'a .
Trochę dziwnie się czułem,ale co muszę posłuchać tego jebanego gadania.
Wsiadłem do samochodu i przytaknąłem -gadaj .
-Otóż,Miley to nie jest dziewczyna dla Ciebie .
-Który raz mi to już mówisz ?- syknąłem .
-Słuchaj i nie przerywaj . Dopóki sprawa się nie wyjaśni musisz zakończyć z nią znajomość,dla własnego dobra .- zakończył swoją wypowiedź .
-Nie ma mowy .-zaśmiałem się .
-Nie nie ma mowy,tylko kurwa ma być tak jak ja mówie,bo inaczej wpakuje cię na dożywocie i zobaczymy kto się będzie śmiał .-szarpnął mnie za kawałek materiału .
-A potem?
-teraz jest teraz, potem się zobaczy .
-Jesteś chory,bo jeśli myślisz że zakończę z nią związek to się grubo mylisz .
-Chcesz się przekonać ?
MILEY
Szłam dobre 20 minut i w końcu dotarłam do domu ,a moje szpilki nie dawały za wygraną.
Zapukałam o drzwi i czekałam aż Tyler je otworzy,ponieważ z tych nerwów zapomniałam klucza .
-Jesteś ! Martwiłem się . - otworzył drzwi i przytulił .
-Nie było o co Tyler.- uśmiechnęłam się .
Pierwsze co zrobiłam po wejściu do domu to zrzucił ten ciężar z moich opuchniętych nóg i siadłam na kanapie . W głowie obmyślałam plan co by było dobrą wymówką na dzisiejszą noc .
-No to mów,dlaczego to spotkanie się tak na dłuższą metę przeciągnęło - zapytał podejrzliwie jakby wiedział co jest na rzeczy i przy okazji podał mi gorący kubek kawy .
-Nie przeciągnęło się,tylko gdy wracałam do domu noah zadzwoniła bym do niej wpadła bo ojciec znów pojechał na hazard,nie chciałam by była sama .- szepnęłam patrząc w głąb jego oczu .
Upiłam z szklanki łyk kawy i odstawiłam ją na stół ,nie mogłam przełknąć nawet śliny z tego wszystkiego,krtań samowolnie mi się zaciskała .
-No dobra,a dlaczego nie dzwoniłaś? - dręczył mnie dennymi pytaniami .
-Nie wiem, nie wiem..- mruknęłam zakłopotana .
Jesteś głodna ?
-Nie dzięki .
Po chwili usłyszałam jak ktoś puka do drzwi,bez wahań wstałam i otworzyłam je .
Nie wiedziałam kto o tej porze mógł wpaść do domu,chyba że Tyler kogoś zaprosił ..
- Zapraszałeś kogoś ? - krzyknęłam z przedpokoju .
-Nie,napewno nie .
Gdy otworzyłam drzwi moim oczom ukazał się Justin ,byłam taka podekscytowana że go widzę,lecz ta błoga chwila trwała ułamek sekundy . .
-Justin? Co ty tu robisz ?- szarpnęłam .
Popchnął mnie barkiem,i wszedł do naszego pokoju bez słowa .
Pobiegłam za nim i wysokim tonem zapytałam ponownie .
-Justin,słyszysz mnie ?!
-To koniec- rzucił wpychając w swoj podręczny plecak ciuchy .
-Co?
-To koniec kurwa,nie dam z siebie robić kretyna.Wiem że puszczasz się na prawo i lewo,dlaczego wcześniej tego nie widziałem .. -w tej chwili mnie zamurowało,nie wiedziałam skąd jak i od kogo ...
-Co ?! Niby z kim?! Justin to nie prawda. - syknęłam wściekła .
Justin się odwrócił w moją stronę,zacisnął pięści i głośno przełknął ślinę. -Nie chcę już z tobą być rozumiesz .
Mój świat się zawalił ...
Zapiął zamek od plecaka a kiedy szatyn chciał wyjść,nie próbowałam go nawet zatrzymać..Nie wiedziałam co jest grane w moim życiu zapanował mętlik ..
-Nie pisz,nie dzwoń,nic kurwa nie chcę Cię znać ! -pokazał gest dłonią i wybiegł z domu .
-Tyler, widziałeś to ?!
-Tak.
-I co ty tak też bez słowa?!
-Nie,nieważne dowiesz się kiedy będzie odpowiedni czas.
-Jaki czas ?!
-Nic.
Kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć,jak zareagować .Wszystko wychodziło poza normę ..
Wybiegłam za Justinem by dowiedzieć się co się dzieję.
Niestety czekała mnie nie miła niespodzianka .....
PRZEPRASZAM ŻE TAKIE KRÓTKIE,PRZEPRASZAM ŻE TAK DŁUGO NIE DODAJE ALE MAM NOWĄ SZKOŁĘ I MUSZĘ KUĆ ANGIELSKI .
NASTĘPNY NAPISZĘ JUTRO WIECZOREM :*
poniedziałek, 2 września 2013
Rozdział 22
"Justin,tak bardzo Cię kocham. Nie mogę przestać myśleć o tym co mieliśmy przed tym całym zagraniem,łzy same napływają mi do oczu. To jest za silne chcę cię obok,chcę abyś dotykał mnie wzrokiem tak jak kiedyś,to wszystko mnie przerasta uwierz nie radzę sobie."
***
Zaczęłam oswajać się z sytuacją,która mnie dotknęła.
Powoli wszystkie myśli zbierały się w jedną całość i tworzyły logiczne drogi w życiu .
Dlaczego tak późno ?
Nie poznałam odpowiedzi,i ..raczej nie poznam .
Bóg wyznaczył nam trasę którą musimy przejść w swoim życiu,by poczuć na własnej skórze co to znaczy cierpienie,ból,żal i miłość .
Ale po co ? Chyba nigdy tego nie zrozumiem,bo odkąd jestem z Justinem trafiają się nam same nieszczęścia ..
a może... nie jesteśmy sobie pisani ? Wiem,stereotypy ale one zazwyczaj się sprawdzają .
Iracjonalne myslenie.. skoro czuję się dobrze z Justinem to dlaczego mamy do siebie nie pasować ? Sama pogrążam się w moich zakłopotanych myślach ..
-Miley czy to tutaj ? -Tyler mocnym szturchnięciem w ramię,wybudził mnie z przemyśleń .
-Tak,tutaj . -szepnęłam,lekko ocknięta .
Wyjrzałam przez okno spoglądając na wykreowany od góry do dołu dom ojca,co wzbudziło we mnie zdziwienie .
Od nigdy ojciec nie dbał o wygląd swojego domu,szczególnie od tamtej pory gdy poszłam w świat .
Może ma kobiete ? może w końcu próbuje zmienić swoje szare życie na lepsze ?
-Idziesz Miley ? - powiedział głośniej Tyler .
-Tak,już . -wyszłam z auta trzaskając za sobą drzwiami .
Serce biło jak oszalałe,nawet bliskość Tyler`a nie pomogła mi przełamać lodów .
Wszystko wydawało się jedną wielką fikcją,po prostu .
Nagle usłyszałam jak mój telefon wydaje ciche dzwięki,jakby dzwonił .
zsunęłam telefon z kieszeni wprost na moją dłoń,i tak jak myślałam dzwonił Jack więc nacisnęłam zieloną słuchawkę i przy okazji pokazałam Tylerowi gestem ręki że rozmawiam i zaraz dojdę .
-Słucham ? -szepnęłam .
-Hej Miley to ja Jack,mam sprawę- powiedział łagodnym tonem .
-Możesz się streszczać,mam mało czasu ?
-mianowicie,masz czas wieczorem ?-zapytał kusząco .
-Nie nie idę do żadnego baru,zero alkoholu -zaśmiałam się w duchu .
-haha nie,chciałem cię zaprosić do mnie na kolację- znów zarzucił swoim seksownym głosem,a po moim ciele przeszły ciarki .
-Jasne,o której i gdzie ?
-mieszkam na O'Collins Street,trafisz ?
-Tak mieszkam obok-uśmiechnęłam się do siebie .
-To dobrze,do zobaczenia .- słodko się zaśmiał i rozłączył.
Nie wiedziałam czy dobrze postępuje idąc do niego,ale nie chcę zamartwiać się tym wszystkim bo wykituje. On jest w stanie poprawić mi nastrój,a ja zapominam o codzienności ..
Schowałam z powrotem telefon do kieszeni i pokierowałam się w stronę domu .
Nie czułam już takiego strachu jak pięć minut temu,przeszła mnie fala ciepłych dreszczów .
Poprawiłam kołnierzyk u kurtki i zapukałam zamkniętą ręką w drzwi .
Zaczęłam szeptać coś pod nosem i do tego lekko się uśmiechałam,a tyler objął mnie ramieniem .
Usłyszałam kroki więc momentalnie uniosłam głowę do góry i bacznie czekałam na ojca,po chwili drzwi otworzył zadowolony Ray .
Coś mi w nim nie pasowało w jego "niby" prawdziwym uśmiechu lecz nie okazywałam tego i odrzuciłam szerokim uśmiechem .
-Wchodźcie kochani !- ucieszył się po czym na przywitanie ucałował mnie w czoło .
Zrobiło mi się cieplej.
- kawy,herbaty ? - zaproponował ojciec .
-Ja dziękuje.- ukazałam dłonią .
-Mogę prosić kawę ? -syknął Tyler .
W tym momencie tata skinął głową i poszedł do kuchni .
-Co ty gadasz że twój ojciec taki jest? miły gość ! -szturchnął mnie żartobliwie ramieniem .
-Nie chcę o tym gadać . -powiedziałam spięta .
Tyler ucałował mnie we włosy, i oblizał usta .
Trochę niezręcznie czułam się w tej sytuacji,ale przecież to po "przyjacielsku"..
Przyszedł tata . Zaserwował gorącą kawę w ręce Tyler`a i usiadł obok mnie .
-Więc co się stało że potrzebujesz prawnika ?
-Tato..dość nietypowa sprawa..
-mów kochanie,zawsze ci pomogę !- objął mnie delikatnie przedramieniem .
-Justin jest w więzieniu ..- szepnęłam cicho .
Ku mojemu zdziwieniu Tata machnął dłonią i wyciągnął z marynarki pewną kartkę a potem wcisnął mi je w ręke .
-Tutaj masz Mojego zaufanego prawnika,zadzwoń,napewno ci pomoże - uśmiechnął się szyderczo .
-Dziękuje tato - zawarliśmy mocny uścisk dłoni,bo na nic innego z mojej strony nie mógł liczyć .
-To ja już będę lecieć,mam dużo załatwień - pomachałam mu dłonią i jak najszybszym tempem wybiegłam z jego domu .
-Wkońcu ! - Krzyknęłam w duchu .
Chwila dłużej a powiedziała bym mu wszystko co o nim sądze,nie umiem udawać .
-Widzisz Miley nie było tak strasznie - poklepał mnie po barku .
-Było zajebiście - zaśmiałam się i wsiadłam do samochodu.
Fala ulgi przeszła po moim ciele,dobrze że to za mną nie chcę tego więcej powtarzać .
-Może pojedziemy to uczcimy ? - Spojrzał na mnie pytająco .
-Może potem,teraz muszę załatwić jedną rzecz .
-No dobra,podwieźć cię gdzieś ? -zbliżył się w moją stronę .
akurat zbliżaliśmy się do O'Collins Street -tutaj- uśmiechnęłam się .
Tyler gwałtownie wyhamował a ja o mało co nie wleciałam na przednią szybę .
- Nic ci nie jest ? -jego dłoń wędrowała po okolicach mojej twarzy .
-Jeszcze żyje,do zobaczenia . -otworzyłam drzwi i na biegu poszłam do sklepu po jakieś wytrawne wino .
Stałam i wybierałam jakąś winnice lecz nie wpadł mi w ręce jakiś dobry rocznik,moje stopy prosiły o to by pozbyć się szpilek .
W bólu wybrałam pierwsze lepsze wino i podeszłam do kasy .
-Zapakować jakąś ? - zapytała kasjerka .
-Tak proszę- znów się zamysliłam .
-Bardzo dobry wybór,napewno nie pożałuje pani - ukazała mi lekki pół uśmiech i podała torebeczkę .
-Dziękuje-położyłam pieniądze na ladzie i wyszłam .
Nie mogłam wytrzymać dłużej tych szpilek i zdjęłam je z nóg .
Odczułam że jest mi lepiej bez tych cerygieli ..
Za dużo myślę trzeba się w końcu zrelaksować.-pomyślałam .
***
Po dziesięciu minutach znajdowałam się pod bramką Jack`a .
Dzwoniłam do dzwonka jak opętana,to jest drażniące .
Z daleka ujrzałam jakąś postać która zbliża się do mnie,uśmiechnęłam się .
-Witam - ucałował mnie w policzek i złapał za biodra.
-Cześć . -podałam mu opakowanie z winem i poszłam przed siebie .
-Pięknie wyglądasz - szepnął .
-Dziękuje,ty również- zalałam się rumieńcem .
Jego dom nie był duży,ale za to przytulny .
Nie był wypełniony pustką,jak reszta,miał w sobie to coś .
-A o to moje skromne cztery ściany .- zachichotał .
-Nie przesadzaj,jest tu tak `rodzinnie` haha .
-Wiem o tym doskonale . - upewnił mnie .
Otarłam się o niego ramieniem i rzuciłam w jego stronę przejrzystym uśmiechem .
Na prawdę dobrze czułam się w jego towarzystwie,dodaje mi otuchy jak nikt inny .
Przy nim jestem sobą,nie muszę udawać .
-Chcesz się czegoś napić ? -zaproponował
-Wino?-lekko się uśmiechnęłam .
-Dobrze,rozgość się a ja zaraz przyjdę .
JUSTIN :
Nie zdaję mi się żebym stąd szybko wyszedł,
Miley chyba zapomniała że tu jestem i czekam.
Siedziałem na tej cholernie chłodnej ławce która była przybita do ściany i rozmyślałem o tym jak się stąd wyrwać. Ta atmosfera mnie przerasta,od paru godzin nie myślę o niczym co mogło by mi pomóc ..
Nagle do krat podeszła oziębła policjantka i uderzyła karabinem o kraty .
-Ktoś do Ciebie Bieber,ruszaj się .- krzyknęła
Otarłem twarz i poszedłem w jej stronę,chociaż nie miałem tej pierdolonej ochoty .
Wszystko mnie brzydziło a szczególnie widok tej "kobiety" co obchodzi się ze mną jak z szmatą.
Jestem Justin Bieber kurwa nie pozwolę sobie na takie traktowanie ..
-Bierz i rozmawiaj-warknęła
-mhm-przytaknąłem i wziąłem słuchawkę w rękę .
-słucham .
-dzień dobry ,z tej strony ojciec Miley . Jak się trzymasz?
-Skąd wiesz gdzie ja jestem,i po co te kretyńskie pytanie ? -syknąłem przez zaciśnięte zęby .
-Spokojnie synu,mam dla Ciebie propozycję , - zaśmiał się .
-haha,no dobre dobre mów- parchnąłem śmiechem i wysłuchałem jego słów.
-Słuchaj,wiem że chcesz wyjść . - w tej samej chwili sięgnąłem do kieszeni po papierosa po czym odpaliłem go i każdy buch który łapałem do ust wciągałem w płuca .
-No i co tyle ? -chrząknąłem .
-daj mi dokończyć,mogę ci pomóc tylko musisz się zgodzić .
-W jaki sposób ? - cała rozmowa zaczynała mnie już powoli przerażać .. Co on kombinuje ?
-Jutro przyjadę do Ciebie i porozmawiamy,tego nie da się omówić przez telefon . Chciałem cię tylko poinformować .- powiedział cwaniacko .
-Jasne,coś kombinujesz wiem o tym. Czekam aż miley przyjdzie o coś zrobi .
-Miley ? Nie łudź się,ona nie przyjdzie . Ma ważniejsze rzeczy na głowie niż zajmowanie się takim śmieciem jak ty, Tyler się nią dobrze zajmie .
-Co ty pieprzysz za głupoty ? Jesteś chory człowieku to się leczy .
-Co ja ci będę mówił,i tak nie uwierzysz . Byłeś jej zabawką,już cię niepotrzebuje . - zadrwił ze mnie i rozłączył się .
Rzuciłem słuchawką w ścianę,i w głos krzyczałem przekleństwami .
Przecież to nie prawda ! Ona mnie kocha i chcę mieć ze mną ślub,dzieci ...
-Bieber nie awanturuj się tylko zapieprzaj do swojej nory . - powiedziała szarpiąc mnie mocno za ramię .
-Weź mnie nie dotykaj ! - odsunąłem się od tej baby i poszedłem do celi .
A jeśli to prawda ? Świat mi się chyba załamie ....
MILEY :
-To jest urocze,haha- pokazałam na zdjęcie które mi pokazywał .
-Taki mały "pulpecik"ze mnie był .- Jack objął mnie ramieniem .
-Nie wierzę,że poznałam tak miłego chłopaka który znosi mój humor - zarzuciłam uśmiechem obracając dookoła dłoni kielich .
-To ja nie wierzę że poznałem taką cudowną kobietę- pocałował mnie w dłoń i spojrzał w oczy .
Co ja robię ?! Flirtuje z chłopakiem,a Justin czeka aż mu pomogę . Nie jestem uczciwa w stosunku do niego
Zaczęło robić się coraz bardziej gorąco chłopak najpierw odłożył zdjęcia na stół a potem zbliżył swoje dłonie do mojego karku i delikatnie muskał go koniuszkami palców co sprawiło mi przyjemność .
Zachowuje się jakbym była niewierna,nie mogę tak ..
-Masz piękne ciało,cała jesteś piękna -szepnął mi do ucha .
Siedziałam oniemiała przez kilka kolejnych sekund, nie mogąc wyjść z szoku. Do żywych sprowadził mnie dźwięk tłuczonego szkła kieliszka, upadających na podłogę.
-Przepraszam- szepnęłam zsuwając się na podłogę by pozbierać szkło .
Chłopak chwycił mnie za ramię i podniósł do góry .-nic się nie stało,zostaw .
zaśmiałam się pod nosem a Jack korzystając z okazji wpił mi w usta,jego język pieścił moje podniebienie . Naprawdę potrafił czynić cuda tym swoim językiem. Myślałam, że za chwilę zwariuję. Robił to tak zajebiście że się rozpływałam.
- Chodź - mruknął mi w szyję. - Pójdziemy do pokoju
Poszłam za nim, nie sprzeciwiając się. Chłopak ciągle trzymał mnie za rękę, a ja nie chciałam żeby ją puścił. Po chwili weszliśmy do pokoju .Jack zamknął drzwi na klucz i popchnął mnie na łóżko. Po chwili sam się na nim położył.
- pięknie wyglądasz w tej sukience - wymruczał pomiędzy pocałunkami. - Ale na pewno lepiej bez.
Zaśmiałam się. Chłopak szybko ściągnął ją ze mnie, a ja zostałam w samych stringach.
- Podoba mi się - uśmiechnął się do mnie i zaczął swoim językiem pieścić moje piersi. Myślałam, że za chwilę umrę z tej rozkoszy. Ssał moje sutki jak najsłodsze cukierki. A ja jęczałam, czując się jakbym była w niebie...
RANO
Obudziłam się wtulona w tors Jack'a przez co zerwałam się z łóżka jak oszalała .
Byłam całkiem naga,jedynie skrawek kołdry zasłaniał moje kobiecości .
DOPIERO TERAZ DO MOJEJ GŁOWY DOTARŁO TO ŻE ZDRADZIŁAM JUSTIN`A ..
Podniosłam telefon który leżał na mojej sukience i ujrzałam że mam 17 nieodebranych połączeń od Tyler`a . Szlak ! Muszę się ubierać !
-Gdzie idziesz ?-złapał mnie za biodro .
-Do domu,to wszystko za daleko zaszło.. zdradziłam Justin`a . Nie dzwoń i nie pisz .. -szepnęłam wkładając na swoje ciało sukienkę .
-Ale obydwoje tego chcieliśmy,więc ?
-Obróciłam oczami i pokazałam palcem na wino -Alkohol za mnie zdecydował,to nie byłam ja.Cześć.-zabrałam płaszcz z wieszaka i wybiegłam ..
CO JA NAJLEPSZEGO ZROBIŁAM-KRZYKNĘŁAM W DUCHU I ROZPŁAKAŁAM SIĘ ...
***
Zaczęłam oswajać się z sytuacją,która mnie dotknęła.
Powoli wszystkie myśli zbierały się w jedną całość i tworzyły logiczne drogi w życiu .
Dlaczego tak późno ?
Nie poznałam odpowiedzi,i ..raczej nie poznam .
Bóg wyznaczył nam trasę którą musimy przejść w swoim życiu,by poczuć na własnej skórze co to znaczy cierpienie,ból,żal i miłość .
Ale po co ? Chyba nigdy tego nie zrozumiem,bo odkąd jestem z Justinem trafiają się nam same nieszczęścia ..
a może... nie jesteśmy sobie pisani ? Wiem,stereotypy ale one zazwyczaj się sprawdzają .
Iracjonalne myslenie.. skoro czuję się dobrze z Justinem to dlaczego mamy do siebie nie pasować ? Sama pogrążam się w moich zakłopotanych myślach ..
-Miley czy to tutaj ? -Tyler mocnym szturchnięciem w ramię,wybudził mnie z przemyśleń .
-Tak,tutaj . -szepnęłam,lekko ocknięta .
Wyjrzałam przez okno spoglądając na wykreowany od góry do dołu dom ojca,co wzbudziło we mnie zdziwienie .
Od nigdy ojciec nie dbał o wygląd swojego domu,szczególnie od tamtej pory gdy poszłam w świat .
Może ma kobiete ? może w końcu próbuje zmienić swoje szare życie na lepsze ?
-Idziesz Miley ? - powiedział głośniej Tyler .
-Tak,już . -wyszłam z auta trzaskając za sobą drzwiami .
Serce biło jak oszalałe,nawet bliskość Tyler`a nie pomogła mi przełamać lodów .
Wszystko wydawało się jedną wielką fikcją,po prostu .
Nagle usłyszałam jak mój telefon wydaje ciche dzwięki,jakby dzwonił .
zsunęłam telefon z kieszeni wprost na moją dłoń,i tak jak myślałam dzwonił Jack więc nacisnęłam zieloną słuchawkę i przy okazji pokazałam Tylerowi gestem ręki że rozmawiam i zaraz dojdę .
-Słucham ? -szepnęłam .
-Hej Miley to ja Jack,mam sprawę- powiedział łagodnym tonem .
-Możesz się streszczać,mam mało czasu ?
-mianowicie,masz czas wieczorem ?-zapytał kusząco .
-Nie nie idę do żadnego baru,zero alkoholu -zaśmiałam się w duchu .
-haha nie,chciałem cię zaprosić do mnie na kolację- znów zarzucił swoim seksownym głosem,a po moim ciele przeszły ciarki .
-Jasne,o której i gdzie ?
-mieszkam na O'Collins Street,trafisz ?
-Tak mieszkam obok-uśmiechnęłam się do siebie .
-To dobrze,do zobaczenia .- słodko się zaśmiał i rozłączył.
Nie wiedziałam czy dobrze postępuje idąc do niego,ale nie chcę zamartwiać się tym wszystkim bo wykituje. On jest w stanie poprawić mi nastrój,a ja zapominam o codzienności ..
Schowałam z powrotem telefon do kieszeni i pokierowałam się w stronę domu .
Nie czułam już takiego strachu jak pięć minut temu,przeszła mnie fala ciepłych dreszczów .
Poprawiłam kołnierzyk u kurtki i zapukałam zamkniętą ręką w drzwi .
Zaczęłam szeptać coś pod nosem i do tego lekko się uśmiechałam,a tyler objął mnie ramieniem .
Usłyszałam kroki więc momentalnie uniosłam głowę do góry i bacznie czekałam na ojca,po chwili drzwi otworzył zadowolony Ray .
Coś mi w nim nie pasowało w jego "niby" prawdziwym uśmiechu lecz nie okazywałam tego i odrzuciłam szerokim uśmiechem .
-Wchodźcie kochani !- ucieszył się po czym na przywitanie ucałował mnie w czoło .
Zrobiło mi się cieplej.
- kawy,herbaty ? - zaproponował ojciec .
-Ja dziękuje.- ukazałam dłonią .
-Mogę prosić kawę ? -syknął Tyler .
W tym momencie tata skinął głową i poszedł do kuchni .
-Co ty gadasz że twój ojciec taki jest? miły gość ! -szturchnął mnie żartobliwie ramieniem .
-Nie chcę o tym gadać . -powiedziałam spięta .
Tyler ucałował mnie we włosy, i oblizał usta .
Trochę niezręcznie czułam się w tej sytuacji,ale przecież to po "przyjacielsku"..
Przyszedł tata . Zaserwował gorącą kawę w ręce Tyler`a i usiadł obok mnie .
-Więc co się stało że potrzebujesz prawnika ?
-Tato..dość nietypowa sprawa..
-mów kochanie,zawsze ci pomogę !- objął mnie delikatnie przedramieniem .
-Justin jest w więzieniu ..- szepnęłam cicho .
Ku mojemu zdziwieniu Tata machnął dłonią i wyciągnął z marynarki pewną kartkę a potem wcisnął mi je w ręke .
-Tutaj masz Mojego zaufanego prawnika,zadzwoń,napewno ci pomoże - uśmiechnął się szyderczo .
-Dziękuje tato - zawarliśmy mocny uścisk dłoni,bo na nic innego z mojej strony nie mógł liczyć .
-To ja już będę lecieć,mam dużo załatwień - pomachałam mu dłonią i jak najszybszym tempem wybiegłam z jego domu .
-Wkońcu ! - Krzyknęłam w duchu .
Chwila dłużej a powiedziała bym mu wszystko co o nim sądze,nie umiem udawać .
-Widzisz Miley nie było tak strasznie - poklepał mnie po barku .
-Było zajebiście - zaśmiałam się i wsiadłam do samochodu.
Fala ulgi przeszła po moim ciele,dobrze że to za mną nie chcę tego więcej powtarzać .
-Może pojedziemy to uczcimy ? - Spojrzał na mnie pytająco .
-Może potem,teraz muszę załatwić jedną rzecz .
-No dobra,podwieźć cię gdzieś ? -zbliżył się w moją stronę .
akurat zbliżaliśmy się do O'Collins Street -tutaj- uśmiechnęłam się .
Tyler gwałtownie wyhamował a ja o mało co nie wleciałam na przednią szybę .
- Nic ci nie jest ? -jego dłoń wędrowała po okolicach mojej twarzy .
-Jeszcze żyje,do zobaczenia . -otworzyłam drzwi i na biegu poszłam do sklepu po jakieś wytrawne wino .
Stałam i wybierałam jakąś winnice lecz nie wpadł mi w ręce jakiś dobry rocznik,moje stopy prosiły o to by pozbyć się szpilek .
W bólu wybrałam pierwsze lepsze wino i podeszłam do kasy .
-Zapakować jakąś ? - zapytała kasjerka .
-Tak proszę- znów się zamysliłam .
-Bardzo dobry wybór,napewno nie pożałuje pani - ukazała mi lekki pół uśmiech i podała torebeczkę .
-Dziękuje-położyłam pieniądze na ladzie i wyszłam .
Nie mogłam wytrzymać dłużej tych szpilek i zdjęłam je z nóg .
Odczułam że jest mi lepiej bez tych cerygieli ..
Za dużo myślę trzeba się w końcu zrelaksować.-pomyślałam .
***
Po dziesięciu minutach znajdowałam się pod bramką Jack`a .
Dzwoniłam do dzwonka jak opętana,to jest drażniące .
Z daleka ujrzałam jakąś postać która zbliża się do mnie,uśmiechnęłam się .
-Witam - ucałował mnie w policzek i złapał za biodra.
-Cześć . -podałam mu opakowanie z winem i poszłam przed siebie .
-Pięknie wyglądasz - szepnął .
-Dziękuje,ty również- zalałam się rumieńcem .
Jego dom nie był duży,ale za to przytulny .
Nie był wypełniony pustką,jak reszta,miał w sobie to coś .
-A o to moje skromne cztery ściany .- zachichotał .
-Nie przesadzaj,jest tu tak `rodzinnie` haha .
-Wiem o tym doskonale . - upewnił mnie .
Otarłam się o niego ramieniem i rzuciłam w jego stronę przejrzystym uśmiechem .
Na prawdę dobrze czułam się w jego towarzystwie,dodaje mi otuchy jak nikt inny .
Przy nim jestem sobą,nie muszę udawać .
-Chcesz się czegoś napić ? -zaproponował
-Wino?-lekko się uśmiechnęłam .
-Dobrze,rozgość się a ja zaraz przyjdę .
JUSTIN :
Nie zdaję mi się żebym stąd szybko wyszedł,
Miley chyba zapomniała że tu jestem i czekam.
Siedziałem na tej cholernie chłodnej ławce która była przybita do ściany i rozmyślałem o tym jak się stąd wyrwać. Ta atmosfera mnie przerasta,od paru godzin nie myślę o niczym co mogło by mi pomóc ..
Nagle do krat podeszła oziębła policjantka i uderzyła karabinem o kraty .
-Ktoś do Ciebie Bieber,ruszaj się .- krzyknęła
Otarłem twarz i poszedłem w jej stronę,chociaż nie miałem tej pierdolonej ochoty .
Wszystko mnie brzydziło a szczególnie widok tej "kobiety" co obchodzi się ze mną jak z szmatą.
Jestem Justin Bieber kurwa nie pozwolę sobie na takie traktowanie ..
-Bierz i rozmawiaj-warknęła
-mhm-przytaknąłem i wziąłem słuchawkę w rękę .
-słucham .
-dzień dobry ,z tej strony ojciec Miley . Jak się trzymasz?
-Skąd wiesz gdzie ja jestem,i po co te kretyńskie pytanie ? -syknąłem przez zaciśnięte zęby .
-Spokojnie synu,mam dla Ciebie propozycję , - zaśmiał się .
-haha,no dobre dobre mów- parchnąłem śmiechem i wysłuchałem jego słów.
-Słuchaj,wiem że chcesz wyjść . - w tej samej chwili sięgnąłem do kieszeni po papierosa po czym odpaliłem go i każdy buch który łapałem do ust wciągałem w płuca .
-No i co tyle ? -chrząknąłem .
-daj mi dokończyć,mogę ci pomóc tylko musisz się zgodzić .
-W jaki sposób ? - cała rozmowa zaczynała mnie już powoli przerażać .. Co on kombinuje ?
-Jutro przyjadę do Ciebie i porozmawiamy,tego nie da się omówić przez telefon . Chciałem cię tylko poinformować .- powiedział cwaniacko .
-Jasne,coś kombinujesz wiem o tym. Czekam aż miley przyjdzie o coś zrobi .
-Miley ? Nie łudź się,ona nie przyjdzie . Ma ważniejsze rzeczy na głowie niż zajmowanie się takim śmieciem jak ty, Tyler się nią dobrze zajmie .
-Co ty pieprzysz za głupoty ? Jesteś chory człowieku to się leczy .
-Co ja ci będę mówił,i tak nie uwierzysz . Byłeś jej zabawką,już cię niepotrzebuje . - zadrwił ze mnie i rozłączył się .
Rzuciłem słuchawką w ścianę,i w głos krzyczałem przekleństwami .
Przecież to nie prawda ! Ona mnie kocha i chcę mieć ze mną ślub,dzieci ...
-Bieber nie awanturuj się tylko zapieprzaj do swojej nory . - powiedziała szarpiąc mnie mocno za ramię .
-Weź mnie nie dotykaj ! - odsunąłem się od tej baby i poszedłem do celi .
A jeśli to prawda ? Świat mi się chyba załamie ....
MILEY :
-To jest urocze,haha- pokazałam na zdjęcie które mi pokazywał .
-Taki mały "pulpecik"ze mnie był .- Jack objął mnie ramieniem .
-Nie wierzę,że poznałam tak miłego chłopaka który znosi mój humor - zarzuciłam uśmiechem obracając dookoła dłoni kielich .
-To ja nie wierzę że poznałem taką cudowną kobietę- pocałował mnie w dłoń i spojrzał w oczy .
Co ja robię ?! Flirtuje z chłopakiem,a Justin czeka aż mu pomogę . Nie jestem uczciwa w stosunku do niego
Zaczęło robić się coraz bardziej gorąco chłopak najpierw odłożył zdjęcia na stół a potem zbliżył swoje dłonie do mojego karku i delikatnie muskał go koniuszkami palców co sprawiło mi przyjemność .
Zachowuje się jakbym była niewierna,nie mogę tak ..
-Masz piękne ciało,cała jesteś piękna -szepnął mi do ucha .
Siedziałam oniemiała przez kilka kolejnych sekund, nie mogąc wyjść z szoku. Do żywych sprowadził mnie dźwięk tłuczonego szkła kieliszka, upadających na podłogę.
-Przepraszam- szepnęłam zsuwając się na podłogę by pozbierać szkło .
Chłopak chwycił mnie za ramię i podniósł do góry .-nic się nie stało,zostaw .
zaśmiałam się pod nosem a Jack korzystając z okazji wpił mi w usta,jego język pieścił moje podniebienie . Naprawdę potrafił czynić cuda tym swoim językiem. Myślałam, że za chwilę zwariuję. Robił to tak zajebiście że się rozpływałam.
- Chodź - mruknął mi w szyję. - Pójdziemy do pokoju
Poszłam za nim, nie sprzeciwiając się. Chłopak ciągle trzymał mnie za rękę, a ja nie chciałam żeby ją puścił. Po chwili weszliśmy do pokoju .Jack zamknął drzwi na klucz i popchnął mnie na łóżko. Po chwili sam się na nim położył.
- pięknie wyglądasz w tej sukience - wymruczał pomiędzy pocałunkami. - Ale na pewno lepiej bez.
Zaśmiałam się. Chłopak szybko ściągnął ją ze mnie, a ja zostałam w samych stringach.
- Podoba mi się - uśmiechnął się do mnie i zaczął swoim językiem pieścić moje piersi. Myślałam, że za chwilę umrę z tej rozkoszy. Ssał moje sutki jak najsłodsze cukierki. A ja jęczałam, czując się jakbym była w niebie...
RANO
Obudziłam się wtulona w tors Jack'a przez co zerwałam się z łóżka jak oszalała .
Byłam całkiem naga,jedynie skrawek kołdry zasłaniał moje kobiecości .
DOPIERO TERAZ DO MOJEJ GŁOWY DOTARŁO TO ŻE ZDRADZIŁAM JUSTIN`A ..
Podniosłam telefon który leżał na mojej sukience i ujrzałam że mam 17 nieodebranych połączeń od Tyler`a . Szlak ! Muszę się ubierać !
-Gdzie idziesz ?-złapał mnie za biodro .
-Do domu,to wszystko za daleko zaszło.. zdradziłam Justin`a . Nie dzwoń i nie pisz .. -szepnęłam wkładając na swoje ciało sukienkę .
-Ale obydwoje tego chcieliśmy,więc ?
-Obróciłam oczami i pokazałam palcem na wino -Alkohol za mnie zdecydował,to nie byłam ja.Cześć.-zabrałam płaszcz z wieszaka i wybiegłam ..
CO JA NAJLEPSZEGO ZROBIŁAM-KRZYKNĘŁAM W DUCHU I ROZPŁAKAŁAM SIĘ ...
sobota, 24 sierpnia 2013
Rozdział 21
To był najgorszy dzień w moim życiu,wszystko przeleciało mi przed oczami..
Co dalej będzie ? Co zrobię? Jak z tego wybrnę ? Nie wiem..
***
Ciągle los dawał nam nowe przeszkody,nie było dnia spokoju wszystko się piętnowało. Dlaczego ?Pytam się co ja takiego zrobiłam by ciągle cierpieć ? By nieustannie były problemy ..
Siedziałam oparta o chłodną,metaliczną posadzkę tuż obok drzwi cała zalana łzami.
Byłam cholernie wściekła na siebie za to,że pozwoliłam im tak po prostu go zabrać, nie zrobiłam nic w tym kierunku by zatrzymać go u swojego boku.
Gorycz wypełniła całe moje serce,myślałam że od tej pory jestem nieugięta,że zaczynamy wszystko od początku. Domyślałam się iż nie początki nie będą łatwe,ale miałam glęboką nadzieję że wyjdziemy na prostą,i będziemy mieli możliwość życia każdą chwilą razem,to było taka piękna perspektywa na nowy rozdział w życiu które jak do tej pory nie wiodło się idealnie lecz niestety nie realna..
Stukałam nerwowo paznokciami o ekran telefonu,rozmyślając o tym co jestem w stanie zrobić .
Przywodziły się do mojej głowy przeróżne pomysły i plany,nie umiałam wybrać jednego bo każdy był dla mnie warty zachodu, ale nie miałam wystarczająco czasu na zrealizowanie ich .
Po krótkim czasie torturowania swojego umysłu wpadłam na pewien pomysł,mianowicie pierwszy raz od jakiegoś czasu zwrócę się z prośbą do ojca. Tak iż muszę zrobić,nic innego mi nie pozostało jak poproszenie go o wyciągnięcie Justina zza kratek .
On miał w tym całym prawie wtyki,więc dla niego nie będzie większego problemu,lecz może stać się tak że być może odmówi mi przysługi,oby nie bo jest on jedyną nadzieją ..
Podniosłam się z zimnej podłogi i skierowałam w stronę kuchennego stołu, a gdy znalazłam się przy drewnianym blacie wyciągnęłam z torebki książeczkę z kontaktami . Kartkowałam każdą stronicę nachłannie szukając numeru taty,ręcę całe mi drżały co utrudniało sprawę .
Po piętnastu minutach przeszukiwania notatniczka,dotarłam do numeru ojca .Złapałam szybko za telefon i wybrałam cyferki,gdy miałam zamiar kliknąć na zieloną słuchawkę i rozpocząć połączenie nagle do domu wpadł Tyler,cały rozwścieczony aż bałam się pytać ..
-Co się stało ?-zapytałam spokojnie .
Przez moment Tyler kręcił się dookoła mieszkania i wyrzucił z siebie . - dopadnę drania - krzyknął .
podeszłam bliżej i objęłam ramieniem . -Tyler,spokojnie mów co się stało,coś z Kelsey ?-spojrzałam mu w oczy,dostrzegłam w nich żal i ból,musiałam go nacisnąć by zaczął mówić ..
-Tak,o nią chodzi.. umarła,rozumiesz,umarła ! Jej już niema,planowaliśmy ślub,dzieci...wszystko przepadło.- uniósł głos przez łzy .
Znów grunt usunął mi się spod stóp,los po raz kolejny wystawił mnie na próbę .
-Ale jak to ? co się stało ?- kolejne łzy spłynęły po moich policzkach .
-Nie wiem,nie wiem nic . Moje życie straciło sens nikomu nie jestem potrzebny -spuścił głowę w dół i otarł twarz.
-Jesteś ! Mi i Justinowi,mimo tych złych słów które powiedziałeś na mnie. Uwierz mi .-potrząsnęłam nim delikatnie .
-A gdzie Justin ?
-Justin...Justina przed chwilą zabrała policja..
-za co ?! Nie..nie wierzę,najpierw Kelsey *jego głos się zachwiał* a teraz mój przyjaciel ..
-Zabił go,zabił Liama..-wyszemrałam .
Czułam się niekomfortowo okłamując go w żywe oczy,ale bałam się jego reakcji jeśli powiem że to ja ..'
-Co ! nie wierzę,powiedz że to żarty - syknął przez zaciśnięte zęby .
-Nie kłamię,po co miałabym to robić ?
-W sumie masz rację,co robimy ?
-Dzwonię do ojca by mi pomógł,to będzię najlepsze wyjście..
Obydwoje podjęliśmy walkę o Justina, nie pozwolę na to by stracić go poraz kolejny.
Wzięlam w swoje dłonie telefon i znów wykręciłam numer do ojca,tak bardzo nie chciałam tego robić,nie chciałam słyszeć jego głosu lecz jeśli to jest w stanie uratować Justina zrobię dla niego wszystko ..
W słuchawce było słychać wolny sygnał,co sprawiało że na moim ciele pojawiałą się gęsia skórka.
Czułam jak po moim ciele spływają zimne poty a ręcę się pociły co sprawiało że telefon wyślizgiwał mi się z rąk,nigdy w życiu nie bałam się tak rozmowy ...
-Halo? - usłyszałam poważny głos,aż ścisnęło mi krtań .
-Cześć ..- szepnęłam skruszonym głosem .
-Kto mówi ? -znów poczułam to nie miłe uczucie,jakby przeszłość się cofnęła,ale mimo tego nie wycofałam się ..
-To ja Miley,tato..
-o cześć Miley ! Dlaczego tak długo się nie odzywałaś ?
-Wiesz płyta i inne załatwienia ..mam do Ciebie prośbę..-zacisnęłam pięść i w duchu modliłam się by mój plan wypalił .
-w każdej chwili,mów . - jego głos zmilał .
-Potrzebuję adwokata lub prawnika .
-W jakiej sprawie?
-Tato to nie rozmowa na telefon, spotkajmy się jutro .- powiedziałam pełna niechęci .
-Jasne bądź u mnie,o której chcesz .
-To cześć . -rozłączyłam się i rzuciłam telefonem.
Szlak ! myślałam że się zmienił,a tu znów oziębły typ. Znając życie bedzie chciał czegoś w zamian .. Boże nienawidzę go z całej piersi !
***
-I jak ?- zapytał poddenerwowany Tyler .
-Dobrze,pojedziesz jutro ze mną do niego ? Nie chcę by zrobił mi krzywdę ..
-Pewnie,ty jeszcze pytasz ? a co teraz ?
-Pojedźmy do Justina ..-zaproponowałam .
-To chodź .
Złapałam za kurtkę i wybiegłam z domu, trochę cieszył mnie ten fakt że ojciec mi pomoże i na dodatek zobaczę Justina..
*Po dwudziestu minutach znaleźliśmy się pod wejściem na posterunek,krew w żyłach zaczęła mi się gotować na sam widok tych parszywych policjantów,nie miałam najmniejszej ochoty tam wejść .
Spojrzałam na Tyler'a i wzięłam głęboki oddech po czym ruszyliśmy do środka.
W środku panował nie specyficzny zapach,jakby narkotyki. Nie chcę myśleć co oni tutaj robią z nimi ...
- A wy gdzie się wybieracie? -zarzuciła wysokim tonem policjantka .
-do Biebera a co - syknął Tyler .
Jej twarz źle na mnie działa,od razu nie spodobala mi się jej postawa,wredna SUKA .
-Jedna osoba- powiedziała .
-Miley idź ty.- popchnął mnie Tyler .
Bez mojego zdania ta niechlujna policjantka przytrzymała mnie za bark i popchnęła do środka .
Było tam obrzydliwie,same kraty wywarły na mnie złe wrażenie. Nie mogłam znieść tego widoku.
Zsunęłam z ramion płaszcz i weszłam do celi.-Macie 10 minut-oznajmiła podwyższonym głosem i odeszła.
Podbiegłam do Justina i mocno się do niego przytuliłam,wpajając jego zapach .
Jego dłonie były wszędzie,zaczął pieścić moją szyję językiem a ja nie mogłam opanować rozkoszy .
Tak się cieszyłam że poczułam jego bliskość..
-Justin, kochanie,jak dobrze że cię widzę - mruknęłam całując jego malinowe usta .
-Miley cieszę się że tu jesteś,najdroższa.-objął mnie mocno dookoła bioder .
Nagle gdy Brunet przekręcił głowę w bok,ujrzałam na jego lewym policzku dużego siniaka ..
-Co to jest ?-wskazałam na policzek chłopaka.
-Drobna kłotnia.- zaśmiał się irytująco .
-Ona ci to zrobiła ? - szepnęłam .
-Cicho,nie mów tak głośno . Ona .
-pieprzona Suka niech ją dorwę to wszystkie włosy jej z głosy powyrywam -wydarłam się .
Bieber objął mnie jeszcze mocniej i szeptał czułe słówka do ucha,co mnie uspokoiło .
Jedną dłonią ocierał mój policzek a drugą trzymał za pośladek.
-Justin,jutro idę do ojca i pomoże ci
-Co ?! Nie chcę od niego pomocy.
-Ale to jedyny sposób,on ci pomoże błagam Justin .- wysapałam smutna .
Uniósł mój podbródek do góry i złożył na ustach namiętny pocałunek .-Jeśli uważasz to za słuszne - .
-Poza tym dlaczego to zrobiłeś,dlaczego wzięłeś to na siebie ?
-Widzisz jak tu się odnoszą do ludzi,nie chciałem tego samego dla Ciebie ..
Westchnęłam i wtuliłam się w jego ramiona.
-Tyler ze mną jest .- skinęłam głową .
-I co z kelsey ?
-Umarła wczoraj ...-łza goryczy spłynęła po moim zaczerwienionym policzku .
Chłopak wyrwał się z mojego uścisku i oparł o ścianę waląc natarczywie pięścią o mur.
-Justin,tym nie zwrócisz jej życia .- położyłam dłoń na jego karku i delikatnie głaskałam go .
Zobaczyłam że idzie ta wredna baba więc postanowiłam się szybko pożegnać z Justinem .
Owinęłam ręcę dookoła jego szyi -Justin,pamiętaj za pare dni wyciągnę cię stąd i wyjedziemy gdzieś,nie będziemy tu żyli bo to otoczenie źle na nas wpływa . Kocham Cię najbardziej na świecie -zatraciliśmy się w pocałunku .
Policjantka pociągnęła mnie za ręke i wyprowadziła od Justina .
-Puść mnie bo nie ręczę za siebie -warknęłam .
-haha jaka ty jesteś zabawna,wyjdzcie - wykrzywiła się
Ta baba działała mi na nerwy,myślałam że ją rozniosę ..
Tyler nie pytając jak było ścisnął mnie mocno i pocałował we włosy -Będzie dobrze- a z moich oczu wyciekła bezbarwna substancja .
Szliśmy z Tylerem objęci ramionami,nie mogłam zapanować nad tym co mówię .
-Tak bardzo go kocham,a nie mogę nic zrobić.-kopnęłam kamyk który leżał beztrosko na chodniku .
- Lada dzień i będziecie mieli spokój . -uśmiechnął się .
-Mam nadzieję...słuchaj,pojedziemy do mojego ojca? -zapytałam z uśmiechem .
-Po co dzisiaj ?
-Im szybciej to załatwię tym lepiej .-zarzuciłam zadziorną minę .
-Skoro tak to wsiadaj .
MUSIMY TO ZROBIĆ .
***
ROBIĘ PRZERWĘ NA OKRES 7 DNI PONIEWAŻ WTEDY BĘDĘ MIAŁA STAŁY DOSTĘP DO INTERNETU,I Z PEWNOŚCIĄ BĘDZIE MI SIĘ LEPIEJ PISAĆ :))
JAK MYŚLICIE,JAK TO POTOCZY SIĘ DALEJ ?
Co dalej będzie ? Co zrobię? Jak z tego wybrnę ? Nie wiem..
***
Ciągle los dawał nam nowe przeszkody,nie było dnia spokoju wszystko się piętnowało. Dlaczego ?Pytam się co ja takiego zrobiłam by ciągle cierpieć ? By nieustannie były problemy ..
Siedziałam oparta o chłodną,metaliczną posadzkę tuż obok drzwi cała zalana łzami.
Byłam cholernie wściekła na siebie za to,że pozwoliłam im tak po prostu go zabrać, nie zrobiłam nic w tym kierunku by zatrzymać go u swojego boku.
Gorycz wypełniła całe moje serce,myślałam że od tej pory jestem nieugięta,że zaczynamy wszystko od początku. Domyślałam się iż nie początki nie będą łatwe,ale miałam glęboką nadzieję że wyjdziemy na prostą,i będziemy mieli możliwość życia każdą chwilą razem,to było taka piękna perspektywa na nowy rozdział w życiu które jak do tej pory nie wiodło się idealnie lecz niestety nie realna..
Stukałam nerwowo paznokciami o ekran telefonu,rozmyślając o tym co jestem w stanie zrobić .
Przywodziły się do mojej głowy przeróżne pomysły i plany,nie umiałam wybrać jednego bo każdy był dla mnie warty zachodu, ale nie miałam wystarczająco czasu na zrealizowanie ich .
Po krótkim czasie torturowania swojego umysłu wpadłam na pewien pomysł,mianowicie pierwszy raz od jakiegoś czasu zwrócę się z prośbą do ojca. Tak iż muszę zrobić,nic innego mi nie pozostało jak poproszenie go o wyciągnięcie Justina zza kratek .
On miał w tym całym prawie wtyki,więc dla niego nie będzie większego problemu,lecz może stać się tak że być może odmówi mi przysługi,oby nie bo jest on jedyną nadzieją ..
Podniosłam się z zimnej podłogi i skierowałam w stronę kuchennego stołu, a gdy znalazłam się przy drewnianym blacie wyciągnęłam z torebki książeczkę z kontaktami . Kartkowałam każdą stronicę nachłannie szukając numeru taty,ręcę całe mi drżały co utrudniało sprawę .
Po piętnastu minutach przeszukiwania notatniczka,dotarłam do numeru ojca .Złapałam szybko za telefon i wybrałam cyferki,gdy miałam zamiar kliknąć na zieloną słuchawkę i rozpocząć połączenie nagle do domu wpadł Tyler,cały rozwścieczony aż bałam się pytać ..
-Co się stało ?-zapytałam spokojnie .
Przez moment Tyler kręcił się dookoła mieszkania i wyrzucił z siebie . - dopadnę drania - krzyknął .
podeszłam bliżej i objęłam ramieniem . -Tyler,spokojnie mów co się stało,coś z Kelsey ?-spojrzałam mu w oczy,dostrzegłam w nich żal i ból,musiałam go nacisnąć by zaczął mówić ..
-Tak,o nią chodzi.. umarła,rozumiesz,umarła ! Jej już niema,planowaliśmy ślub,dzieci...wszystko przepadło.- uniósł głos przez łzy .
Znów grunt usunął mi się spod stóp,los po raz kolejny wystawił mnie na próbę .
-Ale jak to ? co się stało ?- kolejne łzy spłynęły po moich policzkach .
-Nie wiem,nie wiem nic . Moje życie straciło sens nikomu nie jestem potrzebny -spuścił głowę w dół i otarł twarz.
-Jesteś ! Mi i Justinowi,mimo tych złych słów które powiedziałeś na mnie. Uwierz mi .-potrząsnęłam nim delikatnie .
-A gdzie Justin ?
-Justin...Justina przed chwilą zabrała policja..
-za co ?! Nie..nie wierzę,najpierw Kelsey *jego głos się zachwiał* a teraz mój przyjaciel ..
-Zabił go,zabił Liama..-wyszemrałam .
Czułam się niekomfortowo okłamując go w żywe oczy,ale bałam się jego reakcji jeśli powiem że to ja ..'
-Co ! nie wierzę,powiedz że to żarty - syknął przez zaciśnięte zęby .
-Nie kłamię,po co miałabym to robić ?
-W sumie masz rację,co robimy ?
-Dzwonię do ojca by mi pomógł,to będzię najlepsze wyjście..
Obydwoje podjęliśmy walkę o Justina, nie pozwolę na to by stracić go poraz kolejny.
Wzięlam w swoje dłonie telefon i znów wykręciłam numer do ojca,tak bardzo nie chciałam tego robić,nie chciałam słyszeć jego głosu lecz jeśli to jest w stanie uratować Justina zrobię dla niego wszystko ..
W słuchawce było słychać wolny sygnał,co sprawiało że na moim ciele pojawiałą się gęsia skórka.
Czułam jak po moim ciele spływają zimne poty a ręcę się pociły co sprawiało że telefon wyślizgiwał mi się z rąk,nigdy w życiu nie bałam się tak rozmowy ...
-Halo? - usłyszałam poważny głos,aż ścisnęło mi krtań .
-Cześć ..- szepnęłam skruszonym głosem .
-Kto mówi ? -znów poczułam to nie miłe uczucie,jakby przeszłość się cofnęła,ale mimo tego nie wycofałam się ..
-To ja Miley,tato..
-o cześć Miley ! Dlaczego tak długo się nie odzywałaś ?
-Wiesz płyta i inne załatwienia ..mam do Ciebie prośbę..-zacisnęłam pięść i w duchu modliłam się by mój plan wypalił .
-w każdej chwili,mów . - jego głos zmilał .
-Potrzebuję adwokata lub prawnika .
-W jakiej sprawie?
-Tato to nie rozmowa na telefon, spotkajmy się jutro .- powiedziałam pełna niechęci .
-Jasne bądź u mnie,o której chcesz .
-To cześć . -rozłączyłam się i rzuciłam telefonem.
Szlak ! myślałam że się zmienił,a tu znów oziębły typ. Znając życie bedzie chciał czegoś w zamian .. Boże nienawidzę go z całej piersi !
***
-I jak ?- zapytał poddenerwowany Tyler .
-Dobrze,pojedziesz jutro ze mną do niego ? Nie chcę by zrobił mi krzywdę ..
-Pewnie,ty jeszcze pytasz ? a co teraz ?
-Pojedźmy do Justina ..-zaproponowałam .
-To chodź .
Złapałam za kurtkę i wybiegłam z domu, trochę cieszył mnie ten fakt że ojciec mi pomoże i na dodatek zobaczę Justina..
*Po dwudziestu minutach znaleźliśmy się pod wejściem na posterunek,krew w żyłach zaczęła mi się gotować na sam widok tych parszywych policjantów,nie miałam najmniejszej ochoty tam wejść .
Spojrzałam na Tyler'a i wzięłam głęboki oddech po czym ruszyliśmy do środka.
W środku panował nie specyficzny zapach,jakby narkotyki. Nie chcę myśleć co oni tutaj robią z nimi ...
- A wy gdzie się wybieracie? -zarzuciła wysokim tonem policjantka .
-do Biebera a co - syknął Tyler .
Jej twarz źle na mnie działa,od razu nie spodobala mi się jej postawa,wredna SUKA .
-Jedna osoba- powiedziała .
-Miley idź ty.- popchnął mnie Tyler .
Bez mojego zdania ta niechlujna policjantka przytrzymała mnie za bark i popchnęła do środka .
Było tam obrzydliwie,same kraty wywarły na mnie złe wrażenie. Nie mogłam znieść tego widoku.
Zsunęłam z ramion płaszcz i weszłam do celi.-Macie 10 minut-oznajmiła podwyższonym głosem i odeszła.
Podbiegłam do Justina i mocno się do niego przytuliłam,wpajając jego zapach .
Jego dłonie były wszędzie,zaczął pieścić moją szyję językiem a ja nie mogłam opanować rozkoszy .
Tak się cieszyłam że poczułam jego bliskość..
-Justin, kochanie,jak dobrze że cię widzę - mruknęłam całując jego malinowe usta .
-Miley cieszę się że tu jesteś,najdroższa.-objął mnie mocno dookoła bioder .
Nagle gdy Brunet przekręcił głowę w bok,ujrzałam na jego lewym policzku dużego siniaka ..
-Co to jest ?-wskazałam na policzek chłopaka.
-Drobna kłotnia.- zaśmiał się irytująco .
-Ona ci to zrobiła ? - szepnęłam .
-Cicho,nie mów tak głośno . Ona .
-pieprzona Suka niech ją dorwę to wszystkie włosy jej z głosy powyrywam -wydarłam się .
Bieber objął mnie jeszcze mocniej i szeptał czułe słówka do ucha,co mnie uspokoiło .
Jedną dłonią ocierał mój policzek a drugą trzymał za pośladek.
-Justin,jutro idę do ojca i pomoże ci
-Co ?! Nie chcę od niego pomocy.
-Ale to jedyny sposób,on ci pomoże błagam Justin .- wysapałam smutna .
Uniósł mój podbródek do góry i złożył na ustach namiętny pocałunek .-Jeśli uważasz to za słuszne - .
-Poza tym dlaczego to zrobiłeś,dlaczego wzięłeś to na siebie ?
-Widzisz jak tu się odnoszą do ludzi,nie chciałem tego samego dla Ciebie ..
Westchnęłam i wtuliłam się w jego ramiona.
-Tyler ze mną jest .- skinęłam głową .
-I co z kelsey ?
-Umarła wczoraj ...-łza goryczy spłynęła po moim zaczerwienionym policzku .
Chłopak wyrwał się z mojego uścisku i oparł o ścianę waląc natarczywie pięścią o mur.
-Justin,tym nie zwrócisz jej życia .- położyłam dłoń na jego karku i delikatnie głaskałam go .
Zobaczyłam że idzie ta wredna baba więc postanowiłam się szybko pożegnać z Justinem .
Owinęłam ręcę dookoła jego szyi -Justin,pamiętaj za pare dni wyciągnę cię stąd i wyjedziemy gdzieś,nie będziemy tu żyli bo to otoczenie źle na nas wpływa . Kocham Cię najbardziej na świecie -zatraciliśmy się w pocałunku .
Policjantka pociągnęła mnie za ręke i wyprowadziła od Justina .
-Puść mnie bo nie ręczę za siebie -warknęłam .
-haha jaka ty jesteś zabawna,wyjdzcie - wykrzywiła się
Ta baba działała mi na nerwy,myślałam że ją rozniosę ..
Tyler nie pytając jak było ścisnął mnie mocno i pocałował we włosy -Będzie dobrze- a z moich oczu wyciekła bezbarwna substancja .
Szliśmy z Tylerem objęci ramionami,nie mogłam zapanować nad tym co mówię .
-Tak bardzo go kocham,a nie mogę nic zrobić.-kopnęłam kamyk który leżał beztrosko na chodniku .
- Lada dzień i będziecie mieli spokój . -uśmiechnął się .
-Mam nadzieję...słuchaj,pojedziemy do mojego ojca? -zapytałam z uśmiechem .
-Po co dzisiaj ?
-Im szybciej to załatwię tym lepiej .-zarzuciłam zadziorną minę .
-Skoro tak to wsiadaj .
MUSIMY TO ZROBIĆ .
***
ROBIĘ PRZERWĘ NA OKRES 7 DNI PONIEWAŻ WTEDY BĘDĘ MIAŁA STAŁY DOSTĘP DO INTERNETU,I Z PEWNOŚCIĄ BĘDZIE MI SIĘ LEPIEJ PISAĆ :))
JAK MYŚLICIE,JAK TO POTOCZY SIĘ DALEJ ?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)