chwilę potem dostałam wiadomość od Justin'a .
Nie ukrywam że bardzo mnie to ucieszyło, przesunęłam kciukiem po ruchomej strzałce i odczytałam wiadomość .
" Wiem Miley, że między nami bywa ciężko, nie możemy czasami znaleźć wspólnego języka i kłócimy się o błahostki,ale tak naprawdę w głebi duszy wiemy że nie możemy żyć bez siebie,i to jest magiczne . Kocham Cię "
Rozszerzyłam delikatnie kąciki ust ku górze a w moim oku zabłysł mały promyczek światła tak zwanej " nadziei"
Byłam zarazem taka nieświadoma podejmując tak trudną decyzję od razu i szczęśliwa,bo moje serce wie,że potrzebuję tego szalonego bruneta do szczęścia,chociaż chwilami umysł podpowiada mi żebym dała sobie spokój .
humor mi dopisywał, a uśmiech nie spadał z mojej zalanej rumieńcami buzi, serce bardzo szybko kołatało że aż tysiące myśli wlatywało jedną stroną a wylatywało drugą " Chwilę ulotne" .
Wzięłam telefon w dłonie i szybko wywijając palcami odpisałam chłopakowi " Czuję że musimy się spotkać, przyjdź wieczorem,wtedy będę sama " i podekscytowana wcisnęłam klawisz "wyślij" .
Wstając lekko na palcach, podeszłam do okna i przejechałam palcem po spływającej kropli wody,wciąż myślałam o tym jak ten czas szybko leci, jak piasek przez palce.. nawet nie zauważysz kiedy wszystko się zaczyna a kiedy kończy . To jest jedyna rzecz która przytłacza mnie w tym "cudownym życiu " .
Każdego poranka gdy budzę się myślę o sensie życia i istnienia stanów emocjonalnych skoro i tak nie możemy nad nimi zapanować .... Zazwyczaj gdy myślę o takich rzeczach w chwili kiedy wszystko nabiera barw,zaczynać tracić wiarę we wszystko ...
P.O.V JUSTIN
Tak ! Jeśli Miley oznajmiła mi że chcę mnie zobaczyć,wszystko stoi na dobrej drodze .
Mam dosyć samych kłótni i słów które rozdzierają moje wnętrze ..
Szwendałem się po mieście,bez celowo chyba 4 raz dookoła jakiegoś placu zabaw . Było koło godziny 3 po południu,nie mogłem się doczekać aż pójdę do niej i będę miał szansę mocno ją przytulić i szepnąć słowa których do tej pory nie mogłem .
Przeszedłem jeszcze raz dookoła placyku, i wszedłem powspominać czasy dzieciństwa.
Rzuciłem plecakiem o gąbczaste maty i siadłem na huśtawkę, od razu moje oczy przybrały blasku .
Huśtałem się jak małe dziecko w górę i w dół a przy tym strasznie głośno się smiałem, uwielbiam takie chwilę kiedy nikt na mnie nie patrzy i znowu mogę być normalnym dzieciakiem który realizuje swoje dni na które tak bardzo czekał .
To tak jak zaczynać szkołę w poniedziałek i odliczać dni do piątku,właśnie tak !
Szkoda że nie miałem dużo czasu na zapoznanie się z tym uczuciem, fajnie by było móc spotkać się ze znajomymi ze starych lat i powspominać czego się nie robiło, teraz koncerty,fani czekają na nowe piosenki ... oczekują dużo więcej, ale jak narazie nie mam się o co martwić,mam "urlop" dopóki wszystko się nie wyjaśni.
Wzbijając się w górę na szalonej huśtawce zobaczyłem plac gdzie jakiś mały chłopczyk próbuję dorzucić piłkę do kosza,nie czekając dłużej po prostu zatrzymałem się i poszedłem w stronę osamotnionego malucha . Przeszedłem przez rozdartą siatkę i stanąłem obok niego przyglądając się jego dokonaniom .
-Mogę piłkę ? - zarzuciłem.
- A ty kto ? nie znam cię,idź stąd chcę sam potrenować . - odwrócił się w stronę drugiego kosza i wciąż próbował swoich sił .
zaśmiałem się - krzyknąłem " chcę ci tylko pokazać trik w którym szybciej trafisz do kosza " - chłopiec spojrzał na mnie i poddał mi piłkę .
Zacząłem bawić się i kozłować piłkę między nogami,tak jak zawsze to robiłem,co poprawiało mi nastrój .
Chłopak z coraz większym zaciekawieniem patrzył na to jak wywijam piłką i ani na chwilę nie spuszczał mnie ze wzroku ani na chwilę .
Pobiegłem na koniec boiska i zacząłem nastukiwać o ziemię rytm pewnej piosenki która utkwiła mi w głowie, co do tego sprzyjał mi uśmiech . Poprawiłem zmiewrzawione wiatrem włosy i
Zacząłem biec przeplatując piłkę z dłoni do dłoni,a potem przez nogi . Byłem już bliski kosza, nagle złapałem piłkę w dłonie i rzuciłem w kosza zawieszając się na nim krzycząc " bieeeeeeeeeeeber rządzisz ! "
Chłopiec wziął piłkę i rzekł "dzięki,to było naprawdę super. mógłbyś mi coś więcej pokazać?
- Chciałbym... ale...a w sumie pokaż, mam jeszcze chwilę. Może pograsz ze mną ? - zarzuciłem pytaniem.
-Chłopiec zawstydził się i syknął -I tak przegram więc po co ? .....
-Jak nie spróbujesz to się nie dowiesz ! - Pokazałem gest dłonią,na co on zaczął biec i kozłować .
Naprawdę chłopak ma potencjał !
- Dlaczego grasz sam a nie z kolegami ? - zarzuciłem jeszcze raz .
-Wolę samotność,wtedy potrafię się bardziej skupić - spojrzał na mnie .
Zatrzymałem piłkę i przypomniałem sobie moment kiedy,przechodziłem przez to samo ..
mówiłem dosłownie to samo,bo nikt nie chciał ze mną grać,ale .. nie chciałem poruszać tego tematu,wolałem zostawić dla siebie .
- No dawaj ! - przestraszył mnie .
- Jak masz na imię ? - zapytał zaciekawiony .
-Justin,a ty ?
-Sean . - uśmiechnął się ciepło .
Spojrzałem na zegarek,było blisko piątej,musiałem się zbierać bo w gruncie rzeczy nie wiedziałem gdzie się znajduję .
położyłem piłkę i złapałem za mój plecak .- Muszę już lecieć,fajnie było Cię poznać! - stwierdziłem .
-Dziękuje,może kiedyś przyjdziesz tu jeszcze ? - zapytał .
-Pewnie tak,dozobaczenia!- pomachałem mu dłonią i ruszyłem w stronę wyjścia.
2 Godziny minęły jakby palcem pstryknął,muszę się spieszyć ...
MILEY
Nie wiem jak,ale usnęłam . Spojrzałam a za oknami już ciemna przestrzeń,i pada deszcz .
Małe kropelki deszczu obijały się o rynnę, co naprawdę nie było czymś co może przeszkadzać .
Wstałam z łóżka składając kołdrę na pół po czym siadłam przy lusterku i lekko zaczesałam moje rozwalone włosy, i wytarłam twarz mokrymi chusteczkami higienicznymi żeby odświeżyć cerę .
Byłam ubrana w dresy i jakiś nadzwyczajniejszy biały podkoszulek,wkońcu jestem w domu,prawda ?
Pomalowałam lekko rzęsy by dodać swojej twarzy trochę życia,i przeszłam się do kuchni ,po to by zrobić sobie herbatę .
Nałożyłam mój ciepły,jedwabny szlafrok i siadłam na matowej kanapie odliczając sekundy na przyjście Justin'a . Naprawdę pierwszy raz w życiu mam taki moment w którym jednocześnie się boję i cieszę, mam mu tyle do powiedzenia,że nie wiem czy dam radę to wszystko zapamiętać,co chwilę przypomina mi się coś nowego.
Włączyłam jakąś muzykę na uspokojenie myśli,i tak jak mówię po części przeszło .
nagle usłyszałam dzwonek do drzwi,i od razu moje serce stanęło w gardle.,tak zwana chwila prawdy . Nie chcąc wstałam z łóżka,i skierowałam się ku drzwiom . Delikatnie chwyciłam za klamkę i otworzyłam drzwi . Zamknęłam oczy i usłyszałam ten ciepły głos przy którym zawsze dostawał dreszczy .
-Mogę wejść? -szepnął Justin .
Spojrzałam i ujrzałam Justin'a, całego mokrego z kwiatami w rękach mimo tego nadal uśmiechniętego .Po jego włosach kropelkami ściekała woda,wprost na jego usta po czym ocierał je dłonią .
-Wejdź- mruknęłam .
Zamknęłam drzwi i odwróciłam wzrok,Justin korzystając z okazji złożył chłodny pocałunek na moim zarumienionym policzku,poczułam się niesamowicie .
-a za co to ? - zaczerwieniłam się
-Za to że jesteś . - przeszedł obok do kuchni .
Poczułam jak po moim podbródku spływa woda a w rękach rozpływały się kwiaty .
Szybkim krokiem,poszłam do kuchni i wstawiłam kwiaty do wazonu .
- Dać cie jakieś ubranie ?
-No jakbyś mogła- zawstydził się .
Ponownie zawróciłam do pokoju i otworzyłam szafkę z rzeczami,siegając po luźne ubrania .
Gdy wróciłam Justin już siedział w samych bokserkach,co zadziałało pozytywnie na moją wyobraźnię .
-Masz nakładaj bo się jeszcze przeziębisz . - podałam mu .
- mogę być chory,ale pod warunkiem że wyleczysz mnie . - złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie obejmując za biodra . Byłam od niego na odległość paru milimetrów czułam jego zimny oddech na moich ustach i obojczykach, nasze oddechy były równomierne,a Justin nadal był uśmiechnięty,tak samo jak ja .
W tej chwili porozumiewaliśmy się za pomocą spojrzeń,widziałam że pożądał mnie,ale wiedział że jeszcze się nie zgodzę .
Uniósł rękę do mojej głowy i schował włosy za ucho,po czym stopniowo zbliżał nasze usta .
Obejmując mnie dłonią za kark ,lekko musnął moją wargę, i spojrzał w oczy z pełną powagą .
Oblizał usta i chyba chciał coś powiedzieć, ale cofnął to i wpatrywał się na moje lekko różowe usta.
- Coś nie tak? - przejechałam palcami po jego ramieniu .
objął mnie mocniej i szepnął do ucha " stęskniłem się za Tobą,i cieszę się chwilą,chcę cię mieć jak najdłużej kochanie '
Wpił swoje usta w moje i zaczął namiętny pocałunek,nasze języki rozpoczęły gorący taniec,oplatały się wokół siebie a ja czułam jak Justin coraz mocniej wpaja się we mnie .
"Kocham Cię najmocniej na świecie" - mruknął i zaczął delikatnie językiem pieścić moją szyję a ja cicho jęknęłam . Wtopiłam moje dłonie w jego mokre włosy i zaczęłam się nimi bawić, chyba wszystko zaczynało wracać o normy .
Cieszyłam się że przyszedł ,teraz Justin okazał swoje wnętrze . Namiętny,czuły i delikatny romantyk którego szukałam w nim cały czas .
-Jeśli chcesz,zostań na noc- powiedziałam .
-chcę . - zaśmiał się .
-jesteś pewny? - ucałowałam go w usta i spojrzałam w czekoladowe oczy .
- Z tobą zawsze - wstał wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju .
-Chcesz tego ? -zapytał leżąc nade mną
-spać? no chcę mi się spać haha - Justin zaczął mnie łaskotać .
- Ja mówię o czym innym - mruknął mi do ucha a po moim ciele przeszły przyjemne ciarki .
-Może.......
-Kochanie nie daj się prosić - nagle wszystko wyparowało ...
WIEM KOCHANI ,DŁUGO MNIE NIE BYŁO ALE NIE MIAŁAM ZBYTNIO CZASU . TERAZ PO OKRESIE ŚWIĄTECZNYM BĘDĘ DODAWAĆ CZĘŚCIEJ I WIĘCEJ !!!
MAM NADZIEJĘ ŻE SIĘ PODOBAŁO ! KOMENTUJCIE,CHCĘ POZNAĆ WASZĄ OPINIĘ ! <3 DZIĘKUJE TYM KTÓRZY NADAL CZYTAJĄ <3
sobota, 7 grudnia 2013
sobota, 2 listopada 2013
Rozdzial 25 - Unfaithful
"Nienawidzić kogoś to dawać dowód, że się jest go wartym, że nie ma istotnej różnicy między nim a sobą."
***
[ PODKŁAD #3- WŁĄCZ TO ! ]
Miałam chęć podejść do niego i zatrzymać przy sobie,lecz serce nie pozwoliło tak łatwo wygrać .
Jego szczeniackie zachowanie nie zasługiwało na wybaczenie,mimo tego jakim wielkim uczuciem go darzyłam,starałam się być silna tak jak zawsze mi powtarzano ale ja jak zwykle nie zdołałam opanować emocji które gotowały się w środku .
Weszłam roztrzęsiona do domu,nie domykając lekko drzwi .
Przeszłam wolnym krokiem po przez kuchnie i zmierzyłam Tyler'a wzrokiem .
-Co się stało ? - zapytał jakby nic .
-A czy to twoja sprawa? Nie . -spuściłam głowę w dół i weszłam do pokoju,zatrzaskując mosiężne drzwi za moją piętą .
Powoli dochodziłam do wniosku,że te całe paplaniny o naszym związku były dokładne i sprecyzowane iż ciężko mi to przyznać... zgodne z prawdą .
Nie pasowaliśmy do siebie cóż,tak bywa . To nie prawda że przeciwieństwa się przyciągają,odpychaliśmy za kązdym razem kiedy byliśmy blisko ku wygranej,coś nas spychało z pasa,i zawsze zaczynaliśmy od nowa lecz nie dawaliśmy za wygraną,nigdy .
Niestety teraz się poddaje,nie mam już sił na to wszystko,mimo że go kocham nie daje rady,nie czuję się stabilnie,tak jak grunt miałby się zaraz zawalić .
Nie potrzebuje problemów,potrzebuję szczęścia ... ale nie z Justinem .
On obsesyjnie próbował mnie uszczęśliwić,nie chciałam tego ..
Chciałam zwykłego prostego życia,by móc cieszyć się wschodem słońca i ciepłym wiatrem który przeplatał się przez moje ciało,podczas kiedy Justin ucałował by mnie delikatnie w policzek i powiedział te dwa proste słowa "Kocham Cię " .
Czy do szczęścia trzeba wiele ? Nie,po prostu trzeba odpowiedniej osoby obok ciebie ..
Mimo że z Justinem nie skończyłam ostatecznie,to czuję jakbym właśnie wyrzucała z głowy wszystkie wspomnienia,nawet te dobre . Bo po co pamiętać rzeczy które wypalały w twoim sercu dziurę ? Po co przypominać sobie wszystkie dobre wspomnienia i wylewać morze Łez ?
Był czas w którym płakałam bo traciłam wszystkich po kolei,teraz to oni zapłaczą bo stracą mnie,całkowicie
.Przyzwyczaiłam się, że ludzie, na których zależy mi najbardziej, zwyczajnie odchodzą. Zostawiają mnie dla własnego szczęścia. Mają gdzieś moje życie i moje problemy. Nie obchodzi ich to, że dla nich byłam gotowa skoczyć w ogień, poświęcić wszystko, co mam. I to jest trochę przykre,lecz wiem że nie zostawię tak tego,odpłacę moje krzywdy, nie pozwolę więcej tego robić .
Siadłam na łóżku i wyciągnęłam dłoń do matowej półki na której leżała cała sterta filmów,miałam chęć na jakiś subtelny lekko romantyczny film, z nutką smutku .
Mogłam pójść i najzwyczajniej zalać moje gardło alkoholem ,ale nie chciałam,nie miałam chęci nawet ruszyć się z pokoju,ta atmosfera mi pasowała .
Przekładając kasety z ręki do ręki zauważyłam starą,nie podpisaną płytę bez żadnej okładki,nie potrafiąc oprzeć się ciekawości ,wysunęłam płytę z opakowania i włożyłam ją do DVD .
W tym samym momencie usłyszałam awanturę na zewnątrz,wstałam na palcach i podsłuchałam urywki rozmowy .
-Wpuść mnie !
-Koleś, ona cię nie chcę widzieć,zrozum i zluzuj.
-Ale ja mam dla niej coś ważnego
-To dasz jej kiedy indziej !
-Ale ja ją kocham,chcę jej wszystko powiedzieć !
Nie wahając się dłużej otworzyłam drzwi,i ze złością na zębach szepnęłam :
-Wynoś się "
Wyciągnął dłonie w moją stronę i szepnął - Przepraszam,nie chciałem cię zranić,nie chcę Cię stracić . "
-wiesz kiedy docenisz, że mnie straciłeś? kiedy budząc się rano z problemem nie będziesz mógł wykręcić mojego numeru, bo będziesz wiedział, że już nie odbiorę.boli,nie ? - powiedziałam lekko łkając
-sapnął zirytowany i krzyknął " kocham Cię,jesteś całym moim światem nie mogę pozwolić ci odejść ...*wziął głęboki oddech i zmienił ton * jeśli mnie opuścisz,przestanę oddychać,nie będę żył .Myślisz że jeślibym cię nie kochał zabiegałbym tak rozpaczliwie o Ciebie ? Że biegałbym w kółko za Tobą prosząc o wybaczenie ?
Podszedł i objął w swoje dłonie moje policzki szepcząc "Nie pozwolę Ci od tak odejść,rozumiesz? " Czułam każdo jego słowo na mojej skórze,co wprowadzało mnie w błogi stan, nie umiałam się oprzeć jego gestom,jego cudownym oczom,nie potrafiłam oprzeć się jemu całemu,bo nadal go kochałam...
-Justin....po co to robisz ? - spojrzałam przeszklonymi oczami na jego malinowe usta .
-Walczę o Ciebie,przyszedłem dać Ci dowód na moją niewinność. - wręczył mi w dłonie jego telefon i odtworzył cało wydarzenie .
-Czy teraz mi wierzysz ? podniósł mój podbródek i zbliżał się o pocałunku.
Oderwałam się,a moja nienawiść i chęć zemsty zanikła .
-Justin daj mi czas, nie potrafię wszystkiego ułożyć od razu .
-Nie naciskam,kiedy będziesz gotowa daj mi znać - ucałował mój zarumieniony policzek i wyszedł .
Przeczesałam palcami grzywkę i wybuchłam złością w duchu " Nie wierzę w to wszystko,to jakaś pojebana gra"
i pobiegłam do pokoju,obejrzeć dyskietke .
-Czemu to nie działa? - szepnełam do siebie
Walnęłam w to stare pudło i zobaczyłam moje 18 urodziny,a na nich Justin . Z moich oczu poleciały łzy,zrozumiałam że o tą miłość trzeba walczyć.
Cofam wszystkie złe słowa,naprawdę nie umiem inaczej "
***
[ PODKŁAD #3- WŁĄCZ TO ! ]
Miałam chęć podejść do niego i zatrzymać przy sobie,lecz serce nie pozwoliło tak łatwo wygrać .
Jego szczeniackie zachowanie nie zasługiwało na wybaczenie,mimo tego jakim wielkim uczuciem go darzyłam,starałam się być silna tak jak zawsze mi powtarzano ale ja jak zwykle nie zdołałam opanować emocji które gotowały się w środku .
Weszłam roztrzęsiona do domu,nie domykając lekko drzwi .
Przeszłam wolnym krokiem po przez kuchnie i zmierzyłam Tyler'a wzrokiem .
-Co się stało ? - zapytał jakby nic .
-A czy to twoja sprawa? Nie . -spuściłam głowę w dół i weszłam do pokoju,zatrzaskując mosiężne drzwi za moją piętą .
Powoli dochodziłam do wniosku,że te całe paplaniny o naszym związku były dokładne i sprecyzowane iż ciężko mi to przyznać... zgodne z prawdą .
Nie pasowaliśmy do siebie cóż,tak bywa . To nie prawda że przeciwieństwa się przyciągają,odpychaliśmy za kązdym razem kiedy byliśmy blisko ku wygranej,coś nas spychało z pasa,i zawsze zaczynaliśmy od nowa lecz nie dawaliśmy za wygraną,nigdy .
Niestety teraz się poddaje,nie mam już sił na to wszystko,mimo że go kocham nie daje rady,nie czuję się stabilnie,tak jak grunt miałby się zaraz zawalić .
Nie potrzebuje problemów,potrzebuję szczęścia ... ale nie z Justinem .
On obsesyjnie próbował mnie uszczęśliwić,nie chciałam tego ..
Chciałam zwykłego prostego życia,by móc cieszyć się wschodem słońca i ciepłym wiatrem który przeplatał się przez moje ciało,podczas kiedy Justin ucałował by mnie delikatnie w policzek i powiedział te dwa proste słowa "Kocham Cię " .
Czy do szczęścia trzeba wiele ? Nie,po prostu trzeba odpowiedniej osoby obok ciebie ..
Mimo że z Justinem nie skończyłam ostatecznie,to czuję jakbym właśnie wyrzucała z głowy wszystkie wspomnienia,nawet te dobre . Bo po co pamiętać rzeczy które wypalały w twoim sercu dziurę ? Po co przypominać sobie wszystkie dobre wspomnienia i wylewać morze Łez ?
Był czas w którym płakałam bo traciłam wszystkich po kolei,teraz to oni zapłaczą bo stracą mnie,całkowicie
.Przyzwyczaiłam się, że ludzie, na których zależy mi najbardziej, zwyczajnie odchodzą. Zostawiają mnie dla własnego szczęścia. Mają gdzieś moje życie i moje problemy. Nie obchodzi ich to, że dla nich byłam gotowa skoczyć w ogień, poświęcić wszystko, co mam. I to jest trochę przykre,lecz wiem że nie zostawię tak tego,odpłacę moje krzywdy, nie pozwolę więcej tego robić .
Siadłam na łóżku i wyciągnęłam dłoń do matowej półki na której leżała cała sterta filmów,miałam chęć na jakiś subtelny lekko romantyczny film, z nutką smutku .
Mogłam pójść i najzwyczajniej zalać moje gardło alkoholem ,ale nie chciałam,nie miałam chęci nawet ruszyć się z pokoju,ta atmosfera mi pasowała .
Przekładając kasety z ręki do ręki zauważyłam starą,nie podpisaną płytę bez żadnej okładki,nie potrafiąc oprzeć się ciekawości ,wysunęłam płytę z opakowania i włożyłam ją do DVD .
W tym samym momencie usłyszałam awanturę na zewnątrz,wstałam na palcach i podsłuchałam urywki rozmowy .
-Wpuść mnie !
-Koleś, ona cię nie chcę widzieć,zrozum i zluzuj.
-Ale ja mam dla niej coś ważnego
-To dasz jej kiedy indziej !
-Ale ja ją kocham,chcę jej wszystko powiedzieć !
Nie wahając się dłużej otworzyłam drzwi,i ze złością na zębach szepnęłam :
-Wynoś się "
Wyciągnął dłonie w moją stronę i szepnął - Przepraszam,nie chciałem cię zranić,nie chcę Cię stracić . "
-wiesz kiedy docenisz, że mnie straciłeś? kiedy budząc się rano z problemem nie będziesz mógł wykręcić mojego numeru, bo będziesz wiedział, że już nie odbiorę.boli,nie ? - powiedziałam lekko łkając
-sapnął zirytowany i krzyknął " kocham Cię,jesteś całym moim światem nie mogę pozwolić ci odejść ...*wziął głęboki oddech i zmienił ton * jeśli mnie opuścisz,przestanę oddychać,nie będę żył .Myślisz że jeślibym cię nie kochał zabiegałbym tak rozpaczliwie o Ciebie ? Że biegałbym w kółko za Tobą prosząc o wybaczenie ?
Podszedł i objął w swoje dłonie moje policzki szepcząc "Nie pozwolę Ci od tak odejść,rozumiesz? " Czułam każdo jego słowo na mojej skórze,co wprowadzało mnie w błogi stan, nie umiałam się oprzeć jego gestom,jego cudownym oczom,nie potrafiłam oprzeć się jemu całemu,bo nadal go kochałam...
-Justin....po co to robisz ? - spojrzałam przeszklonymi oczami na jego malinowe usta .
-Walczę o Ciebie,przyszedłem dać Ci dowód na moją niewinność. - wręczył mi w dłonie jego telefon i odtworzył cało wydarzenie .
-Czy teraz mi wierzysz ? podniósł mój podbródek i zbliżał się o pocałunku.
Oderwałam się,a moja nienawiść i chęć zemsty zanikła .
-Justin daj mi czas, nie potrafię wszystkiego ułożyć od razu .
-Nie naciskam,kiedy będziesz gotowa daj mi znać - ucałował mój zarumieniony policzek i wyszedł .
Przeczesałam palcami grzywkę i wybuchłam złością w duchu " Nie wierzę w to wszystko,to jakaś pojebana gra"
i pobiegłam do pokoju,obejrzeć dyskietke .
-Czemu to nie działa? - szepnełam do siebie
Walnęłam w to stare pudło i zobaczyłam moje 18 urodziny,a na nich Justin . Z moich oczu poleciały łzy,zrozumiałam że o tą miłość trzeba walczyć.
Cofam wszystkie złe słowa,naprawdę nie umiem inaczej "
sobota, 19 października 2013
Rozdział 24
Pov. Justin .
***
W myślach prosiłem boga,by cały plan się powiódł . Nie chciałem zwieść,miało nie być po mnie śladu .
***
Zbiegłam na dół szybkim tempem wprost za Justinem .
Chłopak nerwowo przyśpieszał kroki,a gdy obsypywałam go pytaniami,on nie dawał mi żadnych odpowiedzi .
W końcu musiałam postawić krok na przód i zrobić coś czego tak naprawdę nie było w planach ..
Stanęłam na środku półpiętra i rozpłakałam się jak dziecko,ale na tym nie poprzestałam mojego działania.
-Justin durniu,jestem w ciąży ! Z tobą ! Chcesz mnie zostawić z tym samą,więc nie będę już więcej Cię o nic prosić - otarłam policzki i zawróciłam się do domu,z nadzieją że chłopak jakoś zareaguje .
Z tą ciążą to był tylko chwyt, by nareszcie spojrzał mi w oczy i powiedział co jest powodem jego odejścia .
Jednakże nie doczekałam się jego reakcji co wzbudziło we mnie mocny ból i rozpacz,nigdy nie poczułam takiego ukucia z czyjejś strony .
Szłam zapatrzona w drewnianą posadzkę,nie spodziewając się niczego,pełna nienawiści .
Każda łza wypalała dziurę w moim sercu jak rozżarzony materiał, naprawdę nie jestem w stanie opisać tego uczucia .
JUSTIN :
-No to mam za swoje - pomyślałem .
Przeczesałem palcami moją falującą grzywkę i zaśmiałem się pod nosem - Nie,to nie może być prawda "
Po czym mój uśmiech zamienił się w cholerny gniew i złość że pozwalam jej tak bez słów odejść .
Pod czyjimś wpływem ,jesteś w stanie zrobić wszystko dla uratowania własnej dupy, nie spoglądając na osoby które stały przez ten cały czas przy tobie.
Poczułem jak mokną mi policzki bo nie jestem w stanie nic zrobić,tak płacze bo trace w tej chwili wszystko .
W tej chwili nie obchodziło mnie jaką miałem z nim umowę, nie obchodziło mnie co się stanie,czy znowu tam wrócę czy nie ..
Odwróciłem się w jej stronę i krzyknąłem - Miley stój !
Podbiegłem do niej i złapałem mocno za ramiona szepcząc : " Kochanie,wiesz że Cię kocham . wiesz chce z tobą być i chcę mieć z tobą dziecko,tylko że....*westchnąłem i oblizałem nerwowo usta * twoj ojciec postawil taki a nie inny warunek mojego wyjścia na wolnosc .
Przez chwilę,nie odzywałem się I stałem myśląc nad kolejnym wersem słów których mi brakowało .
Niby tak dużo miałem do powiedzenia ale do każdego zdania brakowało mi liter i śliny .
Miley odważyła się spojrzeć w moje oczy i szepnęła
- wiesz.. może ojciec miał rację że nie pasujemy do siebie ? Coraz bardziej tak sądze,zachowujesz się jak ostatni dupek,nie patrząc na naszą sytuację,bo ty za wszelką cene musisz uratować swoją dupe, tak? To teraz słuchaj, jeśli nie zmienisz swojego postępowania nie mamy o czym rozmawiać, nie będę ci ulegać - otarła łzy ze swoich policzków i odwróciła się na pięcie do domu.
-To..to nie tak daj mi wytłumaczyć - poprawiając nerwowo guziki u koszuli .
Czułem się jak ostatni kretyn,poprzez moje zachowanie. Niszczyłem więź która nas łączyła,ale sądziłem że tak będzie dobrze,robiłem to dla nas..
-Znów chcesz zrobić ze mnie idiotke ? Tym razem Ci nie umiem uwierzyć,przykro mi - szepnęła i odeszła .
Odprowadziłem ją wzrokiem i pozwoliłem z wielką niechęcią odejść,bolało jak nigdy .
Nie miałem ochoty dłużej prosić i czekać aż ona mi wybaczy,wiedziałem że musi wszystko poukładać i rozmyślić,więc bez wahań zeszedłem na dół ciągnąc za sobą spakowane manatki ..
Zanim podszedłem do Ray'a włączyłem telefon by nagrać kawałek naszej rozmowy, muszę mieć dowód dla Miley ..
-Chyba coś Ci mówiłem,ze masz wyjść bez słowa ? - warknął .
-Kurwa, dość tego . Mogę wrócić sobie to tej pojebanej celi, nie zabronisz mi kontaktu z moją dziewczyną .
-Co ty powiedziałeś gnoju ?! - podszedł i szarpnął mnie za koszule .
Odepchnąłem go i wrzasnąłem - Kim ty jesteś?! ńie będziesz stawiał mi warunków, masz ze mną teraz na pieńku .
-Wracaj tu nie skończyłem z Tobą ! - wyciągnął broń .
Złapałem nogi za pas i uciekałem ile powietrza w płucach, by móc tylko pokazać mojej ukochanej ten filmik na dowód tego że ja tego wszystkiego nie chciałem ....
JESTEM POWRÓT ! UU BĘDĘ SIĘ UDZIELAĆ, CO TYDZIEŃ KOCHANI ŻEBY NIE BYŁO :D
***
W myślach prosiłem boga,by cały plan się powiódł . Nie chciałem zwieść,miało nie być po mnie śladu .
***
Zbiegłam na dół szybkim tempem wprost za Justinem .
Chłopak nerwowo przyśpieszał kroki,a gdy obsypywałam go pytaniami,on nie dawał mi żadnych odpowiedzi .
W końcu musiałam postawić krok na przód i zrobić coś czego tak naprawdę nie było w planach ..
Stanęłam na środku półpiętra i rozpłakałam się jak dziecko,ale na tym nie poprzestałam mojego działania.
-Justin durniu,jestem w ciąży ! Z tobą ! Chcesz mnie zostawić z tym samą,więc nie będę już więcej Cię o nic prosić - otarłam policzki i zawróciłam się do domu,z nadzieją że chłopak jakoś zareaguje .
Z tą ciążą to był tylko chwyt, by nareszcie spojrzał mi w oczy i powiedział co jest powodem jego odejścia .
Jednakże nie doczekałam się jego reakcji co wzbudziło we mnie mocny ból i rozpacz,nigdy nie poczułam takiego ukucia z czyjejś strony .
Szłam zapatrzona w drewnianą posadzkę,nie spodziewając się niczego,pełna nienawiści .
Każda łza wypalała dziurę w moim sercu jak rozżarzony materiał, naprawdę nie jestem w stanie opisać tego uczucia .
JUSTIN :
-No to mam za swoje - pomyślałem .
Przeczesałem palcami moją falującą grzywkę i zaśmiałem się pod nosem - Nie,to nie może być prawda "
Po czym mój uśmiech zamienił się w cholerny gniew i złość że pozwalam jej tak bez słów odejść .
Pod czyjimś wpływem ,jesteś w stanie zrobić wszystko dla uratowania własnej dupy, nie spoglądając na osoby które stały przez ten cały czas przy tobie.
Poczułem jak mokną mi policzki bo nie jestem w stanie nic zrobić,tak płacze bo trace w tej chwili wszystko .
W tej chwili nie obchodziło mnie jaką miałem z nim umowę, nie obchodziło mnie co się stanie,czy znowu tam wrócę czy nie ..
Odwróciłem się w jej stronę i krzyknąłem - Miley stój !
Podbiegłem do niej i złapałem mocno za ramiona szepcząc : " Kochanie,wiesz że Cię kocham . wiesz chce z tobą być i chcę mieć z tobą dziecko,tylko że....*westchnąłem i oblizałem nerwowo usta * twoj ojciec postawil taki a nie inny warunek mojego wyjścia na wolnosc .
Przez chwilę,nie odzywałem się I stałem myśląc nad kolejnym wersem słów których mi brakowało .
Niby tak dużo miałem do powiedzenia ale do każdego zdania brakowało mi liter i śliny .
Miley odważyła się spojrzeć w moje oczy i szepnęła
- wiesz.. może ojciec miał rację że nie pasujemy do siebie ? Coraz bardziej tak sądze,zachowujesz się jak ostatni dupek,nie patrząc na naszą sytuację,bo ty za wszelką cene musisz uratować swoją dupe, tak? To teraz słuchaj, jeśli nie zmienisz swojego postępowania nie mamy o czym rozmawiać, nie będę ci ulegać - otarła łzy ze swoich policzków i odwróciła się na pięcie do domu.
-To..to nie tak daj mi wytłumaczyć - poprawiając nerwowo guziki u koszuli .
Czułem się jak ostatni kretyn,poprzez moje zachowanie. Niszczyłem więź która nas łączyła,ale sądziłem że tak będzie dobrze,robiłem to dla nas..
-Znów chcesz zrobić ze mnie idiotke ? Tym razem Ci nie umiem uwierzyć,przykro mi - szepnęła i odeszła .
Odprowadziłem ją wzrokiem i pozwoliłem z wielką niechęcią odejść,bolało jak nigdy .
Nie miałem ochoty dłużej prosić i czekać aż ona mi wybaczy,wiedziałem że musi wszystko poukładać i rozmyślić,więc bez wahań zeszedłem na dół ciągnąc za sobą spakowane manatki ..
Zanim podszedłem do Ray'a włączyłem telefon by nagrać kawałek naszej rozmowy, muszę mieć dowód dla Miley ..
-Chyba coś Ci mówiłem,ze masz wyjść bez słowa ? - warknął .
-Kurwa, dość tego . Mogę wrócić sobie to tej pojebanej celi, nie zabronisz mi kontaktu z moją dziewczyną .
-Co ty powiedziałeś gnoju ?! - podszedł i szarpnął mnie za koszule .
Odepchnąłem go i wrzasnąłem - Kim ty jesteś?! ńie będziesz stawiał mi warunków, masz ze mną teraz na pieńku .
-Wracaj tu nie skończyłem z Tobą ! - wyciągnął broń .
Złapałem nogi za pas i uciekałem ile powietrza w płucach, by móc tylko pokazać mojej ukochanej ten filmik na dowód tego że ja tego wszystkiego nie chciałem ....
JESTEM POWRÓT ! UU BĘDĘ SIĘ UDZIELAĆ, CO TYDZIEŃ KOCHANI ŻEBY NIE BYŁO :D
piątek, 13 września 2013
Rozdział 23
P.O.V Miley
Biegłam w stronę wschodzącego słońca,łzy ociekały na moje opuchnięte policzki a ja czułam jak moje serce wzmacnia uderzenia wewnątrz klatki piersiowej .
Nadal nie mogłam pojąć do jakiego czynu się posunęłam,wiedziałam że ta informacja złamała by życie Justinowi na co nie chciałabym pozwolić .
Po cholerę ja do niego szłam ?! Co we mnie wstąpiło? Chcę cofnąć czas,chcę aby to się nie wydarzyło..przecież Justin mi tego nie wybaczy ...
Na sekundę zatrzymałam się i wyciągnęłam nadgarstek aby zobaczyć która nastaje godzina,gdy ujrzałam godzinę odbijającą się w wyświetlaczu zegarka przeraziłam się .
Narastała powoli 10:00 .
Miałam uczcić to wszystko z Tylerem, muszę iść do Justin'a ...nie wytrzymuję tego psychicznie,jeszcze ta sytuacja która zrodziła się między mną a Jackiem ..
Poprawiłam nerwowo odstającą sukienkę i pobiegłam dalej,brakowało mi tchu ale szczerze zależało mi na czasie..
Mój telefon zaczął dawać dobitne znaki że ktoś próbuje się ze mną skontaktować, szlak ! zależy mi na czasie a ktoś się dobija do mojego telefonu.
-Słucham ?-szepnęłam zmęczonym głosem .
-Gdzie jesteś ?-usłyszałam zmartwiony głos Tyler'a .
-Wracam do domu,przepraszam nasze spotkanie się trochę przedłużyło. Wytłumaczę Ci wszystko w domu .- zaśmiałam się dla upozorowania sprawy .
-No dobrze..mogłaś się chociażby odezwać,martwiłem się.
-Nie było o co,ale dzięki .Czy mogę liczyć na mocną kawę z twojej strony ?
-Tak,czekam .
-Dziękuje,pa. - po krótkiej konwersacji rozłączyłam się i wsunęłam z powrotem telefon do skórzanej torebki .
Teraz zwolniłam trochę tempo,i szłam jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło .To wszystko pętało się po mojej głowie,zadręczałam się bezcelowo .
`Pamiętaj Miley,nieważne co by się wydarzyło . Moje serce będzie należało do Ciebie,ponieważ ty mi uświadomiłaś jak to jest być kochanym .Tobie zawdzięczam życie kochanie.`
`A co jeśli zdarzy się coś,czego nie był byś mi w stanie wybaczyć ? `
`Zawsze Cię będę kochał. Jesteś dla mnie najważniejsza `
Dziwne tak wykorzystać te słowa prawda ?
Nie powiem mu przecież tak ` Pamiętasz ? mówiłeś że wszystko mi wybaczysz bo mnie kochasz,więc mówię ci że Cię zdradziłam . ale co tam,przecież mnie kochasz ` Absurdalne ..
Serce podskoczyło mi do gardła na samą myśl że mu muszę to powiedzieć.. ale tak czy inaczej to by się wydało .
Zachowałam się jak dziwka,nie mam na siebie innego określenia .
Tego samego dnia byłam u Justina,całowałam go pieściłam a pare godzin później oddałam się w ramiona innego ? ...
JUSTIN:
-Bieber mam dla Ciebie dobrą wiadomość,ktoś załatwił ci wyjście stąd - powiedziała policjantka oziębłym głosem .
-Kto?
-Nie obchodzi mnie to,idziesz czy nie ?
Wstałem z ławy i wyszedłem z celi,a ona pożegnała mnie chłodnym spojrzeniem .
-Zebym Cie tu więcej nie widziała.-po czym zaśmiałem się jej w twarz .
Domyslałem się że był to ojciec Miley,wiedziałem że nie ma dobrych zamiarów lecz mimo to,interesowało mnie to co ma mi do zaoferowania .
To tylko jeden dzień,a ja czułem się jakby minął miesiąc . W końcu świeże powietrze dotarło do moich płuc,nie zniósł bym woni papierosów i wilgoci która zalegała w tamtym pomieszczeniu .
W moją twarz padł promień słońca,ciekawe która była godzina ..
-Justin,jak miło cię widzieć - uśmiechnął się cwaniacko ojciec miley .
Sam ten fakt że mnie wyciągnął,pociągnął mnie do wysłuchania go .
-Czego chcesz ? - w duchu zarzucałem przekleństwami .
-Co ty taki nie miły Justin.,podejdź - zarzucił zaciągając się papierosem który utrzymywał się w jego dłoni .
-Mów dlaczego mnie wyciągnąłeś .
Rozejrzał się nerwowo - chodź i przestań pieprzyć w kółko to samo .
Skinąłem głową i poszedłem śladami Ray'a .
Trochę dziwnie się czułem,ale co muszę posłuchać tego jebanego gadania.
Wsiadłem do samochodu i przytaknąłem -gadaj .
-Otóż,Miley to nie jest dziewczyna dla Ciebie .
-Który raz mi to już mówisz ?- syknąłem .
-Słuchaj i nie przerywaj . Dopóki sprawa się nie wyjaśni musisz zakończyć z nią znajomość,dla własnego dobra .- zakończył swoją wypowiedź .
-Nie ma mowy .-zaśmiałem się .
-Nie nie ma mowy,tylko kurwa ma być tak jak ja mówie,bo inaczej wpakuje cię na dożywocie i zobaczymy kto się będzie śmiał .-szarpnął mnie za kawałek materiału .
-A potem?
-teraz jest teraz, potem się zobaczy .
-Jesteś chory,bo jeśli myślisz że zakończę z nią związek to się grubo mylisz .
-Chcesz się przekonać ?
MILEY
Szłam dobre 20 minut i w końcu dotarłam do domu ,a moje szpilki nie dawały za wygraną.
Zapukałam o drzwi i czekałam aż Tyler je otworzy,ponieważ z tych nerwów zapomniałam klucza .
-Jesteś ! Martwiłem się . - otworzył drzwi i przytulił .
-Nie było o co Tyler.- uśmiechnęłam się .
Pierwsze co zrobiłam po wejściu do domu to zrzucił ten ciężar z moich opuchniętych nóg i siadłam na kanapie . W głowie obmyślałam plan co by było dobrą wymówką na dzisiejszą noc .
-No to mów,dlaczego to spotkanie się tak na dłuższą metę przeciągnęło - zapytał podejrzliwie jakby wiedział co jest na rzeczy i przy okazji podał mi gorący kubek kawy .
-Nie przeciągnęło się,tylko gdy wracałam do domu noah zadzwoniła bym do niej wpadła bo ojciec znów pojechał na hazard,nie chciałam by była sama .- szepnęłam patrząc w głąb jego oczu .
Upiłam z szklanki łyk kawy i odstawiłam ją na stół ,nie mogłam przełknąć nawet śliny z tego wszystkiego,krtań samowolnie mi się zaciskała .
-No dobra,a dlaczego nie dzwoniłaś? - dręczył mnie dennymi pytaniami .
-Nie wiem, nie wiem..- mruknęłam zakłopotana .
Jesteś głodna ?
-Nie dzięki .
Po chwili usłyszałam jak ktoś puka do drzwi,bez wahań wstałam i otworzyłam je .
Nie wiedziałam kto o tej porze mógł wpaść do domu,chyba że Tyler kogoś zaprosił ..
- Zapraszałeś kogoś ? - krzyknęłam z przedpokoju .
-Nie,napewno nie .
Gdy otworzyłam drzwi moim oczom ukazał się Justin ,byłam taka podekscytowana że go widzę,lecz ta błoga chwila trwała ułamek sekundy . .
-Justin? Co ty tu robisz ?- szarpnęłam .
Popchnął mnie barkiem,i wszedł do naszego pokoju bez słowa .
Pobiegłam za nim i wysokim tonem zapytałam ponownie .
-Justin,słyszysz mnie ?!
-To koniec- rzucił wpychając w swoj podręczny plecak ciuchy .
-Co?
-To koniec kurwa,nie dam z siebie robić kretyna.Wiem że puszczasz się na prawo i lewo,dlaczego wcześniej tego nie widziałem .. -w tej chwili mnie zamurowało,nie wiedziałam skąd jak i od kogo ...
-Co ?! Niby z kim?! Justin to nie prawda. - syknęłam wściekła .
Justin się odwrócił w moją stronę,zacisnął pięści i głośno przełknął ślinę. -Nie chcę już z tobą być rozumiesz .
Mój świat się zawalił ...
Zapiął zamek od plecaka a kiedy szatyn chciał wyjść,nie próbowałam go nawet zatrzymać..Nie wiedziałam co jest grane w moim życiu zapanował mętlik ..
-Nie pisz,nie dzwoń,nic kurwa nie chcę Cię znać ! -pokazał gest dłonią i wybiegł z domu .
-Tyler, widziałeś to ?!
-Tak.
-I co ty tak też bez słowa?!
-Nie,nieważne dowiesz się kiedy będzie odpowiedni czas.
-Jaki czas ?!
-Nic.
Kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć,jak zareagować .Wszystko wychodziło poza normę ..
Wybiegłam za Justinem by dowiedzieć się co się dzieję.
Niestety czekała mnie nie miła niespodzianka .....
PRZEPRASZAM ŻE TAKIE KRÓTKIE,PRZEPRASZAM ŻE TAK DŁUGO NIE DODAJE ALE MAM NOWĄ SZKOŁĘ I MUSZĘ KUĆ ANGIELSKI .
NASTĘPNY NAPISZĘ JUTRO WIECZOREM :*
Biegłam w stronę wschodzącego słońca,łzy ociekały na moje opuchnięte policzki a ja czułam jak moje serce wzmacnia uderzenia wewnątrz klatki piersiowej .
Nadal nie mogłam pojąć do jakiego czynu się posunęłam,wiedziałam że ta informacja złamała by życie Justinowi na co nie chciałabym pozwolić .
Po cholerę ja do niego szłam ?! Co we mnie wstąpiło? Chcę cofnąć czas,chcę aby to się nie wydarzyło..przecież Justin mi tego nie wybaczy ...
Na sekundę zatrzymałam się i wyciągnęłam nadgarstek aby zobaczyć która nastaje godzina,gdy ujrzałam godzinę odbijającą się w wyświetlaczu zegarka przeraziłam się .
Narastała powoli 10:00 .
Miałam uczcić to wszystko z Tylerem, muszę iść do Justin'a ...nie wytrzymuję tego psychicznie,jeszcze ta sytuacja która zrodziła się między mną a Jackiem ..
Poprawiłam nerwowo odstającą sukienkę i pobiegłam dalej,brakowało mi tchu ale szczerze zależało mi na czasie..
Mój telefon zaczął dawać dobitne znaki że ktoś próbuje się ze mną skontaktować, szlak ! zależy mi na czasie a ktoś się dobija do mojego telefonu.
-Słucham ?-szepnęłam zmęczonym głosem .
-Gdzie jesteś ?-usłyszałam zmartwiony głos Tyler'a .
-Wracam do domu,przepraszam nasze spotkanie się trochę przedłużyło. Wytłumaczę Ci wszystko w domu .- zaśmiałam się dla upozorowania sprawy .
-No dobrze..mogłaś się chociażby odezwać,martwiłem się.
-Nie było o co,ale dzięki .Czy mogę liczyć na mocną kawę z twojej strony ?
-Tak,czekam .
-Dziękuje,pa. - po krótkiej konwersacji rozłączyłam się i wsunęłam z powrotem telefon do skórzanej torebki .
Teraz zwolniłam trochę tempo,i szłam jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło .To wszystko pętało się po mojej głowie,zadręczałam się bezcelowo .
`Pamiętaj Miley,nieważne co by się wydarzyło . Moje serce będzie należało do Ciebie,ponieważ ty mi uświadomiłaś jak to jest być kochanym .Tobie zawdzięczam życie kochanie.`
`A co jeśli zdarzy się coś,czego nie był byś mi w stanie wybaczyć ? `
`Zawsze Cię będę kochał. Jesteś dla mnie najważniejsza `
Dziwne tak wykorzystać te słowa prawda ?
Nie powiem mu przecież tak ` Pamiętasz ? mówiłeś że wszystko mi wybaczysz bo mnie kochasz,więc mówię ci że Cię zdradziłam . ale co tam,przecież mnie kochasz ` Absurdalne ..
Serce podskoczyło mi do gardła na samą myśl że mu muszę to powiedzieć.. ale tak czy inaczej to by się wydało .
Zachowałam się jak dziwka,nie mam na siebie innego określenia .
Tego samego dnia byłam u Justina,całowałam go pieściłam a pare godzin później oddałam się w ramiona innego ? ...
JUSTIN:
-Bieber mam dla Ciebie dobrą wiadomość,ktoś załatwił ci wyjście stąd - powiedziała policjantka oziębłym głosem .
-Kto?
-Nie obchodzi mnie to,idziesz czy nie ?
Wstałem z ławy i wyszedłem z celi,a ona pożegnała mnie chłodnym spojrzeniem .
-Zebym Cie tu więcej nie widziała.-po czym zaśmiałem się jej w twarz .
Domyslałem się że był to ojciec Miley,wiedziałem że nie ma dobrych zamiarów lecz mimo to,interesowało mnie to co ma mi do zaoferowania .
To tylko jeden dzień,a ja czułem się jakby minął miesiąc . W końcu świeże powietrze dotarło do moich płuc,nie zniósł bym woni papierosów i wilgoci która zalegała w tamtym pomieszczeniu .
W moją twarz padł promień słońca,ciekawe która była godzina ..
-Justin,jak miło cię widzieć - uśmiechnął się cwaniacko ojciec miley .
Sam ten fakt że mnie wyciągnął,pociągnął mnie do wysłuchania go .
-Czego chcesz ? - w duchu zarzucałem przekleństwami .
-Co ty taki nie miły Justin.,podejdź - zarzucił zaciągając się papierosem który utrzymywał się w jego dłoni .
-Mów dlaczego mnie wyciągnąłeś .
Rozejrzał się nerwowo - chodź i przestań pieprzyć w kółko to samo .
Skinąłem głową i poszedłem śladami Ray'a .
Trochę dziwnie się czułem,ale co muszę posłuchać tego jebanego gadania.
Wsiadłem do samochodu i przytaknąłem -gadaj .
-Otóż,Miley to nie jest dziewczyna dla Ciebie .
-Który raz mi to już mówisz ?- syknąłem .
-Słuchaj i nie przerywaj . Dopóki sprawa się nie wyjaśni musisz zakończyć z nią znajomość,dla własnego dobra .- zakończył swoją wypowiedź .
-Nie ma mowy .-zaśmiałem się .
-Nie nie ma mowy,tylko kurwa ma być tak jak ja mówie,bo inaczej wpakuje cię na dożywocie i zobaczymy kto się będzie śmiał .-szarpnął mnie za kawałek materiału .
-A potem?
-teraz jest teraz, potem się zobaczy .
-Jesteś chory,bo jeśli myślisz że zakończę z nią związek to się grubo mylisz .
-Chcesz się przekonać ?
MILEY
Szłam dobre 20 minut i w końcu dotarłam do domu ,a moje szpilki nie dawały za wygraną.
Zapukałam o drzwi i czekałam aż Tyler je otworzy,ponieważ z tych nerwów zapomniałam klucza .
-Jesteś ! Martwiłem się . - otworzył drzwi i przytulił .
-Nie było o co Tyler.- uśmiechnęłam się .
Pierwsze co zrobiłam po wejściu do domu to zrzucił ten ciężar z moich opuchniętych nóg i siadłam na kanapie . W głowie obmyślałam plan co by było dobrą wymówką na dzisiejszą noc .
-No to mów,dlaczego to spotkanie się tak na dłuższą metę przeciągnęło - zapytał podejrzliwie jakby wiedział co jest na rzeczy i przy okazji podał mi gorący kubek kawy .
-Nie przeciągnęło się,tylko gdy wracałam do domu noah zadzwoniła bym do niej wpadła bo ojciec znów pojechał na hazard,nie chciałam by była sama .- szepnęłam patrząc w głąb jego oczu .
Upiłam z szklanki łyk kawy i odstawiłam ją na stół ,nie mogłam przełknąć nawet śliny z tego wszystkiego,krtań samowolnie mi się zaciskała .
-No dobra,a dlaczego nie dzwoniłaś? - dręczył mnie dennymi pytaniami .
-Nie wiem, nie wiem..- mruknęłam zakłopotana .
Jesteś głodna ?
-Nie dzięki .
Po chwili usłyszałam jak ktoś puka do drzwi,bez wahań wstałam i otworzyłam je .
Nie wiedziałam kto o tej porze mógł wpaść do domu,chyba że Tyler kogoś zaprosił ..
- Zapraszałeś kogoś ? - krzyknęłam z przedpokoju .
-Nie,napewno nie .
Gdy otworzyłam drzwi moim oczom ukazał się Justin ,byłam taka podekscytowana że go widzę,lecz ta błoga chwila trwała ułamek sekundy . .
-Justin? Co ty tu robisz ?- szarpnęłam .
Popchnął mnie barkiem,i wszedł do naszego pokoju bez słowa .
Pobiegłam za nim i wysokim tonem zapytałam ponownie .
-Justin,słyszysz mnie ?!
-To koniec- rzucił wpychając w swoj podręczny plecak ciuchy .
-Co?
-To koniec kurwa,nie dam z siebie robić kretyna.Wiem że puszczasz się na prawo i lewo,dlaczego wcześniej tego nie widziałem .. -w tej chwili mnie zamurowało,nie wiedziałam skąd jak i od kogo ...
-Co ?! Niby z kim?! Justin to nie prawda. - syknęłam wściekła .
Justin się odwrócił w moją stronę,zacisnął pięści i głośno przełknął ślinę. -Nie chcę już z tobą być rozumiesz .
Mój świat się zawalił ...
Zapiął zamek od plecaka a kiedy szatyn chciał wyjść,nie próbowałam go nawet zatrzymać..Nie wiedziałam co jest grane w moim życiu zapanował mętlik ..
-Nie pisz,nie dzwoń,nic kurwa nie chcę Cię znać ! -pokazał gest dłonią i wybiegł z domu .
-Tyler, widziałeś to ?!
-Tak.
-I co ty tak też bez słowa?!
-Nie,nieważne dowiesz się kiedy będzie odpowiedni czas.
-Jaki czas ?!
-Nic.
Kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć,jak zareagować .Wszystko wychodziło poza normę ..
Wybiegłam za Justinem by dowiedzieć się co się dzieję.
Niestety czekała mnie nie miła niespodzianka .....
PRZEPRASZAM ŻE TAKIE KRÓTKIE,PRZEPRASZAM ŻE TAK DŁUGO NIE DODAJE ALE MAM NOWĄ SZKOŁĘ I MUSZĘ KUĆ ANGIELSKI .
NASTĘPNY NAPISZĘ JUTRO WIECZOREM :*
poniedziałek, 2 września 2013
Rozdział 22
"Justin,tak bardzo Cię kocham. Nie mogę przestać myśleć o tym co mieliśmy przed tym całym zagraniem,łzy same napływają mi do oczu. To jest za silne chcę cię obok,chcę abyś dotykał mnie wzrokiem tak jak kiedyś,to wszystko mnie przerasta uwierz nie radzę sobie."
***
Zaczęłam oswajać się z sytuacją,która mnie dotknęła.
Powoli wszystkie myśli zbierały się w jedną całość i tworzyły logiczne drogi w życiu .
Dlaczego tak późno ?
Nie poznałam odpowiedzi,i ..raczej nie poznam .
Bóg wyznaczył nam trasę którą musimy przejść w swoim życiu,by poczuć na własnej skórze co to znaczy cierpienie,ból,żal i miłość .
Ale po co ? Chyba nigdy tego nie zrozumiem,bo odkąd jestem z Justinem trafiają się nam same nieszczęścia ..
a może... nie jesteśmy sobie pisani ? Wiem,stereotypy ale one zazwyczaj się sprawdzają .
Iracjonalne myslenie.. skoro czuję się dobrze z Justinem to dlaczego mamy do siebie nie pasować ? Sama pogrążam się w moich zakłopotanych myślach ..
-Miley czy to tutaj ? -Tyler mocnym szturchnięciem w ramię,wybudził mnie z przemyśleń .
-Tak,tutaj . -szepnęłam,lekko ocknięta .
Wyjrzałam przez okno spoglądając na wykreowany od góry do dołu dom ojca,co wzbudziło we mnie zdziwienie .
Od nigdy ojciec nie dbał o wygląd swojego domu,szczególnie od tamtej pory gdy poszłam w świat .
Może ma kobiete ? może w końcu próbuje zmienić swoje szare życie na lepsze ?
-Idziesz Miley ? - powiedział głośniej Tyler .
-Tak,już . -wyszłam z auta trzaskając za sobą drzwiami .
Serce biło jak oszalałe,nawet bliskość Tyler`a nie pomogła mi przełamać lodów .
Wszystko wydawało się jedną wielką fikcją,po prostu .
Nagle usłyszałam jak mój telefon wydaje ciche dzwięki,jakby dzwonił .
zsunęłam telefon z kieszeni wprost na moją dłoń,i tak jak myślałam dzwonił Jack więc nacisnęłam zieloną słuchawkę i przy okazji pokazałam Tylerowi gestem ręki że rozmawiam i zaraz dojdę .
-Słucham ? -szepnęłam .
-Hej Miley to ja Jack,mam sprawę- powiedział łagodnym tonem .
-Możesz się streszczać,mam mało czasu ?
-mianowicie,masz czas wieczorem ?-zapytał kusząco .
-Nie nie idę do żadnego baru,zero alkoholu -zaśmiałam się w duchu .
-haha nie,chciałem cię zaprosić do mnie na kolację- znów zarzucił swoim seksownym głosem,a po moim ciele przeszły ciarki .
-Jasne,o której i gdzie ?
-mieszkam na O'Collins Street,trafisz ?
-Tak mieszkam obok-uśmiechnęłam się do siebie .
-To dobrze,do zobaczenia .- słodko się zaśmiał i rozłączył.
Nie wiedziałam czy dobrze postępuje idąc do niego,ale nie chcę zamartwiać się tym wszystkim bo wykituje. On jest w stanie poprawić mi nastrój,a ja zapominam o codzienności ..
Schowałam z powrotem telefon do kieszeni i pokierowałam się w stronę domu .
Nie czułam już takiego strachu jak pięć minut temu,przeszła mnie fala ciepłych dreszczów .
Poprawiłam kołnierzyk u kurtki i zapukałam zamkniętą ręką w drzwi .
Zaczęłam szeptać coś pod nosem i do tego lekko się uśmiechałam,a tyler objął mnie ramieniem .
Usłyszałam kroki więc momentalnie uniosłam głowę do góry i bacznie czekałam na ojca,po chwili drzwi otworzył zadowolony Ray .
Coś mi w nim nie pasowało w jego "niby" prawdziwym uśmiechu lecz nie okazywałam tego i odrzuciłam szerokim uśmiechem .
-Wchodźcie kochani !- ucieszył się po czym na przywitanie ucałował mnie w czoło .
Zrobiło mi się cieplej.
- kawy,herbaty ? - zaproponował ojciec .
-Ja dziękuje.- ukazałam dłonią .
-Mogę prosić kawę ? -syknął Tyler .
W tym momencie tata skinął głową i poszedł do kuchni .
-Co ty gadasz że twój ojciec taki jest? miły gość ! -szturchnął mnie żartobliwie ramieniem .
-Nie chcę o tym gadać . -powiedziałam spięta .
Tyler ucałował mnie we włosy, i oblizał usta .
Trochę niezręcznie czułam się w tej sytuacji,ale przecież to po "przyjacielsku"..
Przyszedł tata . Zaserwował gorącą kawę w ręce Tyler`a i usiadł obok mnie .
-Więc co się stało że potrzebujesz prawnika ?
-Tato..dość nietypowa sprawa..
-mów kochanie,zawsze ci pomogę !- objął mnie delikatnie przedramieniem .
-Justin jest w więzieniu ..- szepnęłam cicho .
Ku mojemu zdziwieniu Tata machnął dłonią i wyciągnął z marynarki pewną kartkę a potem wcisnął mi je w ręke .
-Tutaj masz Mojego zaufanego prawnika,zadzwoń,napewno ci pomoże - uśmiechnął się szyderczo .
-Dziękuje tato - zawarliśmy mocny uścisk dłoni,bo na nic innego z mojej strony nie mógł liczyć .
-To ja już będę lecieć,mam dużo załatwień - pomachałam mu dłonią i jak najszybszym tempem wybiegłam z jego domu .
-Wkońcu ! - Krzyknęłam w duchu .
Chwila dłużej a powiedziała bym mu wszystko co o nim sądze,nie umiem udawać .
-Widzisz Miley nie było tak strasznie - poklepał mnie po barku .
-Było zajebiście - zaśmiałam się i wsiadłam do samochodu.
Fala ulgi przeszła po moim ciele,dobrze że to za mną nie chcę tego więcej powtarzać .
-Może pojedziemy to uczcimy ? - Spojrzał na mnie pytająco .
-Może potem,teraz muszę załatwić jedną rzecz .
-No dobra,podwieźć cię gdzieś ? -zbliżył się w moją stronę .
akurat zbliżaliśmy się do O'Collins Street -tutaj- uśmiechnęłam się .
Tyler gwałtownie wyhamował a ja o mało co nie wleciałam na przednią szybę .
- Nic ci nie jest ? -jego dłoń wędrowała po okolicach mojej twarzy .
-Jeszcze żyje,do zobaczenia . -otworzyłam drzwi i na biegu poszłam do sklepu po jakieś wytrawne wino .
Stałam i wybierałam jakąś winnice lecz nie wpadł mi w ręce jakiś dobry rocznik,moje stopy prosiły o to by pozbyć się szpilek .
W bólu wybrałam pierwsze lepsze wino i podeszłam do kasy .
-Zapakować jakąś ? - zapytała kasjerka .
-Tak proszę- znów się zamysliłam .
-Bardzo dobry wybór,napewno nie pożałuje pani - ukazała mi lekki pół uśmiech i podała torebeczkę .
-Dziękuje-położyłam pieniądze na ladzie i wyszłam .
Nie mogłam wytrzymać dłużej tych szpilek i zdjęłam je z nóg .
Odczułam że jest mi lepiej bez tych cerygieli ..
Za dużo myślę trzeba się w końcu zrelaksować.-pomyślałam .
***
Po dziesięciu minutach znajdowałam się pod bramką Jack`a .
Dzwoniłam do dzwonka jak opętana,to jest drażniące .
Z daleka ujrzałam jakąś postać która zbliża się do mnie,uśmiechnęłam się .
-Witam - ucałował mnie w policzek i złapał za biodra.
-Cześć . -podałam mu opakowanie z winem i poszłam przed siebie .
-Pięknie wyglądasz - szepnął .
-Dziękuje,ty również- zalałam się rumieńcem .
Jego dom nie był duży,ale za to przytulny .
Nie był wypełniony pustką,jak reszta,miał w sobie to coś .
-A o to moje skromne cztery ściany .- zachichotał .
-Nie przesadzaj,jest tu tak `rodzinnie` haha .
-Wiem o tym doskonale . - upewnił mnie .
Otarłam się o niego ramieniem i rzuciłam w jego stronę przejrzystym uśmiechem .
Na prawdę dobrze czułam się w jego towarzystwie,dodaje mi otuchy jak nikt inny .
Przy nim jestem sobą,nie muszę udawać .
-Chcesz się czegoś napić ? -zaproponował
-Wino?-lekko się uśmiechnęłam .
-Dobrze,rozgość się a ja zaraz przyjdę .
JUSTIN :
Nie zdaję mi się żebym stąd szybko wyszedł,
Miley chyba zapomniała że tu jestem i czekam.
Siedziałem na tej cholernie chłodnej ławce która była przybita do ściany i rozmyślałem o tym jak się stąd wyrwać. Ta atmosfera mnie przerasta,od paru godzin nie myślę o niczym co mogło by mi pomóc ..
Nagle do krat podeszła oziębła policjantka i uderzyła karabinem o kraty .
-Ktoś do Ciebie Bieber,ruszaj się .- krzyknęła
Otarłem twarz i poszedłem w jej stronę,chociaż nie miałem tej pierdolonej ochoty .
Wszystko mnie brzydziło a szczególnie widok tej "kobiety" co obchodzi się ze mną jak z szmatą.
Jestem Justin Bieber kurwa nie pozwolę sobie na takie traktowanie ..
-Bierz i rozmawiaj-warknęła
-mhm-przytaknąłem i wziąłem słuchawkę w rękę .
-słucham .
-dzień dobry ,z tej strony ojciec Miley . Jak się trzymasz?
-Skąd wiesz gdzie ja jestem,i po co te kretyńskie pytanie ? -syknąłem przez zaciśnięte zęby .
-Spokojnie synu,mam dla Ciebie propozycję , - zaśmiał się .
-haha,no dobre dobre mów- parchnąłem śmiechem i wysłuchałem jego słów.
-Słuchaj,wiem że chcesz wyjść . - w tej samej chwili sięgnąłem do kieszeni po papierosa po czym odpaliłem go i każdy buch który łapałem do ust wciągałem w płuca .
-No i co tyle ? -chrząknąłem .
-daj mi dokończyć,mogę ci pomóc tylko musisz się zgodzić .
-W jaki sposób ? - cała rozmowa zaczynała mnie już powoli przerażać .. Co on kombinuje ?
-Jutro przyjadę do Ciebie i porozmawiamy,tego nie da się omówić przez telefon . Chciałem cię tylko poinformować .- powiedział cwaniacko .
-Jasne,coś kombinujesz wiem o tym. Czekam aż miley przyjdzie o coś zrobi .
-Miley ? Nie łudź się,ona nie przyjdzie . Ma ważniejsze rzeczy na głowie niż zajmowanie się takim śmieciem jak ty, Tyler się nią dobrze zajmie .
-Co ty pieprzysz za głupoty ? Jesteś chory człowieku to się leczy .
-Co ja ci będę mówił,i tak nie uwierzysz . Byłeś jej zabawką,już cię niepotrzebuje . - zadrwił ze mnie i rozłączył się .
Rzuciłem słuchawką w ścianę,i w głos krzyczałem przekleństwami .
Przecież to nie prawda ! Ona mnie kocha i chcę mieć ze mną ślub,dzieci ...
-Bieber nie awanturuj się tylko zapieprzaj do swojej nory . - powiedziała szarpiąc mnie mocno za ramię .
-Weź mnie nie dotykaj ! - odsunąłem się od tej baby i poszedłem do celi .
A jeśli to prawda ? Świat mi się chyba załamie ....
MILEY :
-To jest urocze,haha- pokazałam na zdjęcie które mi pokazywał .
-Taki mały "pulpecik"ze mnie był .- Jack objął mnie ramieniem .
-Nie wierzę,że poznałam tak miłego chłopaka który znosi mój humor - zarzuciłam uśmiechem obracając dookoła dłoni kielich .
-To ja nie wierzę że poznałem taką cudowną kobietę- pocałował mnie w dłoń i spojrzał w oczy .
Co ja robię ?! Flirtuje z chłopakiem,a Justin czeka aż mu pomogę . Nie jestem uczciwa w stosunku do niego
Zaczęło robić się coraz bardziej gorąco chłopak najpierw odłożył zdjęcia na stół a potem zbliżył swoje dłonie do mojego karku i delikatnie muskał go koniuszkami palców co sprawiło mi przyjemność .
Zachowuje się jakbym była niewierna,nie mogę tak ..
-Masz piękne ciało,cała jesteś piękna -szepnął mi do ucha .
Siedziałam oniemiała przez kilka kolejnych sekund, nie mogąc wyjść z szoku. Do żywych sprowadził mnie dźwięk tłuczonego szkła kieliszka, upadających na podłogę.
-Przepraszam- szepnęłam zsuwając się na podłogę by pozbierać szkło .
Chłopak chwycił mnie za ramię i podniósł do góry .-nic się nie stało,zostaw .
zaśmiałam się pod nosem a Jack korzystając z okazji wpił mi w usta,jego język pieścił moje podniebienie . Naprawdę potrafił czynić cuda tym swoim językiem. Myślałam, że za chwilę zwariuję. Robił to tak zajebiście że się rozpływałam.
- Chodź - mruknął mi w szyję. - Pójdziemy do pokoju
Poszłam za nim, nie sprzeciwiając się. Chłopak ciągle trzymał mnie za rękę, a ja nie chciałam żeby ją puścił. Po chwili weszliśmy do pokoju .Jack zamknął drzwi na klucz i popchnął mnie na łóżko. Po chwili sam się na nim położył.
- pięknie wyglądasz w tej sukience - wymruczał pomiędzy pocałunkami. - Ale na pewno lepiej bez.
Zaśmiałam się. Chłopak szybko ściągnął ją ze mnie, a ja zostałam w samych stringach.
- Podoba mi się - uśmiechnął się do mnie i zaczął swoim językiem pieścić moje piersi. Myślałam, że za chwilę umrę z tej rozkoszy. Ssał moje sutki jak najsłodsze cukierki. A ja jęczałam, czując się jakbym była w niebie...
RANO
Obudziłam się wtulona w tors Jack'a przez co zerwałam się z łóżka jak oszalała .
Byłam całkiem naga,jedynie skrawek kołdry zasłaniał moje kobiecości .
DOPIERO TERAZ DO MOJEJ GŁOWY DOTARŁO TO ŻE ZDRADZIŁAM JUSTIN`A ..
Podniosłam telefon który leżał na mojej sukience i ujrzałam że mam 17 nieodebranych połączeń od Tyler`a . Szlak ! Muszę się ubierać !
-Gdzie idziesz ?-złapał mnie za biodro .
-Do domu,to wszystko za daleko zaszło.. zdradziłam Justin`a . Nie dzwoń i nie pisz .. -szepnęłam wkładając na swoje ciało sukienkę .
-Ale obydwoje tego chcieliśmy,więc ?
-Obróciłam oczami i pokazałam palcem na wino -Alkohol za mnie zdecydował,to nie byłam ja.Cześć.-zabrałam płaszcz z wieszaka i wybiegłam ..
CO JA NAJLEPSZEGO ZROBIŁAM-KRZYKNĘŁAM W DUCHU I ROZPŁAKAŁAM SIĘ ...
***
Zaczęłam oswajać się z sytuacją,która mnie dotknęła.
Powoli wszystkie myśli zbierały się w jedną całość i tworzyły logiczne drogi w życiu .
Dlaczego tak późno ?
Nie poznałam odpowiedzi,i ..raczej nie poznam .
Bóg wyznaczył nam trasę którą musimy przejść w swoim życiu,by poczuć na własnej skórze co to znaczy cierpienie,ból,żal i miłość .
Ale po co ? Chyba nigdy tego nie zrozumiem,bo odkąd jestem z Justinem trafiają się nam same nieszczęścia ..
a może... nie jesteśmy sobie pisani ? Wiem,stereotypy ale one zazwyczaj się sprawdzają .
Iracjonalne myslenie.. skoro czuję się dobrze z Justinem to dlaczego mamy do siebie nie pasować ? Sama pogrążam się w moich zakłopotanych myślach ..
-Miley czy to tutaj ? -Tyler mocnym szturchnięciem w ramię,wybudził mnie z przemyśleń .
-Tak,tutaj . -szepnęłam,lekko ocknięta .
Wyjrzałam przez okno spoglądając na wykreowany od góry do dołu dom ojca,co wzbudziło we mnie zdziwienie .
Od nigdy ojciec nie dbał o wygląd swojego domu,szczególnie od tamtej pory gdy poszłam w świat .
Może ma kobiete ? może w końcu próbuje zmienić swoje szare życie na lepsze ?
-Idziesz Miley ? - powiedział głośniej Tyler .
-Tak,już . -wyszłam z auta trzaskając za sobą drzwiami .
Serce biło jak oszalałe,nawet bliskość Tyler`a nie pomogła mi przełamać lodów .
Wszystko wydawało się jedną wielką fikcją,po prostu .
Nagle usłyszałam jak mój telefon wydaje ciche dzwięki,jakby dzwonił .
zsunęłam telefon z kieszeni wprost na moją dłoń,i tak jak myślałam dzwonił Jack więc nacisnęłam zieloną słuchawkę i przy okazji pokazałam Tylerowi gestem ręki że rozmawiam i zaraz dojdę .
-Słucham ? -szepnęłam .
-Hej Miley to ja Jack,mam sprawę- powiedział łagodnym tonem .
-Możesz się streszczać,mam mało czasu ?
-mianowicie,masz czas wieczorem ?-zapytał kusząco .
-Nie nie idę do żadnego baru,zero alkoholu -zaśmiałam się w duchu .
-haha nie,chciałem cię zaprosić do mnie na kolację- znów zarzucił swoim seksownym głosem,a po moim ciele przeszły ciarki .
-Jasne,o której i gdzie ?
-mieszkam na O'Collins Street,trafisz ?
-Tak mieszkam obok-uśmiechnęłam się do siebie .
-To dobrze,do zobaczenia .- słodko się zaśmiał i rozłączył.
Nie wiedziałam czy dobrze postępuje idąc do niego,ale nie chcę zamartwiać się tym wszystkim bo wykituje. On jest w stanie poprawić mi nastrój,a ja zapominam o codzienności ..
Schowałam z powrotem telefon do kieszeni i pokierowałam się w stronę domu .
Nie czułam już takiego strachu jak pięć minut temu,przeszła mnie fala ciepłych dreszczów .
Poprawiłam kołnierzyk u kurtki i zapukałam zamkniętą ręką w drzwi .
Zaczęłam szeptać coś pod nosem i do tego lekko się uśmiechałam,a tyler objął mnie ramieniem .
Usłyszałam kroki więc momentalnie uniosłam głowę do góry i bacznie czekałam na ojca,po chwili drzwi otworzył zadowolony Ray .
Coś mi w nim nie pasowało w jego "niby" prawdziwym uśmiechu lecz nie okazywałam tego i odrzuciłam szerokim uśmiechem .
-Wchodźcie kochani !- ucieszył się po czym na przywitanie ucałował mnie w czoło .
Zrobiło mi się cieplej.
- kawy,herbaty ? - zaproponował ojciec .
-Ja dziękuje.- ukazałam dłonią .
-Mogę prosić kawę ? -syknął Tyler .
W tym momencie tata skinął głową i poszedł do kuchni .
-Co ty gadasz że twój ojciec taki jest? miły gość ! -szturchnął mnie żartobliwie ramieniem .
-Nie chcę o tym gadać . -powiedziałam spięta .
Tyler ucałował mnie we włosy, i oblizał usta .
Trochę niezręcznie czułam się w tej sytuacji,ale przecież to po "przyjacielsku"..
Przyszedł tata . Zaserwował gorącą kawę w ręce Tyler`a i usiadł obok mnie .
-Więc co się stało że potrzebujesz prawnika ?
-Tato..dość nietypowa sprawa..
-mów kochanie,zawsze ci pomogę !- objął mnie delikatnie przedramieniem .
-Justin jest w więzieniu ..- szepnęłam cicho .
Ku mojemu zdziwieniu Tata machnął dłonią i wyciągnął z marynarki pewną kartkę a potem wcisnął mi je w ręke .
-Tutaj masz Mojego zaufanego prawnika,zadzwoń,napewno ci pomoże - uśmiechnął się szyderczo .
-Dziękuje tato - zawarliśmy mocny uścisk dłoni,bo na nic innego z mojej strony nie mógł liczyć .
-To ja już będę lecieć,mam dużo załatwień - pomachałam mu dłonią i jak najszybszym tempem wybiegłam z jego domu .
-Wkońcu ! - Krzyknęłam w duchu .
Chwila dłużej a powiedziała bym mu wszystko co o nim sądze,nie umiem udawać .
-Widzisz Miley nie było tak strasznie - poklepał mnie po barku .
-Było zajebiście - zaśmiałam się i wsiadłam do samochodu.
Fala ulgi przeszła po moim ciele,dobrze że to za mną nie chcę tego więcej powtarzać .
-Może pojedziemy to uczcimy ? - Spojrzał na mnie pytająco .
-Może potem,teraz muszę załatwić jedną rzecz .
-No dobra,podwieźć cię gdzieś ? -zbliżył się w moją stronę .
akurat zbliżaliśmy się do O'Collins Street -tutaj- uśmiechnęłam się .
Tyler gwałtownie wyhamował a ja o mało co nie wleciałam na przednią szybę .
- Nic ci nie jest ? -jego dłoń wędrowała po okolicach mojej twarzy .
-Jeszcze żyje,do zobaczenia . -otworzyłam drzwi i na biegu poszłam do sklepu po jakieś wytrawne wino .
Stałam i wybierałam jakąś winnice lecz nie wpadł mi w ręce jakiś dobry rocznik,moje stopy prosiły o to by pozbyć się szpilek .
W bólu wybrałam pierwsze lepsze wino i podeszłam do kasy .
-Zapakować jakąś ? - zapytała kasjerka .
-Tak proszę- znów się zamysliłam .
-Bardzo dobry wybór,napewno nie pożałuje pani - ukazała mi lekki pół uśmiech i podała torebeczkę .
-Dziękuje-położyłam pieniądze na ladzie i wyszłam .
Nie mogłam wytrzymać dłużej tych szpilek i zdjęłam je z nóg .
Odczułam że jest mi lepiej bez tych cerygieli ..
Za dużo myślę trzeba się w końcu zrelaksować.-pomyślałam .
***
Po dziesięciu minutach znajdowałam się pod bramką Jack`a .
Dzwoniłam do dzwonka jak opętana,to jest drażniące .
Z daleka ujrzałam jakąś postać która zbliża się do mnie,uśmiechnęłam się .
-Witam - ucałował mnie w policzek i złapał za biodra.
-Cześć . -podałam mu opakowanie z winem i poszłam przed siebie .
-Pięknie wyglądasz - szepnął .
-Dziękuje,ty również- zalałam się rumieńcem .
Jego dom nie był duży,ale za to przytulny .
Nie był wypełniony pustką,jak reszta,miał w sobie to coś .
-A o to moje skromne cztery ściany .- zachichotał .
-Nie przesadzaj,jest tu tak `rodzinnie` haha .
-Wiem o tym doskonale . - upewnił mnie .
Otarłam się o niego ramieniem i rzuciłam w jego stronę przejrzystym uśmiechem .
Na prawdę dobrze czułam się w jego towarzystwie,dodaje mi otuchy jak nikt inny .
Przy nim jestem sobą,nie muszę udawać .
-Chcesz się czegoś napić ? -zaproponował
-Wino?-lekko się uśmiechnęłam .
-Dobrze,rozgość się a ja zaraz przyjdę .
JUSTIN :
Nie zdaję mi się żebym stąd szybko wyszedł,
Miley chyba zapomniała że tu jestem i czekam.
Siedziałem na tej cholernie chłodnej ławce która była przybita do ściany i rozmyślałem o tym jak się stąd wyrwać. Ta atmosfera mnie przerasta,od paru godzin nie myślę o niczym co mogło by mi pomóc ..
Nagle do krat podeszła oziębła policjantka i uderzyła karabinem o kraty .
-Ktoś do Ciebie Bieber,ruszaj się .- krzyknęła
Otarłem twarz i poszedłem w jej stronę,chociaż nie miałem tej pierdolonej ochoty .
Wszystko mnie brzydziło a szczególnie widok tej "kobiety" co obchodzi się ze mną jak z szmatą.
Jestem Justin Bieber kurwa nie pozwolę sobie na takie traktowanie ..
-Bierz i rozmawiaj-warknęła
-mhm-przytaknąłem i wziąłem słuchawkę w rękę .
-słucham .
-dzień dobry ,z tej strony ojciec Miley . Jak się trzymasz?
-Skąd wiesz gdzie ja jestem,i po co te kretyńskie pytanie ? -syknąłem przez zaciśnięte zęby .
-Spokojnie synu,mam dla Ciebie propozycję , - zaśmiał się .
-haha,no dobre dobre mów- parchnąłem śmiechem i wysłuchałem jego słów.
-Słuchaj,wiem że chcesz wyjść . - w tej samej chwili sięgnąłem do kieszeni po papierosa po czym odpaliłem go i każdy buch który łapałem do ust wciągałem w płuca .
-No i co tyle ? -chrząknąłem .
-daj mi dokończyć,mogę ci pomóc tylko musisz się zgodzić .
-W jaki sposób ? - cała rozmowa zaczynała mnie już powoli przerażać .. Co on kombinuje ?
-Jutro przyjadę do Ciebie i porozmawiamy,tego nie da się omówić przez telefon . Chciałem cię tylko poinformować .- powiedział cwaniacko .
-Jasne,coś kombinujesz wiem o tym. Czekam aż miley przyjdzie o coś zrobi .
-Miley ? Nie łudź się,ona nie przyjdzie . Ma ważniejsze rzeczy na głowie niż zajmowanie się takim śmieciem jak ty, Tyler się nią dobrze zajmie .
-Co ty pieprzysz za głupoty ? Jesteś chory człowieku to się leczy .
-Co ja ci będę mówił,i tak nie uwierzysz . Byłeś jej zabawką,już cię niepotrzebuje . - zadrwił ze mnie i rozłączył się .
Rzuciłem słuchawką w ścianę,i w głos krzyczałem przekleństwami .
Przecież to nie prawda ! Ona mnie kocha i chcę mieć ze mną ślub,dzieci ...
-Bieber nie awanturuj się tylko zapieprzaj do swojej nory . - powiedziała szarpiąc mnie mocno za ramię .
-Weź mnie nie dotykaj ! - odsunąłem się od tej baby i poszedłem do celi .
A jeśli to prawda ? Świat mi się chyba załamie ....
MILEY :
-To jest urocze,haha- pokazałam na zdjęcie które mi pokazywał .
-Taki mały "pulpecik"ze mnie był .- Jack objął mnie ramieniem .
-Nie wierzę,że poznałam tak miłego chłopaka który znosi mój humor - zarzuciłam uśmiechem obracając dookoła dłoni kielich .
-To ja nie wierzę że poznałem taką cudowną kobietę- pocałował mnie w dłoń i spojrzał w oczy .
Co ja robię ?! Flirtuje z chłopakiem,a Justin czeka aż mu pomogę . Nie jestem uczciwa w stosunku do niego
Zaczęło robić się coraz bardziej gorąco chłopak najpierw odłożył zdjęcia na stół a potem zbliżył swoje dłonie do mojego karku i delikatnie muskał go koniuszkami palców co sprawiło mi przyjemność .
Zachowuje się jakbym była niewierna,nie mogę tak ..
-Masz piękne ciało,cała jesteś piękna -szepnął mi do ucha .
Siedziałam oniemiała przez kilka kolejnych sekund, nie mogąc wyjść z szoku. Do żywych sprowadził mnie dźwięk tłuczonego szkła kieliszka, upadających na podłogę.
-Przepraszam- szepnęłam zsuwając się na podłogę by pozbierać szkło .
Chłopak chwycił mnie za ramię i podniósł do góry .-nic się nie stało,zostaw .
zaśmiałam się pod nosem a Jack korzystając z okazji wpił mi w usta,jego język pieścił moje podniebienie . Naprawdę potrafił czynić cuda tym swoim językiem. Myślałam, że za chwilę zwariuję. Robił to tak zajebiście że się rozpływałam.
- Chodź - mruknął mi w szyję. - Pójdziemy do pokoju
Poszłam za nim, nie sprzeciwiając się. Chłopak ciągle trzymał mnie za rękę, a ja nie chciałam żeby ją puścił. Po chwili weszliśmy do pokoju .Jack zamknął drzwi na klucz i popchnął mnie na łóżko. Po chwili sam się na nim położył.
- pięknie wyglądasz w tej sukience - wymruczał pomiędzy pocałunkami. - Ale na pewno lepiej bez.
Zaśmiałam się. Chłopak szybko ściągnął ją ze mnie, a ja zostałam w samych stringach.
- Podoba mi się - uśmiechnął się do mnie i zaczął swoim językiem pieścić moje piersi. Myślałam, że za chwilę umrę z tej rozkoszy. Ssał moje sutki jak najsłodsze cukierki. A ja jęczałam, czując się jakbym była w niebie...
RANO
Obudziłam się wtulona w tors Jack'a przez co zerwałam się z łóżka jak oszalała .
Byłam całkiem naga,jedynie skrawek kołdry zasłaniał moje kobiecości .
DOPIERO TERAZ DO MOJEJ GŁOWY DOTARŁO TO ŻE ZDRADZIŁAM JUSTIN`A ..
Podniosłam telefon który leżał na mojej sukience i ujrzałam że mam 17 nieodebranych połączeń od Tyler`a . Szlak ! Muszę się ubierać !
-Gdzie idziesz ?-złapał mnie za biodro .
-Do domu,to wszystko za daleko zaszło.. zdradziłam Justin`a . Nie dzwoń i nie pisz .. -szepnęłam wkładając na swoje ciało sukienkę .
-Ale obydwoje tego chcieliśmy,więc ?
-Obróciłam oczami i pokazałam palcem na wino -Alkohol za mnie zdecydował,to nie byłam ja.Cześć.-zabrałam płaszcz z wieszaka i wybiegłam ..
CO JA NAJLEPSZEGO ZROBIŁAM-KRZYKNĘŁAM W DUCHU I ROZPŁAKAŁAM SIĘ ...
sobota, 24 sierpnia 2013
Rozdział 21
To był najgorszy dzień w moim życiu,wszystko przeleciało mi przed oczami..
Co dalej będzie ? Co zrobię? Jak z tego wybrnę ? Nie wiem..
***
Ciągle los dawał nam nowe przeszkody,nie było dnia spokoju wszystko się piętnowało. Dlaczego ?Pytam się co ja takiego zrobiłam by ciągle cierpieć ? By nieustannie były problemy ..
Siedziałam oparta o chłodną,metaliczną posadzkę tuż obok drzwi cała zalana łzami.
Byłam cholernie wściekła na siebie za to,że pozwoliłam im tak po prostu go zabrać, nie zrobiłam nic w tym kierunku by zatrzymać go u swojego boku.
Gorycz wypełniła całe moje serce,myślałam że od tej pory jestem nieugięta,że zaczynamy wszystko od początku. Domyślałam się iż nie początki nie będą łatwe,ale miałam glęboką nadzieję że wyjdziemy na prostą,i będziemy mieli możliwość życia każdą chwilą razem,to było taka piękna perspektywa na nowy rozdział w życiu które jak do tej pory nie wiodło się idealnie lecz niestety nie realna..
Stukałam nerwowo paznokciami o ekran telefonu,rozmyślając o tym co jestem w stanie zrobić .
Przywodziły się do mojej głowy przeróżne pomysły i plany,nie umiałam wybrać jednego bo każdy był dla mnie warty zachodu, ale nie miałam wystarczająco czasu na zrealizowanie ich .
Po krótkim czasie torturowania swojego umysłu wpadłam na pewien pomysł,mianowicie pierwszy raz od jakiegoś czasu zwrócę się z prośbą do ojca. Tak iż muszę zrobić,nic innego mi nie pozostało jak poproszenie go o wyciągnięcie Justina zza kratek .
On miał w tym całym prawie wtyki,więc dla niego nie będzie większego problemu,lecz może stać się tak że być może odmówi mi przysługi,oby nie bo jest on jedyną nadzieją ..
Podniosłam się z zimnej podłogi i skierowałam w stronę kuchennego stołu, a gdy znalazłam się przy drewnianym blacie wyciągnęłam z torebki książeczkę z kontaktami . Kartkowałam każdą stronicę nachłannie szukając numeru taty,ręcę całe mi drżały co utrudniało sprawę .
Po piętnastu minutach przeszukiwania notatniczka,dotarłam do numeru ojca .Złapałam szybko za telefon i wybrałam cyferki,gdy miałam zamiar kliknąć na zieloną słuchawkę i rozpocząć połączenie nagle do domu wpadł Tyler,cały rozwścieczony aż bałam się pytać ..
-Co się stało ?-zapytałam spokojnie .
Przez moment Tyler kręcił się dookoła mieszkania i wyrzucił z siebie . - dopadnę drania - krzyknął .
podeszłam bliżej i objęłam ramieniem . -Tyler,spokojnie mów co się stało,coś z Kelsey ?-spojrzałam mu w oczy,dostrzegłam w nich żal i ból,musiałam go nacisnąć by zaczął mówić ..
-Tak,o nią chodzi.. umarła,rozumiesz,umarła ! Jej już niema,planowaliśmy ślub,dzieci...wszystko przepadło.- uniósł głos przez łzy .
Znów grunt usunął mi się spod stóp,los po raz kolejny wystawił mnie na próbę .
-Ale jak to ? co się stało ?- kolejne łzy spłynęły po moich policzkach .
-Nie wiem,nie wiem nic . Moje życie straciło sens nikomu nie jestem potrzebny -spuścił głowę w dół i otarł twarz.
-Jesteś ! Mi i Justinowi,mimo tych złych słów które powiedziałeś na mnie. Uwierz mi .-potrząsnęłam nim delikatnie .
-A gdzie Justin ?
-Justin...Justina przed chwilą zabrała policja..
-za co ?! Nie..nie wierzę,najpierw Kelsey *jego głos się zachwiał* a teraz mój przyjaciel ..
-Zabił go,zabił Liama..-wyszemrałam .
Czułam się niekomfortowo okłamując go w żywe oczy,ale bałam się jego reakcji jeśli powiem że to ja ..'
-Co ! nie wierzę,powiedz że to żarty - syknął przez zaciśnięte zęby .
-Nie kłamię,po co miałabym to robić ?
-W sumie masz rację,co robimy ?
-Dzwonię do ojca by mi pomógł,to będzię najlepsze wyjście..
Obydwoje podjęliśmy walkę o Justina, nie pozwolę na to by stracić go poraz kolejny.
Wzięlam w swoje dłonie telefon i znów wykręciłam numer do ojca,tak bardzo nie chciałam tego robić,nie chciałam słyszeć jego głosu lecz jeśli to jest w stanie uratować Justina zrobię dla niego wszystko ..
W słuchawce było słychać wolny sygnał,co sprawiało że na moim ciele pojawiałą się gęsia skórka.
Czułam jak po moim ciele spływają zimne poty a ręcę się pociły co sprawiało że telefon wyślizgiwał mi się z rąk,nigdy w życiu nie bałam się tak rozmowy ...
-Halo? - usłyszałam poważny głos,aż ścisnęło mi krtań .
-Cześć ..- szepnęłam skruszonym głosem .
-Kto mówi ? -znów poczułam to nie miłe uczucie,jakby przeszłość się cofnęła,ale mimo tego nie wycofałam się ..
-To ja Miley,tato..
-o cześć Miley ! Dlaczego tak długo się nie odzywałaś ?
-Wiesz płyta i inne załatwienia ..mam do Ciebie prośbę..-zacisnęłam pięść i w duchu modliłam się by mój plan wypalił .
-w każdej chwili,mów . - jego głos zmilał .
-Potrzebuję adwokata lub prawnika .
-W jakiej sprawie?
-Tato to nie rozmowa na telefon, spotkajmy się jutro .- powiedziałam pełna niechęci .
-Jasne bądź u mnie,o której chcesz .
-To cześć . -rozłączyłam się i rzuciłam telefonem.
Szlak ! myślałam że się zmienił,a tu znów oziębły typ. Znając życie bedzie chciał czegoś w zamian .. Boże nienawidzę go z całej piersi !
***
-I jak ?- zapytał poddenerwowany Tyler .
-Dobrze,pojedziesz jutro ze mną do niego ? Nie chcę by zrobił mi krzywdę ..
-Pewnie,ty jeszcze pytasz ? a co teraz ?
-Pojedźmy do Justina ..-zaproponowałam .
-To chodź .
Złapałam za kurtkę i wybiegłam z domu, trochę cieszył mnie ten fakt że ojciec mi pomoże i na dodatek zobaczę Justina..
*Po dwudziestu minutach znaleźliśmy się pod wejściem na posterunek,krew w żyłach zaczęła mi się gotować na sam widok tych parszywych policjantów,nie miałam najmniejszej ochoty tam wejść .
Spojrzałam na Tyler'a i wzięłam głęboki oddech po czym ruszyliśmy do środka.
W środku panował nie specyficzny zapach,jakby narkotyki. Nie chcę myśleć co oni tutaj robią z nimi ...
- A wy gdzie się wybieracie? -zarzuciła wysokim tonem policjantka .
-do Biebera a co - syknął Tyler .
Jej twarz źle na mnie działa,od razu nie spodobala mi się jej postawa,wredna SUKA .
-Jedna osoba- powiedziała .
-Miley idź ty.- popchnął mnie Tyler .
Bez mojego zdania ta niechlujna policjantka przytrzymała mnie za bark i popchnęła do środka .
Było tam obrzydliwie,same kraty wywarły na mnie złe wrażenie. Nie mogłam znieść tego widoku.
Zsunęłam z ramion płaszcz i weszłam do celi.-Macie 10 minut-oznajmiła podwyższonym głosem i odeszła.
Podbiegłam do Justina i mocno się do niego przytuliłam,wpajając jego zapach .
Jego dłonie były wszędzie,zaczął pieścić moją szyję językiem a ja nie mogłam opanować rozkoszy .
Tak się cieszyłam że poczułam jego bliskość..
-Justin, kochanie,jak dobrze że cię widzę - mruknęłam całując jego malinowe usta .
-Miley cieszę się że tu jesteś,najdroższa.-objął mnie mocno dookoła bioder .
Nagle gdy Brunet przekręcił głowę w bok,ujrzałam na jego lewym policzku dużego siniaka ..
-Co to jest ?-wskazałam na policzek chłopaka.
-Drobna kłotnia.- zaśmiał się irytująco .
-Ona ci to zrobiła ? - szepnęłam .
-Cicho,nie mów tak głośno . Ona .
-pieprzona Suka niech ją dorwę to wszystkie włosy jej z głosy powyrywam -wydarłam się .
Bieber objął mnie jeszcze mocniej i szeptał czułe słówka do ucha,co mnie uspokoiło .
Jedną dłonią ocierał mój policzek a drugą trzymał za pośladek.
-Justin,jutro idę do ojca i pomoże ci
-Co ?! Nie chcę od niego pomocy.
-Ale to jedyny sposób,on ci pomoże błagam Justin .- wysapałam smutna .
Uniósł mój podbródek do góry i złożył na ustach namiętny pocałunek .-Jeśli uważasz to za słuszne - .
-Poza tym dlaczego to zrobiłeś,dlaczego wzięłeś to na siebie ?
-Widzisz jak tu się odnoszą do ludzi,nie chciałem tego samego dla Ciebie ..
Westchnęłam i wtuliłam się w jego ramiona.
-Tyler ze mną jest .- skinęłam głową .
-I co z kelsey ?
-Umarła wczoraj ...-łza goryczy spłynęła po moim zaczerwienionym policzku .
Chłopak wyrwał się z mojego uścisku i oparł o ścianę waląc natarczywie pięścią o mur.
-Justin,tym nie zwrócisz jej życia .- położyłam dłoń na jego karku i delikatnie głaskałam go .
Zobaczyłam że idzie ta wredna baba więc postanowiłam się szybko pożegnać z Justinem .
Owinęłam ręcę dookoła jego szyi -Justin,pamiętaj za pare dni wyciągnę cię stąd i wyjedziemy gdzieś,nie będziemy tu żyli bo to otoczenie źle na nas wpływa . Kocham Cię najbardziej na świecie -zatraciliśmy się w pocałunku .
Policjantka pociągnęła mnie za ręke i wyprowadziła od Justina .
-Puść mnie bo nie ręczę za siebie -warknęłam .
-haha jaka ty jesteś zabawna,wyjdzcie - wykrzywiła się
Ta baba działała mi na nerwy,myślałam że ją rozniosę ..
Tyler nie pytając jak było ścisnął mnie mocno i pocałował we włosy -Będzie dobrze- a z moich oczu wyciekła bezbarwna substancja .
Szliśmy z Tylerem objęci ramionami,nie mogłam zapanować nad tym co mówię .
-Tak bardzo go kocham,a nie mogę nic zrobić.-kopnęłam kamyk który leżał beztrosko na chodniku .
- Lada dzień i będziecie mieli spokój . -uśmiechnął się .
-Mam nadzieję...słuchaj,pojedziemy do mojego ojca? -zapytałam z uśmiechem .
-Po co dzisiaj ?
-Im szybciej to załatwię tym lepiej .-zarzuciłam zadziorną minę .
-Skoro tak to wsiadaj .
MUSIMY TO ZROBIĆ .
***
ROBIĘ PRZERWĘ NA OKRES 7 DNI PONIEWAŻ WTEDY BĘDĘ MIAŁA STAŁY DOSTĘP DO INTERNETU,I Z PEWNOŚCIĄ BĘDZIE MI SIĘ LEPIEJ PISAĆ :))
JAK MYŚLICIE,JAK TO POTOCZY SIĘ DALEJ ?
Co dalej będzie ? Co zrobię? Jak z tego wybrnę ? Nie wiem..
***
Ciągle los dawał nam nowe przeszkody,nie było dnia spokoju wszystko się piętnowało. Dlaczego ?Pytam się co ja takiego zrobiłam by ciągle cierpieć ? By nieustannie były problemy ..
Siedziałam oparta o chłodną,metaliczną posadzkę tuż obok drzwi cała zalana łzami.
Byłam cholernie wściekła na siebie za to,że pozwoliłam im tak po prostu go zabrać, nie zrobiłam nic w tym kierunku by zatrzymać go u swojego boku.
Gorycz wypełniła całe moje serce,myślałam że od tej pory jestem nieugięta,że zaczynamy wszystko od początku. Domyślałam się iż nie początki nie będą łatwe,ale miałam glęboką nadzieję że wyjdziemy na prostą,i będziemy mieli możliwość życia każdą chwilą razem,to było taka piękna perspektywa na nowy rozdział w życiu które jak do tej pory nie wiodło się idealnie lecz niestety nie realna..
Stukałam nerwowo paznokciami o ekran telefonu,rozmyślając o tym co jestem w stanie zrobić .
Przywodziły się do mojej głowy przeróżne pomysły i plany,nie umiałam wybrać jednego bo każdy był dla mnie warty zachodu, ale nie miałam wystarczająco czasu na zrealizowanie ich .
Po krótkim czasie torturowania swojego umysłu wpadłam na pewien pomysł,mianowicie pierwszy raz od jakiegoś czasu zwrócę się z prośbą do ojca. Tak iż muszę zrobić,nic innego mi nie pozostało jak poproszenie go o wyciągnięcie Justina zza kratek .
On miał w tym całym prawie wtyki,więc dla niego nie będzie większego problemu,lecz może stać się tak że być może odmówi mi przysługi,oby nie bo jest on jedyną nadzieją ..
Podniosłam się z zimnej podłogi i skierowałam w stronę kuchennego stołu, a gdy znalazłam się przy drewnianym blacie wyciągnęłam z torebki książeczkę z kontaktami . Kartkowałam każdą stronicę nachłannie szukając numeru taty,ręcę całe mi drżały co utrudniało sprawę .
Po piętnastu minutach przeszukiwania notatniczka,dotarłam do numeru ojca .Złapałam szybko za telefon i wybrałam cyferki,gdy miałam zamiar kliknąć na zieloną słuchawkę i rozpocząć połączenie nagle do domu wpadł Tyler,cały rozwścieczony aż bałam się pytać ..
-Co się stało ?-zapytałam spokojnie .
Przez moment Tyler kręcił się dookoła mieszkania i wyrzucił z siebie . - dopadnę drania - krzyknął .
podeszłam bliżej i objęłam ramieniem . -Tyler,spokojnie mów co się stało,coś z Kelsey ?-spojrzałam mu w oczy,dostrzegłam w nich żal i ból,musiałam go nacisnąć by zaczął mówić ..
-Tak,o nią chodzi.. umarła,rozumiesz,umarła ! Jej już niema,planowaliśmy ślub,dzieci...wszystko przepadło.- uniósł głos przez łzy .
Znów grunt usunął mi się spod stóp,los po raz kolejny wystawił mnie na próbę .
-Ale jak to ? co się stało ?- kolejne łzy spłynęły po moich policzkach .
-Nie wiem,nie wiem nic . Moje życie straciło sens nikomu nie jestem potrzebny -spuścił głowę w dół i otarł twarz.
-Jesteś ! Mi i Justinowi,mimo tych złych słów które powiedziałeś na mnie. Uwierz mi .-potrząsnęłam nim delikatnie .
-A gdzie Justin ?
-Justin...Justina przed chwilą zabrała policja..
-za co ?! Nie..nie wierzę,najpierw Kelsey *jego głos się zachwiał* a teraz mój przyjaciel ..
-Zabił go,zabił Liama..-wyszemrałam .
Czułam się niekomfortowo okłamując go w żywe oczy,ale bałam się jego reakcji jeśli powiem że to ja ..'
-Co ! nie wierzę,powiedz że to żarty - syknął przez zaciśnięte zęby .
-Nie kłamię,po co miałabym to robić ?
-W sumie masz rację,co robimy ?
-Dzwonię do ojca by mi pomógł,to będzię najlepsze wyjście..
Obydwoje podjęliśmy walkę o Justina, nie pozwolę na to by stracić go poraz kolejny.
Wzięlam w swoje dłonie telefon i znów wykręciłam numer do ojca,tak bardzo nie chciałam tego robić,nie chciałam słyszeć jego głosu lecz jeśli to jest w stanie uratować Justina zrobię dla niego wszystko ..
W słuchawce było słychać wolny sygnał,co sprawiało że na moim ciele pojawiałą się gęsia skórka.
Czułam jak po moim ciele spływają zimne poty a ręcę się pociły co sprawiało że telefon wyślizgiwał mi się z rąk,nigdy w życiu nie bałam się tak rozmowy ...
-Halo? - usłyszałam poważny głos,aż ścisnęło mi krtań .
-Cześć ..- szepnęłam skruszonym głosem .
-Kto mówi ? -znów poczułam to nie miłe uczucie,jakby przeszłość się cofnęła,ale mimo tego nie wycofałam się ..
-To ja Miley,tato..
-o cześć Miley ! Dlaczego tak długo się nie odzywałaś ?
-Wiesz płyta i inne załatwienia ..mam do Ciebie prośbę..-zacisnęłam pięść i w duchu modliłam się by mój plan wypalił .
-w każdej chwili,mów . - jego głos zmilał .
-Potrzebuję adwokata lub prawnika .
-W jakiej sprawie?
-Tato to nie rozmowa na telefon, spotkajmy się jutro .- powiedziałam pełna niechęci .
-Jasne bądź u mnie,o której chcesz .
-To cześć . -rozłączyłam się i rzuciłam telefonem.
Szlak ! myślałam że się zmienił,a tu znów oziębły typ. Znając życie bedzie chciał czegoś w zamian .. Boże nienawidzę go z całej piersi !
***
-I jak ?- zapytał poddenerwowany Tyler .
-Dobrze,pojedziesz jutro ze mną do niego ? Nie chcę by zrobił mi krzywdę ..
-Pewnie,ty jeszcze pytasz ? a co teraz ?
-Pojedźmy do Justina ..-zaproponowałam .
-To chodź .
Złapałam za kurtkę i wybiegłam z domu, trochę cieszył mnie ten fakt że ojciec mi pomoże i na dodatek zobaczę Justina..
*Po dwudziestu minutach znaleźliśmy się pod wejściem na posterunek,krew w żyłach zaczęła mi się gotować na sam widok tych parszywych policjantów,nie miałam najmniejszej ochoty tam wejść .
Spojrzałam na Tyler'a i wzięłam głęboki oddech po czym ruszyliśmy do środka.
W środku panował nie specyficzny zapach,jakby narkotyki. Nie chcę myśleć co oni tutaj robią z nimi ...
- A wy gdzie się wybieracie? -zarzuciła wysokim tonem policjantka .
-do Biebera a co - syknął Tyler .
Jej twarz źle na mnie działa,od razu nie spodobala mi się jej postawa,wredna SUKA .
-Jedna osoba- powiedziała .
-Miley idź ty.- popchnął mnie Tyler .
Bez mojego zdania ta niechlujna policjantka przytrzymała mnie za bark i popchnęła do środka .
Było tam obrzydliwie,same kraty wywarły na mnie złe wrażenie. Nie mogłam znieść tego widoku.
Zsunęłam z ramion płaszcz i weszłam do celi.-Macie 10 minut-oznajmiła podwyższonym głosem i odeszła.
Podbiegłam do Justina i mocno się do niego przytuliłam,wpajając jego zapach .
Jego dłonie były wszędzie,zaczął pieścić moją szyję językiem a ja nie mogłam opanować rozkoszy .
Tak się cieszyłam że poczułam jego bliskość..
-Justin, kochanie,jak dobrze że cię widzę - mruknęłam całując jego malinowe usta .
-Miley cieszę się że tu jesteś,najdroższa.-objął mnie mocno dookoła bioder .
Nagle gdy Brunet przekręcił głowę w bok,ujrzałam na jego lewym policzku dużego siniaka ..
-Co to jest ?-wskazałam na policzek chłopaka.
-Drobna kłotnia.- zaśmiał się irytująco .
-Ona ci to zrobiła ? - szepnęłam .
-Cicho,nie mów tak głośno . Ona .
-pieprzona Suka niech ją dorwę to wszystkie włosy jej z głosy powyrywam -wydarłam się .
Bieber objął mnie jeszcze mocniej i szeptał czułe słówka do ucha,co mnie uspokoiło .
Jedną dłonią ocierał mój policzek a drugą trzymał za pośladek.
-Justin,jutro idę do ojca i pomoże ci
-Co ?! Nie chcę od niego pomocy.
-Ale to jedyny sposób,on ci pomoże błagam Justin .- wysapałam smutna .
Uniósł mój podbródek do góry i złożył na ustach namiętny pocałunek .-Jeśli uważasz to za słuszne - .
-Poza tym dlaczego to zrobiłeś,dlaczego wzięłeś to na siebie ?
-Widzisz jak tu się odnoszą do ludzi,nie chciałem tego samego dla Ciebie ..
Westchnęłam i wtuliłam się w jego ramiona.
-Tyler ze mną jest .- skinęłam głową .
-I co z kelsey ?
-Umarła wczoraj ...-łza goryczy spłynęła po moim zaczerwienionym policzku .
Chłopak wyrwał się z mojego uścisku i oparł o ścianę waląc natarczywie pięścią o mur.
-Justin,tym nie zwrócisz jej życia .- położyłam dłoń na jego karku i delikatnie głaskałam go .
Zobaczyłam że idzie ta wredna baba więc postanowiłam się szybko pożegnać z Justinem .
Owinęłam ręcę dookoła jego szyi -Justin,pamiętaj za pare dni wyciągnę cię stąd i wyjedziemy gdzieś,nie będziemy tu żyli bo to otoczenie źle na nas wpływa . Kocham Cię najbardziej na świecie -zatraciliśmy się w pocałunku .
Policjantka pociągnęła mnie za ręke i wyprowadziła od Justina .
-Puść mnie bo nie ręczę za siebie -warknęłam .
-haha jaka ty jesteś zabawna,wyjdzcie - wykrzywiła się
Ta baba działała mi na nerwy,myślałam że ją rozniosę ..
Tyler nie pytając jak było ścisnął mnie mocno i pocałował we włosy -Będzie dobrze- a z moich oczu wyciekła bezbarwna substancja .
Szliśmy z Tylerem objęci ramionami,nie mogłam zapanować nad tym co mówię .
-Tak bardzo go kocham,a nie mogę nic zrobić.-kopnęłam kamyk który leżał beztrosko na chodniku .
- Lada dzień i będziecie mieli spokój . -uśmiechnął się .
-Mam nadzieję...słuchaj,pojedziemy do mojego ojca? -zapytałam z uśmiechem .
-Po co dzisiaj ?
-Im szybciej to załatwię tym lepiej .-zarzuciłam zadziorną minę .
-Skoro tak to wsiadaj .
MUSIMY TO ZROBIĆ .
***
ROBIĘ PRZERWĘ NA OKRES 7 DNI PONIEWAŻ WTEDY BĘDĘ MIAŁA STAŁY DOSTĘP DO INTERNETU,I Z PEWNOŚCIĄ BĘDZIE MI SIĘ LEPIEJ PISAĆ :))
JAK MYŚLICIE,JAK TO POTOCZY SIĘ DALEJ ?
czwartek, 22 sierpnia 2013
Rozdział 20 -czy to wszystko było kłamstwem?
MILEY
Złapałam głęboki oddech i odstawiłam na stół kieliszek który trzymałam w telepiącej się dłoni .
Wyciągnęłam z kieszeni zawinięty banknot i położyłam go na blacie obok pół pełnej karawki z wisky .
Nie wiem dlaczego,ale sądzę że Justin cały czas mnie okłamywał,te nocne wyjścia bez słowa,dziwne telefony.. jasne że mu ufałam,mogę nawet stwierdzić iż bezgranicznie,ale muszę się przełamać i szczerze o tym z nim porozmawiać bo nigdy nie da mi to spokoju...
odsunęłam się od baru i pokierowałam w stronę wyjścia .
W między czasie wstukiwałam w telefon numer który zostawił mi Jack zapisany na kartce, moje dłonie zaczęły się pocić i telepać .
Poczułam jak przez moje żyły przepływa strach,nie mogłam go opanować ..
Szłam przez wązki,niekończący się korytarz rozmyślając o tym czego się dowiedziałam,może Jack miał rację ? a może on ma coś z tym wspólnego? Tego muszę się dowiedzieć...
-Tak?-zapytał Jack .
-To ja Miley,zostawiłeś mi swój numer w klubie..-szepnęłam zdruzgotana .
-Coś się stało?
-Tak i chciałabym z tobą jak najszybciej o tym porozmawiać,dzisiaj ..
-Nie ma problemu, spotkajmy się na Green Street koło starego teatru za 20 MINUT.
-Dobrze,do zobaczenia. - nagle zobaczyłam jak sprzed nosa ucieka mi ostatni autobus. Zaczęłam biec,tak szybko ile tchu miałam w płucach .
po chwili kierowca zatrzymał się przed przystankiem widząc mnie pędzącą w stronę autobusu,ulżyło mi i spokojnie zatrzymałam tempo,Myślałam że zaraz wypluje płuca z braku powietrza..
-Dziękuje panu bardzo-wysapałam .
On na to się uśmiechnął i wskazał dłonią na wolne miejsce,dziwne że o tej porze tylu ludzi jeszcze było w trasie do domu..
JUSTIN
-Kurwa,gdzie się podziewa ta Miley ? Dzwonię,i dzwonię a ona nie odbiera..zaczynam się martwić.-pomyślałem .
Siedziałem w salonie przed wielkim ekranem telewizora oglądając jakąś pojebaną komedię romatyczną .
W moim towarzystwie nie mogło zabraknąć również alkoholu,jedyny przyjaciel który zawsze i o każdej porze dotrzymywał mi towarzystwa.
Zaczynam zapijać się tym gównem,i nie mogę przestać a nikt nawet nie wie jak bardzo bym chciał to zrobić,chociażby dla Miley bo widzę że cierpi na moim zachowaniu.
Chyba powinienem się zmienić,powinienem mysleć nad tym co robię bo ranię najważniejszych mi ludzi,kurwa co ze mną jest nie tak ? Dlaczego jestem taki a nie inny?
Myśli mnie przerastają ....
MILEY
Po 20 minutach dojechałam już pod sam teatr,stałam i telepałam się z zimna .
Ta bezgraniczna cisza i pustka coraz bardziej mnie przerażała,miałam chęć stamtąd ucieć ..
W głowie miałam tysiące myśli, w szczególności myślałam o tym co robi Justin,czy jest w domu .
Czułam jak moje stopy powoli przymarzają,chłodne powietrze napływało w moje nozdrza,nietypowe poczucie..
Usłyszałam jak ktoś stawia kroki,jak liście które leżały na ziemi zaczynają się kruszyć .Odczułam ulgę.
-Witam cię ponownie-ucałował mnie w przymarźnięty policzek .
-Cześćć..-wyszemrałam zgrzytając zębami z zimna .
-Coś ci jest ? -zapytał .
-Ziimmnnoo mmii..-chłód coraz bardziej narastał .
-Więc w takim razie przejdźmy do rzeczy .
-O co chodziło z tym "miłość nie przetrwa wszystkiego "?
-Po prostu jeśli męczysz się w związku,jeżeli ta osoba napastuje cię w jakiś sposób to nawet miłość nie jest w stanie tego przetrwać . -powiedział poważnym tonem,co mi się spodobało .
-To chyba w sumie tyle,bardzo miło się z tobą rozmawia ale jest mi tak zimno że nie wytrzymam .. - zarzuciłam .
Chłopak objął mnie swoim ciepły ramieniem,co wprawiło mnie w błogi nastrój .
-Choć nie będziesz włóczyła się sama o tej godzinie autobusem sama. -szepnął zdecydowanie .
Jego podejście do różnych spraw,coraz bardziej zaczęło mi się podobać . Zdawał się mieć w sobie pewną intrygę,którą kryje i czeka na odpowiedni moment na zdradzenie jej .Naprawdę,pociągało mnie to ..
Po około dwudziestu minutach byłam już pod blokiem w którym tymczasowo pomieszkiwałam,moje nogi w pewnym stopniu odmarzły i były gotowe na stawianie kroków .
Wchodziłam powolnie i spokojnie po stromych schodach,raczej nie odczuwałam pośpiechu ..
Gdy czekałam na Jack'a spodziewałam się jakiejś informacji która zwali mnie z nóg,a nic nie wywnioskowałam z tej krótkiej rozmowy,ale cieszyłam się że mogłam go zobaczyć .
Weszłam do domu jak gdyby nigdy nic i zobaczyłam płaczącego Justina .
-Coś się stało ? -mruknęłam .
Justin natychmiastowo odstawił kieliszek z tą ohydną zawartością i podbiegł do mnie mocno wtulając w swoje ciepłe ciało .
-Jak dobrze że jesteś kochanie,dzwoniłem ale nie odbierałaś.. martwiłem się - nie pozwolił mi się spokojnie rozebrać i zaczął pieścić językiem moje podniebienie .
Jeknęłam w duchu.
Niesamowicie zaskoczył mnie swoim zachowaniem,byłam szczęśliwa i odpuściłam sobie zadręczanie go bezsensownymi pytaniami ..
-Gdzie byłaś skarbie ? -musnął ustami skrawek mojej szyi .
-Daj mi się rozebrać a ci wszystko opowiem-zaśmiałam się lekko .
Justin przysiadł na kanapie i z niecierpliwością czekał aż zdejme się z siebie ubrania .
Wpatrywał się w każdy mój subtelny ruch,nie dając swoim oczom spokoju .
Lubiłam go takiego,i podobał mi się..
-Więc byłam w klubie,na drinku . Poznałam jakiegoś przemiłego chłopaka i gadałam z nim . Chyba tyle .
Justin zmarszczył brwi i spojrzał na mnie pytająco .
-Tylko rozmawiałam nie bądź zazdrosny,przecież wiesz że cię kocham - wpiłam się w jego malinowe uta a moje palce wtopiły się w jego zmiewrzawione włosy .
Chłopak gładził dłonią mój policzek a zaś drugą trzymał na moim biodrze .
Nagle ujrzałam jak na jego twarzy pojawia się ten uśmiech którego tak dawno szukałam,moje oczy nie mogły się nacieszyć tym widokiem ..
Mimo wszystko porozmawiam z Justinem o tym wszystkim,tylko wtedy kiedy będzie odpowiedni moment,jak narazie nie chcę psuć chwili ..
Obudziłam się na kanapie,wraz z Justinem .
Byłam wtulona w jego nagi tors,chcę budzić się tak każdego dnia ..
Rozciągnęłam się i poszłam zrobić na pobudzenie mocną kawę,zapowiada się ciężki dzień.
Cieszyłam się że jak narazie wszystko jest w porządku,że wczoraj nie wybuchła jakaś kłótnia o ten klub,bo justin to straszny zazdrośnik ..
Złapałam za kubek zalany po brzegi kawą i ostrożnie przeniosłam go na stół .
Siadłam na brzegu łóżka,i włączyłam jakiś program .
-Dzień dobry śliczna- szepnął Justin pieszcząc moją szyję .
Owinął ręcę dookoła moich bioder i nie chciał puścić .
Po chwili usłyszałam głośne walenie do drzwi .Odsunęłam delikatnie Justina i pokierowałam się w stronę drzwi .
Otworzyłam a moim oczom ukazało się 3 policjantów,może pomylili adresy albo drzwi ..
-Dzień dobry,w czym mogę pomóc ?- syknelam z usmiechem na twarzy .
-Czy zamieeszkuje tu Justin Bieber ? -powiedział złowrogim głosem .
-Tak..a co się stało ?
Mężczyzna przepchnął mnie ramieniem,i wszedł nachalnie do domu .
Dwóch mężczyzn skuło Justina w kajdanki a 3 krzyknął " Jest pan posądzony o zabójstwo "
W moich oczach zaczął płonąć żar, zaczęłam zatrzymywać mężczyzn ale nieudolnie mi to wychodziło..
-Proszę go zostawić ! On nic nie zrobił,zostawcie go !- krzyknęłam przez łzy .
Justin odwrócił wzrok w moją stronę i uśmiechnął się .
Chciałam do niego podbiec ale mężczyzna trzymał mnie mocno za dłonie .
-Puść mnie dupku,bo ci zaraz krzywdę zrobię . - wrzasnęłam poraz kolejny .
Popchnął mnie na ziemie i wyszedł zatrzaskując drzwi,zaczęłam walić pięściami o ziemie i płakać w niebo głosy,to wszystko moja wina,to przeze mnie te całe zamieszania,całe problemy.
Zrobię wszystko by go uratować !
PRZEPRASZAM ZA TO ŻE KRÓTKIE I ŹLE NAPISANE,PISAŁAM Z TELEFONU BO NARAZIE NIE MAM DOSTĘPU DO INTERNETU .
NADROBIĘ PRZYSIĘGAM,TYLKO MUSZĘ MIEĆ DOSTĘP DO KOMPUTERA BO GUBIĄ MI SIĘ SŁOWA W TELEFONIE :<
Złapałam głęboki oddech i odstawiłam na stół kieliszek który trzymałam w telepiącej się dłoni .
Wyciągnęłam z kieszeni zawinięty banknot i położyłam go na blacie obok pół pełnej karawki z wisky .
Nie wiem dlaczego,ale sądzę że Justin cały czas mnie okłamywał,te nocne wyjścia bez słowa,dziwne telefony.. jasne że mu ufałam,mogę nawet stwierdzić iż bezgranicznie,ale muszę się przełamać i szczerze o tym z nim porozmawiać bo nigdy nie da mi to spokoju...
odsunęłam się od baru i pokierowałam w stronę wyjścia .
W między czasie wstukiwałam w telefon numer który zostawił mi Jack zapisany na kartce, moje dłonie zaczęły się pocić i telepać .
Poczułam jak przez moje żyły przepływa strach,nie mogłam go opanować ..
Szłam przez wązki,niekończący się korytarz rozmyślając o tym czego się dowiedziałam,może Jack miał rację ? a może on ma coś z tym wspólnego? Tego muszę się dowiedzieć...
-Tak?-zapytał Jack .
-To ja Miley,zostawiłeś mi swój numer w klubie..-szepnęłam zdruzgotana .
-Coś się stało?
-Tak i chciałabym z tobą jak najszybciej o tym porozmawiać,dzisiaj ..
-Nie ma problemu, spotkajmy się na Green Street koło starego teatru za 20 MINUT.
-Dobrze,do zobaczenia. - nagle zobaczyłam jak sprzed nosa ucieka mi ostatni autobus. Zaczęłam biec,tak szybko ile tchu miałam w płucach .
po chwili kierowca zatrzymał się przed przystankiem widząc mnie pędzącą w stronę autobusu,ulżyło mi i spokojnie zatrzymałam tempo,Myślałam że zaraz wypluje płuca z braku powietrza..
-Dziękuje panu bardzo-wysapałam .
On na to się uśmiechnął i wskazał dłonią na wolne miejsce,dziwne że o tej porze tylu ludzi jeszcze było w trasie do domu..
JUSTIN
-Kurwa,gdzie się podziewa ta Miley ? Dzwonię,i dzwonię a ona nie odbiera..zaczynam się martwić.-pomyślałem .
Siedziałem w salonie przed wielkim ekranem telewizora oglądając jakąś pojebaną komedię romatyczną .
W moim towarzystwie nie mogło zabraknąć również alkoholu,jedyny przyjaciel który zawsze i o każdej porze dotrzymywał mi towarzystwa.
Zaczynam zapijać się tym gównem,i nie mogę przestać a nikt nawet nie wie jak bardzo bym chciał to zrobić,chociażby dla Miley bo widzę że cierpi na moim zachowaniu.
Chyba powinienem się zmienić,powinienem mysleć nad tym co robię bo ranię najważniejszych mi ludzi,kurwa co ze mną jest nie tak ? Dlaczego jestem taki a nie inny?
Myśli mnie przerastają ....
MILEY
Po 20 minutach dojechałam już pod sam teatr,stałam i telepałam się z zimna .
Ta bezgraniczna cisza i pustka coraz bardziej mnie przerażała,miałam chęć stamtąd ucieć ..
W głowie miałam tysiące myśli, w szczególności myślałam o tym co robi Justin,czy jest w domu .
Czułam jak moje stopy powoli przymarzają,chłodne powietrze napływało w moje nozdrza,nietypowe poczucie..
Usłyszałam jak ktoś stawia kroki,jak liście które leżały na ziemi zaczynają się kruszyć .Odczułam ulgę.
-Witam cię ponownie-ucałował mnie w przymarźnięty policzek .
-Cześćć..-wyszemrałam zgrzytając zębami z zimna .
-Coś ci jest ? -zapytał .
-Ziimmnnoo mmii..-chłód coraz bardziej narastał .
-Więc w takim razie przejdźmy do rzeczy .
-O co chodziło z tym "miłość nie przetrwa wszystkiego "?
-Po prostu jeśli męczysz się w związku,jeżeli ta osoba napastuje cię w jakiś sposób to nawet miłość nie jest w stanie tego przetrwać . -powiedział poważnym tonem,co mi się spodobało .
-To chyba w sumie tyle,bardzo miło się z tobą rozmawia ale jest mi tak zimno że nie wytrzymam .. - zarzuciłam .
Chłopak objął mnie swoim ciepły ramieniem,co wprawiło mnie w błogi nastrój .
-Choć nie będziesz włóczyła się sama o tej godzinie autobusem sama. -szepnął zdecydowanie .
Jego podejście do różnych spraw,coraz bardziej zaczęło mi się podobać . Zdawał się mieć w sobie pewną intrygę,którą kryje i czeka na odpowiedni moment na zdradzenie jej .Naprawdę,pociągało mnie to ..
Po około dwudziestu minutach byłam już pod blokiem w którym tymczasowo pomieszkiwałam,moje nogi w pewnym stopniu odmarzły i były gotowe na stawianie kroków .
Wchodziłam powolnie i spokojnie po stromych schodach,raczej nie odczuwałam pośpiechu ..
Gdy czekałam na Jack'a spodziewałam się jakiejś informacji która zwali mnie z nóg,a nic nie wywnioskowałam z tej krótkiej rozmowy,ale cieszyłam się że mogłam go zobaczyć .
Weszłam do domu jak gdyby nigdy nic i zobaczyłam płaczącego Justina .
-Coś się stało ? -mruknęłam .
Justin natychmiastowo odstawił kieliszek z tą ohydną zawartością i podbiegł do mnie mocno wtulając w swoje ciepłe ciało .
-Jak dobrze że jesteś kochanie,dzwoniłem ale nie odbierałaś.. martwiłem się - nie pozwolił mi się spokojnie rozebrać i zaczął pieścić językiem moje podniebienie .
Jeknęłam w duchu.
Niesamowicie zaskoczył mnie swoim zachowaniem,byłam szczęśliwa i odpuściłam sobie zadręczanie go bezsensownymi pytaniami ..
-Gdzie byłaś skarbie ? -musnął ustami skrawek mojej szyi .
-Daj mi się rozebrać a ci wszystko opowiem-zaśmiałam się lekko .
Justin przysiadł na kanapie i z niecierpliwością czekał aż zdejme się z siebie ubrania .
Wpatrywał się w każdy mój subtelny ruch,nie dając swoim oczom spokoju .
Lubiłam go takiego,i podobał mi się..
-Więc byłam w klubie,na drinku . Poznałam jakiegoś przemiłego chłopaka i gadałam z nim . Chyba tyle .
Justin zmarszczył brwi i spojrzał na mnie pytająco .
-Tylko rozmawiałam nie bądź zazdrosny,przecież wiesz że cię kocham - wpiłam się w jego malinowe uta a moje palce wtopiły się w jego zmiewrzawione włosy .
Chłopak gładził dłonią mój policzek a zaś drugą trzymał na moim biodrze .
Nagle ujrzałam jak na jego twarzy pojawia się ten uśmiech którego tak dawno szukałam,moje oczy nie mogły się nacieszyć tym widokiem ..
Mimo wszystko porozmawiam z Justinem o tym wszystkim,tylko wtedy kiedy będzie odpowiedni moment,jak narazie nie chcę psuć chwili ..
Obudziłam się na kanapie,wraz z Justinem .
Byłam wtulona w jego nagi tors,chcę budzić się tak każdego dnia ..
Rozciągnęłam się i poszłam zrobić na pobudzenie mocną kawę,zapowiada się ciężki dzień.
Cieszyłam się że jak narazie wszystko jest w porządku,że wczoraj nie wybuchła jakaś kłótnia o ten klub,bo justin to straszny zazdrośnik ..
Złapałam za kubek zalany po brzegi kawą i ostrożnie przeniosłam go na stół .
Siadłam na brzegu łóżka,i włączyłam jakiś program .
-Dzień dobry śliczna- szepnął Justin pieszcząc moją szyję .
Owinął ręcę dookoła moich bioder i nie chciał puścić .
Po chwili usłyszałam głośne walenie do drzwi .Odsunęłam delikatnie Justina i pokierowałam się w stronę drzwi .
Otworzyłam a moim oczom ukazało się 3 policjantów,może pomylili adresy albo drzwi ..
-Dzień dobry,w czym mogę pomóc ?- syknelam z usmiechem na twarzy .
-Czy zamieeszkuje tu Justin Bieber ? -powiedział złowrogim głosem .
-Tak..a co się stało ?
Mężczyzna przepchnął mnie ramieniem,i wszedł nachalnie do domu .
Dwóch mężczyzn skuło Justina w kajdanki a 3 krzyknął " Jest pan posądzony o zabójstwo "
W moich oczach zaczął płonąć żar, zaczęłam zatrzymywać mężczyzn ale nieudolnie mi to wychodziło..
-Proszę go zostawić ! On nic nie zrobił,zostawcie go !- krzyknęłam przez łzy .
Justin odwrócił wzrok w moją stronę i uśmiechnął się .
Chciałam do niego podbiec ale mężczyzna trzymał mnie mocno za dłonie .
-Puść mnie dupku,bo ci zaraz krzywdę zrobię . - wrzasnęłam poraz kolejny .
Popchnął mnie na ziemie i wyszedł zatrzaskując drzwi,zaczęłam walić pięściami o ziemie i płakać w niebo głosy,to wszystko moja wina,to przeze mnie te całe zamieszania,całe problemy.
Zrobię wszystko by go uratować !
PRZEPRASZAM ZA TO ŻE KRÓTKIE I ŹLE NAPISANE,PISAŁAM Z TELEFONU BO NARAZIE NIE MAM DOSTĘPU DO INTERNETU .
NADROBIĘ PRZYSIĘGAM,TYLKO MUSZĘ MIEĆ DOSTĘP DO KOMPUTERA BO GUBIĄ MI SIĘ SŁOWA W TELEFONIE :<
niedziela, 18 sierpnia 2013
Rozdział 19
Zacisnęłam mocno pięści a w duchu szeptałam " Miley,weź się w garść,nie daj się ponosić emocjom . Jesteś Cyrus,jesteś tą która w zyciu wiele wycierpiała . Przede wszystkim jesteś aktorką,powinnaś grać twardą żeby ludzie wiedzieli że nic nie jest w stanie cię złamać. "
Otarłam łzy z policzka, i wyszłam pewnym krokiem do salonu .
Justin podszedł do mnie i chwycił mocno za ramie,spoglądając na opuchniętą twarz .
-Dlaczego ty zawsze płaczesz gdy cokolwiek powiem ? Czy ciebie te wszystkie słowa aż tak bardzo ranią ? - syknął.
-uwierz,że słowa bardziej ranią niż czyny. Nie miałam łatwo,i wszystko odbija się na mojej psychice czy ty tego nie rozumiesz ?
- Też nie miałem w życiu łatwo,wszystko się komplikowało ale daję radę .!
-Dlaczego ty zawsze porównujesz mnie do siebie ? Jesteś mężczyzną i jesteś bardziej wytrzymały na ból psychiczny oraz fizyczny . Pozatym tobie we wszystkim pomagali rodzice,we wszystkim cię wspierali a ja ? Ja kurwa nie mam matki od 3 roku życia,ojciec się ode mnie odwrócił i zostałam z tym wszystkim sama,molestowano mnie . Wiesz jaka to jest trauma dla kobiety ? Wolałaby aby mężczyzna ją zgwałcił i zabił niż zgwałcił i zostawił to jest różnica . Poczułeś kiedyś taki ból ? Nie,bo ty zawsze miałeś łatwo,zawsze . - odepchnęłam od siebie chłopaka i poszłam do pokoju .
On naprawdę nie wie jaki to ból dla mnie,on nie wie jak bolą mnie najzwyczajniejsze słowa ...
Starałam się o to by było jak najlepiej,ale przepraszam moja psychika jeszcze funkcjonuje,nadal czuje ..
-No zamknij się teraz w pokoju i wypłacz ! Tylko to potrafisz ! użalanie się nad sobą . - krzyknął oburzony Justin .
W tej chwili poczułam że granica wytrzymałości pękła, podeszłam do Justina i walnęłam go z otwartej ręki w twarz .
- Kim ty kurwa jesteś żeby mówić mi takie rzeczy ? Zastanowiłeś się chociaż nad tym co mówisz ? nie no zapomniałam,myslisz tylko o sobie bo twój wizerunek jest najważniejszy, w dupie mam już twoją miłość,w dupie mam ciebie i twoje gorzkie słowa .Powinieneś mnie w tym wszystkim wspierać,przytulić porozmawiać,ale ty jak zwykle powiesz że użalam się nad sobą .
Powiem ci że wolę porządnie się wypłakać,niż zapijać tą ohydną wódką . Gdy cię poznałam byłeś inny... teraz pieniądze namieszały ci w głowie,i nie liczysz czyichś uczuć . - krzyknęłam całą siłą,a ani jedna łza nie uroniła się z mojego oka .
Zdjęłam z wieszaka mój jesienny płaszcz z kapturem i powoli narzucałam go na ciało .
-gdzie idziesz ? - powiedział wściekłym głosem .
-Z daleka od Ciebie,dupku - parchnęłam mu wprost w twarz i wyszłam z domu,trzaskając drzwiami .
Nie mogłam dłużej znieść tej spiętej atmosfery,słowa działają jak ogień,podpalają mnie od środka ..
Ale najgorsze było to że miał świadomość tego co robi,nie próbował przeprosić ...
Była godzina 9:24 wieczór,a ja sama wlekłam się przez puste odludzie los angeles,nie kojarzyłam specjalnie miejsca po którym spaceruje ale w gruncie rzeczy wolałam to pustkowie niż przebywanie w jednym pomieszczeniu z Justinem..
Naprawdę nie wiem co w niego wstąpiło,że aż tak się zmienił ,być może to ja coś zawiniłam ?
Chociaż..nie,przecież to nie możliwe by miał kogoś innego,no co to za głupi pomysł ...
Szłam przez długą alejkę wprost na przystanek autobusowy nie wiedząc jeszcze dokąd się kieruje .
Czułam się dziwnie skrzywdzona,jakby przed chwilą w moje serce wbito nóż,bo w sumie tak było nie ?
Ale nie chciałam o tym myśleć,serce mi na to nie pozwalało ...
Czułam jak moja płócienna pelerynka z sekundy na sekundę robiła się coraz bardziej mokra od burzy która panowała na dworze,jednak nie zmieniało to faktu że nie wrócę do domu.
Po prostu nie mogę,muszę to odreagować bo moja psychika dłużej nie wytrzyma tego spięcia ...
Stałam na przystanku,zupełnie sama,jedynie co mnie ratowało to wielka latarnia oświetlająca pół miasta .
Czekałam na jakąkolwiek namiastkę ruchu bo w tym zimnie nie da się długo wytrzymać .
Odwróciłam wzrok w stronę starego budynku i zauważyłam transparent na którym widniał wielki biały napis "Spraw, aby każdy dzień miał szansę stać się najpiękniejszym dniem twojego życia. " a tuż po chwili usłyszałam pisk opon i głośny sygnał dzwiękowy autobusu .
Pokierowałam się w stronę czerwonego busa,a w mojej głowie nadal krył się wielki emblemat na szarym,poniszczonym bloku .
Sądze,że te słowa dadzą mi dużo do myślenia i praktykowania w życiu,chociaż ?
Chociaż chciałabym aby było tak jak na początku naszej znajomości,żebyśmy bez słów umieli się zrozumieć .. ale szczególnie chcę aby nasze kłotnie wkońcu się skończyły ..
Podeszłam do kasy i wrzuciłam monetę po czym poszłam przed siebie by wybrać sobie jakieś miejsce w którym mogę spokojnie usiąść .
-Halo,proszę pani zapomniała pani biletu ! - krzyknął kierowca .
Ocknęłam się i zawróciłam w stronę wejścia -Przepraszam,zamyśliłam się .- uśmiechnęłam się lekko .
-Nie szkodzi...- co się dzieje z tą dzisiejszą młodzieżą.. -mruknął pod nosem .
Westchnęłam i zaśmiałam się a po chwili poszłam w wybrane przez siebie miejsce .
Odwróciłam się przodem do zaparowanej szyby a moje palce od razu wylądowały na przestrzennym szkle .
Zaczęłam wywijać różne śmieszne obrazki albo znaczki, lecz nawet to nie poprawiło mojego zbitego do szpiku kości humoru ..
Wciąż spoglądałam w ekran telefonu czekając na jakiś znak od Justina..jednak była głupia, i wierzyłam w to że odezwie się . Moje obawy powoli zaczęły się iścić, myślałam że tak właśnie będzie w tym związku od samego początku, ale wtedy jego zachowanie były całkowicie inne, był innym człowiekiem ?
Ponoć ludzie w tak krótkim czasie nie mogą się zmienić ,chyba że nie był sobą ...
Nagle w oczy błysnął mi mocny strumień światła ,co spowodowało że z moich oczy wydobyły się drobne łzy . Nic pani nie jest ? może chcę pani usiąść ? - zarzucił chłopak który siedział obok mnie .
Nie kryjąc frustracji machnęłam mu ręką i przysiadłam się.
-Jack,miło mi cię poznać - wyciągnął w moją stronę swobodnie dłoń i ciepło uśmiechnął .
-Miley ..- złapałam go za dłoń i momentalnie poczułam przepływ radości,szczęścia . No w każdym razie, na mojej twarzy pojawił się prawdziwy uśmiech ..
- Co o takiej późnej porze robisz sama w autobusie,jeszcze na takiej dzielnicy ?
-Wiesz,mam złą noc,ogólnie miałam zły dzień i chcę to jakoś odreagować ....
Wyciągnął z kieszeni jakąś kartę i wręczył mi ją w dłoń .
-Jeśli chcesz się odstresować,zapraszam ze mną do klubu . Nie musisz się bać,nie zgwałcę,nie pobije . Jestem tak naprawdę nie groźny . - uśmiechnął się szyderczo a ja nie mogąc odmówić tak miłego towarzystwa zgodziłam się .
Po jakichś 20 minutach znaleźliśmy się w miejscu któro widniało na wizytówce,nie mogłam nacieszyć wzroku tym widokiem .
piękne transparenty znajdujące się na wysokim wielobarwnym budynku,aż sam prosił się aby wejść do niego i poznać jego wnętrze .
-ale tu pięknie,jeszcze nigdy tu nie byłam . -szepnęłam .
-Jeszcze wiele rzeczy nie widziałaś,choodź - złapał mnie za rękę i porwał do środka .
Miły,kulturalny facet . Justin na początku też taki był ..
-Co podoba się ? - szepnął do ucha,a po moim ciele przeszły przyjemne ciarki .
-Cudownie tu jest,masz rację że wielu rzeczy nie widziałam .
-Bo widzisz,ja wiem czego kobiety chcą i wiem czego kobiety nie były w stanie zobaczyć . - przewrócił teatralnie oczami .
Zaśmiałam się i stuknęłam go w ramie, idąc dalej wprost siebie .
Korytarz był dość długi,a w różnych jego odcinkach znajdowały się przeróżne pokoje,na szczęście my kierowaliśmy się w stronę baru .
-Skąd znalazłeś takie ciekawe miejsce ? - zarzuciłam z pełną ciekawością .
-sam tego nie wiem,haha - zakrył delikatnie usta i przymrużył zielone oczy .
Byliśmy juź przy końcu korytarza, nagle złapał mnie za barki i pokierował przed siebie .-Co ty robisz ? - syknęłam zdziwiona .
-To taki odruch,nie przejmuj się . -coś mi nie podpasowało i dziwnie spojrzałam na jego dłonie,nie było widać jakby w nich coś trzymał lub cokolwiek więc uspokoiłam się duchu i dałam zaprowadzić do baru przystojnemu mężczyźnie .
-Już jesteśmy,nie ma się co bać . - puścił z objęć moje przedramienia .
*Dzięki bogu* pomyślałam .
Podeszliśmy do wielkiego stołu i przysiedliśmy na krzesłach .
-Co zamawiasz ? - zapytał ,znowu onieśmielając mnie swoim wzrokiem .
Spoglądnęłam w jego oczy i przygryzłam wargę . - Wishky - mruknęłam uwodzicielsko .
-Ja poproszę czystą wódkę z limonką . - szepnął i podał kelnerce banknota .
Nie próbowałam go uwieść w żaden sposób ponieważ jeszcze jestem z Justinem i kocham go, chciałam znaleźć dobre towarzystwo,w żadnym innym znaczeniu tego zdania .
Przyznam szczerze,że chłopak od samego początku przykuł moją osobę do siebie . Był naprawdę przystojny i szarmancki na co rzadko można wpaść w autobusie .. '
-Skąd jesteś ? -zarzucił mi ponownie swoim usmiechem .
- California - odpowiedziałam ,nie spoglądając na jego twarz . Za bardzo mnie rozpraszała .
-Ah. to tak, a co cię tu przywiodło ?
-Nagrania,chłopak życie ?
-To pięknie, od długiego czasu tu mieszkasz ?
- Od 7 lat . A ty skąd pochodzisz ?
Nagle kelnerka wkroczyła nam w rozmowę i podała kieliszki. - proszę, czy wystawić już rachunek ?
-Nie sądzę,zapewne jakiś alkohol wejdzie tu w grę - znowu mnie zawstydził swoim megaseksownym głosem . Poprawił mankiety u marynarki i przychylił do swoich warg kieliszek alkoholu .
-Canada. - rzekł .
-Byłaś tam kiedyś ?
-Byłam,stamtąd pochodzi mój chłopak . - poinformowałam go na stracie .
-To niesamowite miejsce jest tam ............ rozmawialiśmy jakbyśmy znali się od lat,jak starzy przyjaciele . Sprawiło mi to ogromną przyjemność bo od dawna nie miałam okazji porozmawiać z kimś o tym co robię na co dzień , o takich błahostkach ..
-Aha,a dlaczego on się tak zachował ? -zapytał niepewnie .
-Nie wiem.. nie wiem już co robić,nie wiem jak z nim rozmawiać o naszym związku ..
-Dlaczego ? złapał mnie za ręke,co sprawiło że dodał mi otuchy i pozwolił poczuć bezpieczeństwo .
-Gdy powiem mu o naszym związku,on zaczyna krzyczeć i wmawiać że sobie coś ubzdurałam,że robi to dla nas .
-a kochasz go ?
-Co to za pytanie ? pewnie że tak,jeśli bym go nie kochała nie starałbym się jak mogę .
Miłość przetrwa wszystko .. - parchnęłam smutna .
Spojrzał na zegarek i wstał - Miłość nie przetrwa tego wszystkiego,uwierz - pocałował mnie w policzek i wyszedł zostawiając pod moją ręką kawałek kartki na której jest zapisany jego numer .
Czyżby miał rację ? ................
http://www.youtube.com/watch?v=l99nn7P2YLA&feature=youtube_gdata ----------- OGLĄDAJCIE ! <3
Otarłam łzy z policzka, i wyszłam pewnym krokiem do salonu .
Justin podszedł do mnie i chwycił mocno za ramie,spoglądając na opuchniętą twarz .
-Dlaczego ty zawsze płaczesz gdy cokolwiek powiem ? Czy ciebie te wszystkie słowa aż tak bardzo ranią ? - syknął.
-uwierz,że słowa bardziej ranią niż czyny. Nie miałam łatwo,i wszystko odbija się na mojej psychice czy ty tego nie rozumiesz ?
- Też nie miałem w życiu łatwo,wszystko się komplikowało ale daję radę .!
-Dlaczego ty zawsze porównujesz mnie do siebie ? Jesteś mężczyzną i jesteś bardziej wytrzymały na ból psychiczny oraz fizyczny . Pozatym tobie we wszystkim pomagali rodzice,we wszystkim cię wspierali a ja ? Ja kurwa nie mam matki od 3 roku życia,ojciec się ode mnie odwrócił i zostałam z tym wszystkim sama,molestowano mnie . Wiesz jaka to jest trauma dla kobiety ? Wolałaby aby mężczyzna ją zgwałcił i zabił niż zgwałcił i zostawił to jest różnica . Poczułeś kiedyś taki ból ? Nie,bo ty zawsze miałeś łatwo,zawsze . - odepchnęłam od siebie chłopaka i poszłam do pokoju .
On naprawdę nie wie jaki to ból dla mnie,on nie wie jak bolą mnie najzwyczajniejsze słowa ...
Starałam się o to by było jak najlepiej,ale przepraszam moja psychika jeszcze funkcjonuje,nadal czuje ..
-No zamknij się teraz w pokoju i wypłacz ! Tylko to potrafisz ! użalanie się nad sobą . - krzyknął oburzony Justin .
W tej chwili poczułam że granica wytrzymałości pękła, podeszłam do Justina i walnęłam go z otwartej ręki w twarz .
- Kim ty kurwa jesteś żeby mówić mi takie rzeczy ? Zastanowiłeś się chociaż nad tym co mówisz ? nie no zapomniałam,myslisz tylko o sobie bo twój wizerunek jest najważniejszy, w dupie mam już twoją miłość,w dupie mam ciebie i twoje gorzkie słowa .Powinieneś mnie w tym wszystkim wspierać,przytulić porozmawiać,ale ty jak zwykle powiesz że użalam się nad sobą .
Powiem ci że wolę porządnie się wypłakać,niż zapijać tą ohydną wódką . Gdy cię poznałam byłeś inny... teraz pieniądze namieszały ci w głowie,i nie liczysz czyichś uczuć . - krzyknęłam całą siłą,a ani jedna łza nie uroniła się z mojego oka .
Zdjęłam z wieszaka mój jesienny płaszcz z kapturem i powoli narzucałam go na ciało .
-gdzie idziesz ? - powiedział wściekłym głosem .
-Z daleka od Ciebie,dupku - parchnęłam mu wprost w twarz i wyszłam z domu,trzaskając drzwiami .
Nie mogłam dłużej znieść tej spiętej atmosfery,słowa działają jak ogień,podpalają mnie od środka ..
Ale najgorsze było to że miał świadomość tego co robi,nie próbował przeprosić ...
Była godzina 9:24 wieczór,a ja sama wlekłam się przez puste odludzie los angeles,nie kojarzyłam specjalnie miejsca po którym spaceruje ale w gruncie rzeczy wolałam to pustkowie niż przebywanie w jednym pomieszczeniu z Justinem..
Naprawdę nie wiem co w niego wstąpiło,że aż tak się zmienił ,być może to ja coś zawiniłam ?
Chociaż..nie,przecież to nie możliwe by miał kogoś innego,no co to za głupi pomysł ...
Szłam przez długą alejkę wprost na przystanek autobusowy nie wiedząc jeszcze dokąd się kieruje .
Czułam się dziwnie skrzywdzona,jakby przed chwilą w moje serce wbito nóż,bo w sumie tak było nie ?
Ale nie chciałam o tym myśleć,serce mi na to nie pozwalało ...
Czułam jak moja płócienna pelerynka z sekundy na sekundę robiła się coraz bardziej mokra od burzy która panowała na dworze,jednak nie zmieniało to faktu że nie wrócę do domu.
Po prostu nie mogę,muszę to odreagować bo moja psychika dłużej nie wytrzyma tego spięcia ...
Stałam na przystanku,zupełnie sama,jedynie co mnie ratowało to wielka latarnia oświetlająca pół miasta .
Czekałam na jakąkolwiek namiastkę ruchu bo w tym zimnie nie da się długo wytrzymać .
Odwróciłam wzrok w stronę starego budynku i zauważyłam transparent na którym widniał wielki biały napis "Spraw, aby każdy dzień miał szansę stać się najpiękniejszym dniem twojego życia. " a tuż po chwili usłyszałam pisk opon i głośny sygnał dzwiękowy autobusu .
Pokierowałam się w stronę czerwonego busa,a w mojej głowie nadal krył się wielki emblemat na szarym,poniszczonym bloku .
Sądze,że te słowa dadzą mi dużo do myślenia i praktykowania w życiu,chociaż ?
Chociaż chciałabym aby było tak jak na początku naszej znajomości,żebyśmy bez słów umieli się zrozumieć .. ale szczególnie chcę aby nasze kłotnie wkońcu się skończyły ..
Podeszłam do kasy i wrzuciłam monetę po czym poszłam przed siebie by wybrać sobie jakieś miejsce w którym mogę spokojnie usiąść .
-Halo,proszę pani zapomniała pani biletu ! - krzyknął kierowca .
Ocknęłam się i zawróciłam w stronę wejścia -Przepraszam,zamyśliłam się .- uśmiechnęłam się lekko .
-Nie szkodzi...- co się dzieje z tą dzisiejszą młodzieżą.. -mruknął pod nosem .
Westchnęłam i zaśmiałam się a po chwili poszłam w wybrane przez siebie miejsce .
Odwróciłam się przodem do zaparowanej szyby a moje palce od razu wylądowały na przestrzennym szkle .
Zaczęłam wywijać różne śmieszne obrazki albo znaczki, lecz nawet to nie poprawiło mojego zbitego do szpiku kości humoru ..
Wciąż spoglądałam w ekran telefonu czekając na jakiś znak od Justina..jednak była głupia, i wierzyłam w to że odezwie się . Moje obawy powoli zaczęły się iścić, myślałam że tak właśnie będzie w tym związku od samego początku, ale wtedy jego zachowanie były całkowicie inne, był innym człowiekiem ?
Ponoć ludzie w tak krótkim czasie nie mogą się zmienić ,chyba że nie był sobą ...
Nagle w oczy błysnął mi mocny strumień światła ,co spowodowało że z moich oczy wydobyły się drobne łzy . Nic pani nie jest ? może chcę pani usiąść ? - zarzucił chłopak który siedział obok mnie .
Nie kryjąc frustracji machnęłam mu ręką i przysiadłam się.
-Jack,miło mi cię poznać - wyciągnął w moją stronę swobodnie dłoń i ciepło uśmiechnął .
-Miley ..- złapałam go za dłoń i momentalnie poczułam przepływ radości,szczęścia . No w każdym razie, na mojej twarzy pojawił się prawdziwy uśmiech ..
- Co o takiej późnej porze robisz sama w autobusie,jeszcze na takiej dzielnicy ?
-Wiesz,mam złą noc,ogólnie miałam zły dzień i chcę to jakoś odreagować ....
Wyciągnął z kieszeni jakąś kartę i wręczył mi ją w dłoń .
-Jeśli chcesz się odstresować,zapraszam ze mną do klubu . Nie musisz się bać,nie zgwałcę,nie pobije . Jestem tak naprawdę nie groźny . - uśmiechnął się szyderczo a ja nie mogąc odmówić tak miłego towarzystwa zgodziłam się .
Po jakichś 20 minutach znaleźliśmy się w miejscu któro widniało na wizytówce,nie mogłam nacieszyć wzroku tym widokiem .
piękne transparenty znajdujące się na wysokim wielobarwnym budynku,aż sam prosił się aby wejść do niego i poznać jego wnętrze .
-ale tu pięknie,jeszcze nigdy tu nie byłam . -szepnęłam .
-Jeszcze wiele rzeczy nie widziałaś,choodź - złapał mnie za rękę i porwał do środka .
Miły,kulturalny facet . Justin na początku też taki był ..
-Co podoba się ? - szepnął do ucha,a po moim ciele przeszły przyjemne ciarki .
-Cudownie tu jest,masz rację że wielu rzeczy nie widziałam .
-Bo widzisz,ja wiem czego kobiety chcą i wiem czego kobiety nie były w stanie zobaczyć . - przewrócił teatralnie oczami .
Zaśmiałam się i stuknęłam go w ramie, idąc dalej wprost siebie .
Korytarz był dość długi,a w różnych jego odcinkach znajdowały się przeróżne pokoje,na szczęście my kierowaliśmy się w stronę baru .
-Skąd znalazłeś takie ciekawe miejsce ? - zarzuciłam z pełną ciekawością .
-sam tego nie wiem,haha - zakrył delikatnie usta i przymrużył zielone oczy .
Byliśmy juź przy końcu korytarza, nagle złapał mnie za barki i pokierował przed siebie .-Co ty robisz ? - syknęłam zdziwiona .
-To taki odruch,nie przejmuj się . -coś mi nie podpasowało i dziwnie spojrzałam na jego dłonie,nie było widać jakby w nich coś trzymał lub cokolwiek więc uspokoiłam się duchu i dałam zaprowadzić do baru przystojnemu mężczyźnie .
-Już jesteśmy,nie ma się co bać . - puścił z objęć moje przedramienia .
*Dzięki bogu* pomyślałam .
Podeszliśmy do wielkiego stołu i przysiedliśmy na krzesłach .
-Co zamawiasz ? - zapytał ,znowu onieśmielając mnie swoim wzrokiem .
Spoglądnęłam w jego oczy i przygryzłam wargę . - Wishky - mruknęłam uwodzicielsko .
-Ja poproszę czystą wódkę z limonką . - szepnął i podał kelnerce banknota .
Nie próbowałam go uwieść w żaden sposób ponieważ jeszcze jestem z Justinem i kocham go, chciałam znaleźć dobre towarzystwo,w żadnym innym znaczeniu tego zdania .
Przyznam szczerze,że chłopak od samego początku przykuł moją osobę do siebie . Był naprawdę przystojny i szarmancki na co rzadko można wpaść w autobusie .. '
-Skąd jesteś ? -zarzucił mi ponownie swoim usmiechem .
- California - odpowiedziałam ,nie spoglądając na jego twarz . Za bardzo mnie rozpraszała .
-Ah. to tak, a co cię tu przywiodło ?
-Nagrania,chłopak życie ?
-To pięknie, od długiego czasu tu mieszkasz ?
- Od 7 lat . A ty skąd pochodzisz ?
Nagle kelnerka wkroczyła nam w rozmowę i podała kieliszki. - proszę, czy wystawić już rachunek ?
-Nie sądzę,zapewne jakiś alkohol wejdzie tu w grę - znowu mnie zawstydził swoim megaseksownym głosem . Poprawił mankiety u marynarki i przychylił do swoich warg kieliszek alkoholu .
-Canada. - rzekł .
-Byłaś tam kiedyś ?
-Byłam,stamtąd pochodzi mój chłopak . - poinformowałam go na stracie .
-To niesamowite miejsce jest tam ............ rozmawialiśmy jakbyśmy znali się od lat,jak starzy przyjaciele . Sprawiło mi to ogromną przyjemność bo od dawna nie miałam okazji porozmawiać z kimś o tym co robię na co dzień , o takich błahostkach ..
-Aha,a dlaczego on się tak zachował ? -zapytał niepewnie .
-Nie wiem.. nie wiem już co robić,nie wiem jak z nim rozmawiać o naszym związku ..
-Dlaczego ? złapał mnie za ręke,co sprawiło że dodał mi otuchy i pozwolił poczuć bezpieczeństwo .
-Gdy powiem mu o naszym związku,on zaczyna krzyczeć i wmawiać że sobie coś ubzdurałam,że robi to dla nas .
-a kochasz go ?
-Co to za pytanie ? pewnie że tak,jeśli bym go nie kochała nie starałbym się jak mogę .
Miłość przetrwa wszystko .. - parchnęłam smutna .
Spojrzał na zegarek i wstał - Miłość nie przetrwa tego wszystkiego,uwierz - pocałował mnie w policzek i wyszedł zostawiając pod moją ręką kawałek kartki na której jest zapisany jego numer .
Czyżby miał rację ? ................
http://www.youtube.com/watch?v=l99nn7P2YLA&feature=youtube_gdata ----------- OGLĄDAJCIE ! <3
środa, 14 sierpnia 2013
Rozdział 18
Obudziłam się przed popołudniem,cała obolała jakbym niewiadomo co robiła,a najgorsze było to że miałam cholerną migrenę .
Nie podnosząc głowy z poduszki sięgnęłam dłonią po telefon który leżał na brzegu kanapy .
W mojej głowie dudnił szum,nie mogłam wytrzymać tego bólu który rozchodził po moich wszystkich żyłach i wyskoczyłam z prośbą do szatyna..
-Justin proszę,zrób mi coś do picia .. czuje jakby moja głowa miała zaraz roztrzaskać się na kawałki ..- Nie usłyszałam odpowiedzi chłopaka i powtórzyłam pytanie .
-Justin jesteś tu ? -mruknęłam .
Na niego to jednak nie było można liczyć,gdy był potrzebny zawsze go nie było .
no cóż,muszę sobie sama poradzić bo co by było gdybym nie ja ..
Zerwałam się z łóżka i nałożyłam na siebie koszulę wciśniętą po środku dwóch poduszek . Przy samej próbie podniesienia ciała z kanapy,zakręciło mi się w głowie .
Było to chwilowe więc w mig przeszło .
Przypomniałam sobie naszą wczorajszą rozmowę..Nie chciałam myśleć o tym co wydarzyło się w przeszłości bo zostawiało to po sobie kute rany,a tak bardzo pragnęłam wymazać to z pamięci .
Pewna osoba powiedziała mi kiedyś że krzywdzenie kogoś jest jak "zacementowanie dziury w ścianie" chociażby zamurujesz ścianę,pomalujesz to i tak zostanie ślad po szkodzie . Tak samo jest ze mną,zawsze będę miała uszczerbek na psychice ..naprawdę na samą myśl o tym pod powiekami zbierają mi się łzy .
Bo w głębi wiem,że chcę komuś przekazać to co mnie dręczy lecz nie jestem do tego przygotowana .
Tyle razy zawiodłam się na ludziach,wciąż nikomu nie ufam,wyjątkiem jest Justin. Przecież wciąż mnie coś blokuje ..
Wyszłam powolnie z ciepłego pomieszczenia kierując się do obszernego salonu,niestety wyszło na to że zostałam sama w domu.. a może to i nawet lepiej ?
Mogę siąść i zacząć marzyć,wysączać z głowy myśli . Planować przyszłość, no wszystko jednak brakuje mi mocnego przytulenia ..
Położyłam się na zimnej kanapie i wtuliłam w cienką skóre okrywającą powierzchnie narożnika .
Uniosłam telefon nad twarz i zaczęłam przeglądać różne zdjęcia z Justinem .. Fajnie było je zobaczyć ale po chwili doznałam tego nie miłego uczucia złamanego serca,mimo to kontynuowałam pokaz slajdów .
Nasze relacje zmieniły się wtedy gdy Kelsey trafiła do szpitala,nie współgraliśmy tak jak wcześniej .
Każdy z nas próbował pokazać kto dominuje w związku i zwiększyć tym swoją wartość .
Nie chciałam aby tak to się potoczyło,miało być całkowicie inaczej ! Mieliśmy być szczęśliwi, mieliśmy cieszyć się każdą chwilą spędzoną ze sobą a los zafundował nam walkę z czasem .
wiedziałam że wszystkie udręki skończyły swój przebieg wydarzeń,ale co z tego ? Jestem zabójcą, Justin stwierdził że to nawet dobrze,bo prędzej czy później on by to zrobił . Tak ma znaczenie , bo to ja zabiłam człowieka a nie on .Ja do końca swoich dni będę nosiła pod sercem ten ciężki grzech,boże wybacz mi ..
W radiu leciała moja ulubiona piosenka "Chris Brown . -Without You "Nie miałam najmniejszego zamiaru podnieść się i podgłośnić muzyki,chociaż nie ukrywam odkąd to wszystko się zaczęło nie miałam chwili czasu na oddanie się muzyce.. Wyciągnęłam rękę w stronę stolika po pilot i delikatnie odchyliłam dłoń za puchatą poduszkę wciskając stopniowo guziczek .
Słysząłam tylko odbijający się bit piosenki od głośników,zaznałam spokoju ..
Te słowa były takie piękne i prawdziwe, jakby opisywały naszą więź "Potrzebuję tych rzeczy.Tak, jak potrzebuję ciebie.Jeśli miałbyś wybór.Co byś wtedy wybrała?
Mógłbym żyć bez pieniędzy
Mógłbym żyć bez sławy
I każdego słonecznego dnia
Mógłbym żyć bez deszczu
I jeśli nawet dosięgnąłbym nieba
Spadłbym z powrotem w dół
To życie nie byłoby życiem
Ponieważ ty jesteś tą jedyną
Bez której nie mógłbym żyć."
Tak mocno go kocham,nie wyobrażam sobie dalszej drogi bez niego ..
Leżałam cała zapłakana w kącie kanapy .
Uświadomiłam sobie właśnie to ,że powinniśmy żyć w zgodzie i obdarzać się miłością najbardziej jak umiemy,nie chodzi tu o SEKS . Chodzi o to że wkrótce każdo z nas pójdzie swoją drogą, a wtedy będziemy cierpieć,obwinialibyśmy o tą tragedię samego siebie ..
Żeby choć na chwilę zastopować swoje łzy,wyobraziłam sobie że moja dłoń to dłoń Justina która gładzi moje opuchnięte policzki . Zdecydowanie lepiej,lecz dotyk bruneta to nie był zwykły dotyk . To był klucz do mojego szczęścia,zawsze mnie nim uszczęśliwiał ..
Włączyłam telefon aby dowiedzieć się która godzina.
Było juź po 6 a Justina jak nie było tak nie ma,martwiłam się więc postanowiłam zadzwonić .
Moje próby poszły na marne,chłopak miał wyłączony telefon ..
Przez najbliższą godzinę Leżałam z zamkniętymi i marzyłam. To umiałam najlepiej. W obłoku nieświadomości coraz realniej wyostrzała się smukła postać mężczyzny o nieznanej twarzy. Dlaczego nieznanej - nie wiedziałam, może dlatego, że to tylko marzenia, ale pewne było, że uśmiechał się do mnie, patrzył z czułością. Zbliżył się.
Dotknął dłonią mojego policzka i odgarnął włosy. Odsłonił przypadkiem jeden z kolczyków, w którym odbił się blask jednej ze świec, stojących na stoliku nieznanej kawiarni. Musnął delikatnie ustami moje ucho, po czym szepnął:
- Jesteś doskonała... najpiękniejsza... idealna... dlatego kocham Cię i... i... chciałbym, żebyś spędziła ze mną resztę swojego życia.
W tym momencie poczułam, że wszyscy w lokalu... jakby rozpłynęli się, a on wtedy złożył na moich ustach głęboki i namiętny pocałunek.
Nagle wszystko zaczęło się kręcić... . W tymże momencie otworzyłam oczy i fala ulgi przeszła po całym ciele.
Nie było jego, ani kawiarni, ani tych ludzi.
Leżałam na bordowej sofie w pokoju oświetlonym słabą poświatą księżyca na czarnym aksamicie. Pod swoim ramieniem poczułam znajome ciepło,jego . oczy szeroko mi się otworzyły i z ciekawością pokierowały się ku górze, brązowe tęczówki ujrzały Justina głaskającego moje ramie .Jak w marzeniach łatwo się zatracić..
-Gdzie byłeś ? -szepnęłam zaspana .
Justin spuścił głowę w dół i przetarł nerwowo czoło .
-powiesz mi ?
-Wszystko jest dobrze,nie będziesz miała problemów w prawem - uśmiechnął się a w jego oku zachwiała się łza .
Odruchowo rzuciłam się w ramiona Justina i mocno wtuliłam a po głębszych przemyśleniach spytałam .
- Ale jak to ? Co zrobiłeś że odwołali zarzuty ?
Justin zarzucił kosmyk moich włosów za ucho i spojrzał w oczy .
-Nic,nieważne. Cieszmy się że bedziesz miałą spokój .
Te słowa wzbudziły we mnie jeszcze większy niepokój,bo naprawdę nie wiedziałam co on zrobił ...
-Proszę powiedz mi, przecież cię nie zabiję .
Chłopak zaśmiał się pod nosem i syknął - a jeśli ?
Zawtórowałam mu ręką a Bieber wstał i zdjął bluzę która opinała się na jego ciele .
Podszedł do mnie i przyklęknął łapiąc za dłonie .
-Napewno chcesz to wiedzieć ?
- Proszę Cię mów..
Brunet złapał głęboki oddech i mruknął - " Wzięłem to na siebie,nie możesz skończyć w więzieniu,nie chcę dla Ciebie takiej przyszłości ! "
Moje serce stanęło kołkiem,zbrakło mi śliny na wykrztuszenie jakiegokolwiek słowa. Byłam zdołowana..
Zebrała się we mnie złość,ale to nie pierwszy raz ..
Przecież nie rzucę mu się w ramiona,i nie podziękuje że uratował moje życie bo to nie on powinien ponosić konsekwencje lecz ja..
Justin zmarszczył brwi i zaczął głośno wzdychać,myślałam nad tym co mu mogę powiedzieć ale żaden pomysł nie wpadł do mojej głowy .
-Justin..nie nie możesz tego zrobić,nie pozwalam ci na to rozumiesz ? Ty też masz życie,masz fanów . Nie możesz niszczyć swojego życia poprzez miłość do mnie,jaką potem będziesz miał opinię? myślałeś o tym ?
-Gówno mnie obchodzi opinia ludzi,chcę byś byla szczęśliwa .
-Będę szczęśliwa jeśli to odwołasz ..
Brunet wstał z ziemi i kręcił się nerwowo koło barku z alkoholem,chcąc sięgnąć po któryś z napoi .
W końcu odważył się i wyjął mały kieliszek stojący na górnej półce .
Spojrzał na mnie przeszklonymi oczami,rozpaczliwie prosząc o pozwolenie .
Wiedziałam że wódka uspokaja go,przestaje mieć stan depresyjny po którym się załamuje .
Przytaknęłam mu głową a on rozszerzył kąciki ust i wyciągnął z szuflady butelkę.
Przykro było mi patrzeć jak zapija się tym świństwem,ale sama nie umiałam go uszczęśliwić więc nic innego mi nie pozostało tylko dać mu wolną rękę ..
Wolnym krokiem skierował się w moją stronę i siadł obok na kanapie obejmując mnie czule ramieniem .
Wpił mocno swoje usta w kieliszek wódki który był zalany po brzegi ,aż mnie zanosiło na odruchy wymiotne . Wyrwałam mu z rąk ten kieliszek i postawiłam na stole .
-Dlaczego mi to robisz ?
-Dokładniej ? - zarzucił jakby nie wiedział o co chodzi .
wskazałam palcem na stół i na łzę ściekającą po jego policzku .
On zrobił gest dłonią jakby wszystko było w porządku a ja nie odezwałam się .
-Justin jest źle,gorzej nie było a ty od tak nic nie mówisz ?
-A ty nie możesz przestać się zadręczać i oddać się naszemu związkowi? - powiedział podwyższonym tonem ..
-Dbam jak tylko mogę a ty masz pretensje ?! -krzyknęłąm .
-Widać,chcę dla ciebie jak najlepiej a ty jeszcze drzesz się na mnie . Co mam zrobic byśmy przestali się wkońcu kłócić ?
-Po prostu bądź,czasem mnie wysłuchaj . przytul mocno kiedy nie będę chciała rozmawiać a gdy o coś cię poproszę rozważ to,nieważne co by to było . I przemyśl sprawę z tymi zeznaniami,przecież i tak pójdę, zgłoszę się ...
-Nigdzie nie pójdziesz, już jest za późno pozatym nawet cię nie wypuszczę . !- Walną pięścią o okrągłą szybę w stoliku . Widać było,że ten temat go drażni . Trochę mnie przestraszył,zaczynam się go bać ...
Spojrzał na mnie swoim pewnym wzrokiem a ja ze strachu nie mogłam złapać powietrza,westchnęłam głęboko jakby coś mnie doskwierało i póki mogłam zapanować nad płaczem pobiegłam szybko do łazienki .
Zamknęłam zamek na klucz i wybuchałam płaczem pełnym żalu,bez żadnych pohamowań. Sama nie wiedziałam dlaczego płaczę,sama nie wiem dlaczego na niego tak naskakuje ....
Justin zapukał do drzwi i szepnął - Nie masz się o co złościć...
-wiem przepraszam..-mruknęłam przez łzy .
-nie słów a czynów trzeba . - jego słowa uświadomiły mi pewną rzecz, dlaczego akurat w tej chwili ?
Nie podnosząc głowy z poduszki sięgnęłam dłonią po telefon który leżał na brzegu kanapy .
W mojej głowie dudnił szum,nie mogłam wytrzymać tego bólu który rozchodził po moich wszystkich żyłach i wyskoczyłam z prośbą do szatyna..
-Justin proszę,zrób mi coś do picia .. czuje jakby moja głowa miała zaraz roztrzaskać się na kawałki ..- Nie usłyszałam odpowiedzi chłopaka i powtórzyłam pytanie .
-Justin jesteś tu ? -mruknęłam .
Na niego to jednak nie było można liczyć,gdy był potrzebny zawsze go nie było .
no cóż,muszę sobie sama poradzić bo co by było gdybym nie ja ..
Zerwałam się z łóżka i nałożyłam na siebie koszulę wciśniętą po środku dwóch poduszek . Przy samej próbie podniesienia ciała z kanapy,zakręciło mi się w głowie .
Było to chwilowe więc w mig przeszło .
Przypomniałam sobie naszą wczorajszą rozmowę..Nie chciałam myśleć o tym co wydarzyło się w przeszłości bo zostawiało to po sobie kute rany,a tak bardzo pragnęłam wymazać to z pamięci .
Pewna osoba powiedziała mi kiedyś że krzywdzenie kogoś jest jak "zacementowanie dziury w ścianie" chociażby zamurujesz ścianę,pomalujesz to i tak zostanie ślad po szkodzie . Tak samo jest ze mną,zawsze będę miała uszczerbek na psychice ..naprawdę na samą myśl o tym pod powiekami zbierają mi się łzy .
Bo w głębi wiem,że chcę komuś przekazać to co mnie dręczy lecz nie jestem do tego przygotowana .
Tyle razy zawiodłam się na ludziach,wciąż nikomu nie ufam,wyjątkiem jest Justin. Przecież wciąż mnie coś blokuje ..
Wyszłam powolnie z ciepłego pomieszczenia kierując się do obszernego salonu,niestety wyszło na to że zostałam sama w domu.. a może to i nawet lepiej ?
Mogę siąść i zacząć marzyć,wysączać z głowy myśli . Planować przyszłość, no wszystko jednak brakuje mi mocnego przytulenia ..
Położyłam się na zimnej kanapie i wtuliłam w cienką skóre okrywającą powierzchnie narożnika .
Uniosłam telefon nad twarz i zaczęłam przeglądać różne zdjęcia z Justinem .. Fajnie było je zobaczyć ale po chwili doznałam tego nie miłego uczucia złamanego serca,mimo to kontynuowałam pokaz slajdów .
Nasze relacje zmieniły się wtedy gdy Kelsey trafiła do szpitala,nie współgraliśmy tak jak wcześniej .
Każdy z nas próbował pokazać kto dominuje w związku i zwiększyć tym swoją wartość .
Nie chciałam aby tak to się potoczyło,miało być całkowicie inaczej ! Mieliśmy być szczęśliwi, mieliśmy cieszyć się każdą chwilą spędzoną ze sobą a los zafundował nam walkę z czasem .
wiedziałam że wszystkie udręki skończyły swój przebieg wydarzeń,ale co z tego ? Jestem zabójcą, Justin stwierdził że to nawet dobrze,bo prędzej czy później on by to zrobił . Tak ma znaczenie , bo to ja zabiłam człowieka a nie on .Ja do końca swoich dni będę nosiła pod sercem ten ciężki grzech,boże wybacz mi ..
W radiu leciała moja ulubiona piosenka "Chris Brown . -Without You "Nie miałam najmniejszego zamiaru podnieść się i podgłośnić muzyki,chociaż nie ukrywam odkąd to wszystko się zaczęło nie miałam chwili czasu na oddanie się muzyce.. Wyciągnęłam rękę w stronę stolika po pilot i delikatnie odchyliłam dłoń za puchatą poduszkę wciskając stopniowo guziczek .
Słysząłam tylko odbijający się bit piosenki od głośników,zaznałam spokoju ..
Te słowa były takie piękne i prawdziwe, jakby opisywały naszą więź "Potrzebuję tych rzeczy.Tak, jak potrzebuję ciebie.Jeśli miałbyś wybór.Co byś wtedy wybrała?
Mógłbym żyć bez pieniędzy
Mógłbym żyć bez sławy
I każdego słonecznego dnia
Mógłbym żyć bez deszczu
I jeśli nawet dosięgnąłbym nieba
Spadłbym z powrotem w dół
To życie nie byłoby życiem
Ponieważ ty jesteś tą jedyną
Bez której nie mógłbym żyć."
Tak mocno go kocham,nie wyobrażam sobie dalszej drogi bez niego ..
Leżałam cała zapłakana w kącie kanapy .
Uświadomiłam sobie właśnie to ,że powinniśmy żyć w zgodzie i obdarzać się miłością najbardziej jak umiemy,nie chodzi tu o SEKS . Chodzi o to że wkrótce każdo z nas pójdzie swoją drogą, a wtedy będziemy cierpieć,obwinialibyśmy o tą tragedię samego siebie ..
Żeby choć na chwilę zastopować swoje łzy,wyobraziłam sobie że moja dłoń to dłoń Justina która gładzi moje opuchnięte policzki . Zdecydowanie lepiej,lecz dotyk bruneta to nie był zwykły dotyk . To był klucz do mojego szczęścia,zawsze mnie nim uszczęśliwiał ..
Włączyłam telefon aby dowiedzieć się która godzina.
Było juź po 6 a Justina jak nie było tak nie ma,martwiłam się więc postanowiłam zadzwonić .
Moje próby poszły na marne,chłopak miał wyłączony telefon ..
Przez najbliższą godzinę Leżałam z zamkniętymi i marzyłam. To umiałam najlepiej. W obłoku nieświadomości coraz realniej wyostrzała się smukła postać mężczyzny o nieznanej twarzy. Dlaczego nieznanej - nie wiedziałam, może dlatego, że to tylko marzenia, ale pewne było, że uśmiechał się do mnie, patrzył z czułością. Zbliżył się.
Dotknął dłonią mojego policzka i odgarnął włosy. Odsłonił przypadkiem jeden z kolczyków, w którym odbił się blask jednej ze świec, stojących na stoliku nieznanej kawiarni. Musnął delikatnie ustami moje ucho, po czym szepnął:
- Jesteś doskonała... najpiękniejsza... idealna... dlatego kocham Cię i... i... chciałbym, żebyś spędziła ze mną resztę swojego życia.
W tym momencie poczułam, że wszyscy w lokalu... jakby rozpłynęli się, a on wtedy złożył na moich ustach głęboki i namiętny pocałunek.
Nagle wszystko zaczęło się kręcić... . W tymże momencie otworzyłam oczy i fala ulgi przeszła po całym ciele.
Nie było jego, ani kawiarni, ani tych ludzi.
Leżałam na bordowej sofie w pokoju oświetlonym słabą poświatą księżyca na czarnym aksamicie. Pod swoim ramieniem poczułam znajome ciepło,jego . oczy szeroko mi się otworzyły i z ciekawością pokierowały się ku górze, brązowe tęczówki ujrzały Justina głaskającego moje ramie .Jak w marzeniach łatwo się zatracić..
-Gdzie byłeś ? -szepnęłam zaspana .
Justin spuścił głowę w dół i przetarł nerwowo czoło .
-powiesz mi ?
-Wszystko jest dobrze,nie będziesz miała problemów w prawem - uśmiechnął się a w jego oku zachwiała się łza .
Odruchowo rzuciłam się w ramiona Justina i mocno wtuliłam a po głębszych przemyśleniach spytałam .
- Ale jak to ? Co zrobiłeś że odwołali zarzuty ?
Justin zarzucił kosmyk moich włosów za ucho i spojrzał w oczy .
-Nic,nieważne. Cieszmy się że bedziesz miałą spokój .
Te słowa wzbudziły we mnie jeszcze większy niepokój,bo naprawdę nie wiedziałam co on zrobił ...
-Proszę powiedz mi, przecież cię nie zabiję .
Chłopak zaśmiał się pod nosem i syknął - a jeśli ?
Zawtórowałam mu ręką a Bieber wstał i zdjął bluzę która opinała się na jego ciele .
Podszedł do mnie i przyklęknął łapiąc za dłonie .
-Napewno chcesz to wiedzieć ?
- Proszę Cię mów..
Brunet złapał głęboki oddech i mruknął - " Wzięłem to na siebie,nie możesz skończyć w więzieniu,nie chcę dla Ciebie takiej przyszłości ! "
Moje serce stanęło kołkiem,zbrakło mi śliny na wykrztuszenie jakiegokolwiek słowa. Byłam zdołowana..
Zebrała się we mnie złość,ale to nie pierwszy raz ..
Przecież nie rzucę mu się w ramiona,i nie podziękuje że uratował moje życie bo to nie on powinien ponosić konsekwencje lecz ja..
Justin zmarszczył brwi i zaczął głośno wzdychać,myślałam nad tym co mu mogę powiedzieć ale żaden pomysł nie wpadł do mojej głowy .
-Justin..nie nie możesz tego zrobić,nie pozwalam ci na to rozumiesz ? Ty też masz życie,masz fanów . Nie możesz niszczyć swojego życia poprzez miłość do mnie,jaką potem będziesz miał opinię? myślałeś o tym ?
-Gówno mnie obchodzi opinia ludzi,chcę byś byla szczęśliwa .
-Będę szczęśliwa jeśli to odwołasz ..
Brunet wstał z ziemi i kręcił się nerwowo koło barku z alkoholem,chcąc sięgnąć po któryś z napoi .
W końcu odważył się i wyjął mały kieliszek stojący na górnej półce .
Spojrzał na mnie przeszklonymi oczami,rozpaczliwie prosząc o pozwolenie .
Wiedziałam że wódka uspokaja go,przestaje mieć stan depresyjny po którym się załamuje .
Przytaknęłam mu głową a on rozszerzył kąciki ust i wyciągnął z szuflady butelkę.
Przykro było mi patrzeć jak zapija się tym świństwem,ale sama nie umiałam go uszczęśliwić więc nic innego mi nie pozostało tylko dać mu wolną rękę ..
Wolnym krokiem skierował się w moją stronę i siadł obok na kanapie obejmując mnie czule ramieniem .
Wpił mocno swoje usta w kieliszek wódki który był zalany po brzegi ,aż mnie zanosiło na odruchy wymiotne . Wyrwałam mu z rąk ten kieliszek i postawiłam na stole .
-Dlaczego mi to robisz ?
-Dokładniej ? - zarzucił jakby nie wiedział o co chodzi .
wskazałam palcem na stół i na łzę ściekającą po jego policzku .
On zrobił gest dłonią jakby wszystko było w porządku a ja nie odezwałam się .
-Justin jest źle,gorzej nie było a ty od tak nic nie mówisz ?
-A ty nie możesz przestać się zadręczać i oddać się naszemu związkowi? - powiedział podwyższonym tonem ..
-Dbam jak tylko mogę a ty masz pretensje ?! -krzyknęłąm .
-Widać,chcę dla ciebie jak najlepiej a ty jeszcze drzesz się na mnie . Co mam zrobic byśmy przestali się wkońcu kłócić ?
-Po prostu bądź,czasem mnie wysłuchaj . przytul mocno kiedy nie będę chciała rozmawiać a gdy o coś cię poproszę rozważ to,nieważne co by to było . I przemyśl sprawę z tymi zeznaniami,przecież i tak pójdę, zgłoszę się ...
-Nigdzie nie pójdziesz, już jest za późno pozatym nawet cię nie wypuszczę . !- Walną pięścią o okrągłą szybę w stoliku . Widać było,że ten temat go drażni . Trochę mnie przestraszył,zaczynam się go bać ...
Spojrzał na mnie swoim pewnym wzrokiem a ja ze strachu nie mogłam złapać powietrza,westchnęłam głęboko jakby coś mnie doskwierało i póki mogłam zapanować nad płaczem pobiegłam szybko do łazienki .
Zamknęłam zamek na klucz i wybuchałam płaczem pełnym żalu,bez żadnych pohamowań. Sama nie wiedziałam dlaczego płaczę,sama nie wiem dlaczego na niego tak naskakuje ....
Justin zapukał do drzwi i szepnął - Nie masz się o co złościć...
-wiem przepraszam..-mruknęłam przez łzy .
-nie słów a czynów trzeba . - jego słowa uświadomiły mi pewną rzecz, dlaczego akurat w tej chwili ?
czwartek, 8 sierpnia 2013
Rozdział 17
ROZDZIAŁ BĘDZIE ZAWIERAŁ CZĘŚCI +18
WIĘC CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ !!!
Przez chwilę stałam wpatrzona w lustro jak w obrazek podziwiając swoją smukłą a zarazem seksowną sylwetkę .
Starałam odciągnąć wzrok od mojego ciała lecz oczy same uznały co dla nich lepsze,w pewnej chwili poczułam jakby czegoś mi brakowało,ważnego elementu który będzie stanowił niezbędną część w moim wyglądzie jak i wewnątrz .
Oparłam się dłońmi o niską umywalkę i spojrzałam w głąb swoich oczu .
Co sekundę moje źrenice stopniowo rozszerzały się po czym przybierały wielkość milimetrowej kropki .
Nie wiedziałam dlaczego tak się dzieje więc zamknęłam oczy i ponownie je otworzyłam,w dalszym ciągu nie było żadnej zmiany .
Skończyłam tą zabawe i chwyciłam za bezbarwny błyszczyk który leżał beztrosko na wierzchu zlewu .
Swobodnym ruchem patyczka przejechałam nim po wardze i posmakowałam bezpłciowego błyszczyka po czym owinęłam wokół piersi jedwabny ręcznik i wyszłam z łazienki.
Gdy kierowałam się do pokoju ujrzałam Justina przy blacie kuchennym robiącego kolacje .
Uśmiechnęłam się i zgarnęłam mokre włosy do tyłu .
- O czym myślisz? – spytałam, przytulając się do chłopaka. Objął mnie ramieniem, wrzucając do miski ostatnie warzywo, trzymające w dłoni.
- O wszystkim – odparł, spoglądając na mnie z góry. Oparłam głowę o jego tors, wsłuchując się w bicie serca. Biło szybko.
- Dość trudny temat, jak na taką spokojną chwilę .
Nie odpowiedział tylko pocałował mnie we włosy i ścieśnił swój uścisk.
- Jesteś wyjątkowa – szepnął mi do ucha. Poczułam ciepło jego oddechu aż dostałam gęsiej skórki.
- Tak, nikt inny nie ma takiej szalonej wyobraźni jak ja – Zaśmiałam się.
- Nie o to chodzi. – Spojrzałam mu w oczy. Były takie piękne. Wydawały się niemal anielskie.
- A więc o co?
- Masz w sobie pewne coś, które skrywasz głęboko w sobie i boisz się je pokazać światu.
- Mianowicie? – serce zabiło mi szybciej. Wyczuł to i posłał mi swój anielski uśmiech.
- Nie zasługujesz na to by wytykali Ci wyrządzone krzywdy. – Skrzywił się, jakby to słowo było dla niego zbyt gorzkie.
-Musimy o tym rozmawiać ? -odsunęłam się gwałtownie od Biebera .
-Tak,mamy okazje bo jesteśmy sami .- szepnął .
Podeszłam do niego zdecydowanym krokiem i szepnęłam - A nie myślałeś o tym żeby coś innego zrobić ? Mam na Ciebie cholerną ochotę .
Chłopak posłał mi nikły uśmiech a ja popchnęłam go w stronę kanapy .
Justin usiadł na kanapie a ja podeszłam do niego bliżej i skierowałam się na jego kolana .
Wpiłam się w jego usta, wplatając palce w jego włosy. Chłopak nie był mi dłużny. Jedną ręką gładził mój policzek, a drugą ręką złapał mnie za pośladek. Oblizałam delikatnie jego usta i spojrzałam w jego oczy, uśmiechając się. Justin całował moją szyje i dekolt, a ja w między czasie zdejmowałam z niego opięty podkoszulek .Gdy wreszcie skończyłam nachyliłam się nad jego klatką piersiową i zaczęłam ją gładzić językiem . Bieber cicho jęknął .
Po chwili wstałam i pocałowałam go namiętnie. Chłopak położył nas tak na łóżku, że on leżał na mnie. Podniosłam się delikatnie do góry, żeby mógł bez problemu zerwać ze mnie ręcznik. Jego pocałunki były gorące, a ja chciałam więcej i więcej. Coś czułam, że to będzie niesamowita noc. Pierwszy raz tak bardzo chciałam seksu. Jego ręce były wszędzie, a mnie to doprowadzało do ekstazy. W końcu zdjął ze mnie ten ręcznik i zaczął obdarzać moje piersi pocałunkami, a to mi się bardzo podobało. Masował je swoim językiem. Myślałam, że za chwilę umrę z tej rozkoszy. Ssał moje sutki jak najsłodsze cukierki. A ja jęczałam, czując się jakbym była w niebie.
- Mmm - wymruczałam. Spojrzał na mnie pytająco.
- Tym swoim językiem potrafisz czynić cuda – wyszeptałam, oblizując usta.
Zaśmiał się i pocałował mnie namiętnie. Jego język masował moje podniebienie. Było cudownie, chciałam więcej i więcej.
Ściągnęłam jego spodnie a następnie bokserki.spojrzałam w dół i zaśmiałam się .
-Co ? -poruszył brwiami, śmiejąc się.
-Podoba mi się . -mruknęłam .
Chłopak ponownie wpił się w moje usta a moja dłoń wylądowała na jego brzuchu .
Jesteś gotowa ? - przejechał palcem wzdłuż mojej szyi .
-Nie zadawaj głupich pytań .- przycisnęłam go do Siebie .
nagle poczułam jak powoli we mnie wszedł. Poruszał się wolno, ale jego ruchy były mocne. Jęknęłam. Nagle w pokoju zrobiło się gorąco. Zaczęłam jęczeć i szeptać jego imię, jemu też widocznie się podobało, bo co jakiś czasy wydawał ciche jęki. Po naszych ciałach spływały kropelki potu. Chciałam więcej i więcej. Chłopak zaczął przyspieszać, a we mnie się gotowało. Był niesamowity. Było mi tak dobrze, że miałam ochotę krzyczeć tak głośno by całe Los Angeles mnie usłyszało. Czułam że zaczęłam dochodzić.
- Mocniej - wysapałam , chłopak wykonał moje polecanie, widać było, że był doświadczony w tym, co robił. Umiał zadowolić kobietę. Krzyczałam coraz głośniej – dochodziłam. Zaczęłam wbijać paznokcie w jego plecy. Wiłam się na łóżku jak wąż. Obróciłam chłopaka tak, że to ja teraz byłam na nim. Zaczęłam go powoli „ujeżdżać”. Chciałam, żeby był tak zadowolony jak ja. zobaczyłam, że Justin już prawie doszedł. Po chwili chłopak wyszedł ze mnie i złapał głęboki oddech patrząc mi głęboko w oczy .
nachyliłam się nad nim i rzuciłam Justinowi cwaniacki uśmieszek wsadzając sobie jego pana do buzi. Zaczęłam jeździć po nim ustami, wsadzając go sobie coraz głębiej. Chłopak chwycił mnie za włosy i nadał mi odpowiedni rytm, który sprawiał go o przyjemne uczucie. Zaczęłam robić to coraz szybciej ,zadowolony szatyn uniósł mnie nad siebie i pocałował czule w usta po czym obrócił moje ciało pod siebie .Gwałtownie we mnie wszedł. Cicho jęknęłam. Poruszał się w górę i w dół. Zaczął poruszać się coraz szybciej, a ja jęczałam coraz głośniej. Co chwilę muskałam jego malinowe wargi.
a on co jakiś czas muskał swoimi wargami moje ramię. Było mi tak dobrze, że nie potrafię określić tego słowami. Zaczęłam już nie wytrzymywać . Jęczałam tak głośno, że nie zdziwiłabym się gdyby wszyscy ludzie z klatki mnie usłyszeli. Złapałam prześcieradło i zaczęłam miętosić je w rękach. Właśnie doszłam do punktu kulminacyjnego. Głośno krzyknęłam: „Justin" . Myślałam, że jestem w niebie..
Już było po wszystkim,Obydwoje opadliśmy z sił i zaczęliśmy w głos wzdychać .
Szatyn objął mnie ramieniem, a ja położyłam głowę na jego klatce piersiowej.
- Najlepszy seks jaki kiedykolwiek uprawiłam - wyszeptałam.
- Mhm – wymruczał. - Było zajebiście.
Pocałowałam go w brodę. Uśmiechnął się do mnie i cmoknął mnie w czoło.
-Po chwili Justin zawtórował mi.
Jego twarz zdradzała zmieszanie i zawstydzenie. Podrapał się po głowie, nie wiedząc co zrobić z rękami.
- Zapomniałem gumek. – Oblał się rumieńcem i uśmiechnął sztucznie.
Wybuchłam śmiechem i spojrzałam na niego.
zauważyłam że nadal mu stoi i wyraźnie się tym denerwował. Uważał, że się zbłaźnił.
- Nic nie szkodzi – wyszeptałam mu do ucha gryząc jego płat . Możemy zaryzykować. – Uśmiechnęłam się zwodniczo a on przejechał szorstką dłonią po moim udzie .
-Co zrobiłes dobrego do jedzenia ? zgłodniałam po tych igraszkach .-syknęłam .
- Chodź napewno ci posmakuje -pociągnął mnie za sobą do kuchni .
Komiczne że tak beztrosko chodziliśmy nago po czyimś mieszkaniu,no w sumie po części też naszym .
Chłopak posadził mnie na blacie i próbował nakarmić,chciałam sama wziąć w rękę zapiekankę którą przygotował ale nie pozwalał mi na to i zabawiał się w nianie .
-No gryź - przystawił mi do ust kawałek podpiekanki i kazał zjeść .
Gdy próbowałam złapać zębami mały kawałeczek,Justin posmarował mi nos keczupem i zaczął śmiać .
-Odechciało mi się jeść . - starłam z twarzy keczup i poszłam do naszego pokoju i wtuliłam się w kołdrę,bo trzeba przyznać zmęczyłam się trochę .
Nagle usłyszałam dzwięk wiadomości który dochodził z telefonu Bruneta . Trochę nietypowe by o 1 w nocy dostać wiadomość chyba że był to Tyler .
Niestety przeliczyłam się ..
Weszłam w skrzynkę odbiorczą i przeczytałam "Próbowałam Cię nie kochać, próbowałam nie tęsknić za każdą cząstką Ciebie. Próbowałam żyć z nadzieją, że pewnego dnia wrócisz i będzie jak dawniej. Nie chcę już dlużej grać w grę zwaną miłość, bo stale przegrywam, a życie nie lubi przegranych, życie depcze takich. Nadal jesteś brakującym elementem mojej układanki, elementem szczęścia, które zgubiłam pewnego zimowego wieczoru. Tęsknię za Tobą wiedząc, że układasz sobie życie beze mnie, pokładam w Tobie nadzieję, a wiem że zawiedziesz mnie po raz kolejny. Czuję jak mokną mi policzki, jak płacze serce, to płacz którego nie potrafię zatrzymać. Nie wiem czy mnie pamiętasz, ale jakiś czas temu byłam dla Ciebie całym światem, byłam Twoim drugim oddechem. Dawałeś mi tę cholerną siłę, której dzisiaj tak bardzo mi brakuje. Tylko Ciebie tak bardzo kochałam, ludzie pytają mnie gdzie jest ta miłość, a ja pytam gdzie jesteś, ponieważ wydaje się jakby to była wieczność odkąd odszedłeś."
Akurat w tym samym momencie do pokoju wszedł Justin .
-Powiedz mi do cholery co to jest ?
-Dlaczego grzębałaś w moim telefonie ? -zapytał spokojnie .
-Bo myślałam że to mój .
- Nie,nie wiem kto to jest . Nie znam tego numeru,zresztą zmieniałem ostatnio numer .Tylko ty i Tyler mieliście mój numer .
-To jeszcze zobaczymy ......- wyszemrałam przez zaciśnięte zęby i odkręciłam się w drugą stronę by oddać się Morfeuszowi ..
http://ask.fm/JileyCyrusx PYTAJCIE MILEY! <3
WIĘC CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ !!!
Przez chwilę stałam wpatrzona w lustro jak w obrazek podziwiając swoją smukłą a zarazem seksowną sylwetkę .
Starałam odciągnąć wzrok od mojego ciała lecz oczy same uznały co dla nich lepsze,w pewnej chwili poczułam jakby czegoś mi brakowało,ważnego elementu który będzie stanowił niezbędną część w moim wyglądzie jak i wewnątrz .
Oparłam się dłońmi o niską umywalkę i spojrzałam w głąb swoich oczu .
Co sekundę moje źrenice stopniowo rozszerzały się po czym przybierały wielkość milimetrowej kropki .
Nie wiedziałam dlaczego tak się dzieje więc zamknęłam oczy i ponownie je otworzyłam,w dalszym ciągu nie było żadnej zmiany .
Skończyłam tą zabawe i chwyciłam za bezbarwny błyszczyk który leżał beztrosko na wierzchu zlewu .
Swobodnym ruchem patyczka przejechałam nim po wardze i posmakowałam bezpłciowego błyszczyka po czym owinęłam wokół piersi jedwabny ręcznik i wyszłam z łazienki.
Gdy kierowałam się do pokoju ujrzałam Justina przy blacie kuchennym robiącego kolacje .
Uśmiechnęłam się i zgarnęłam mokre włosy do tyłu .
- O czym myślisz? – spytałam, przytulając się do chłopaka. Objął mnie ramieniem, wrzucając do miski ostatnie warzywo, trzymające w dłoni.
- O wszystkim – odparł, spoglądając na mnie z góry. Oparłam głowę o jego tors, wsłuchując się w bicie serca. Biło szybko.
- Dość trudny temat, jak na taką spokojną chwilę .
Nie odpowiedział tylko pocałował mnie we włosy i ścieśnił swój uścisk.
- Jesteś wyjątkowa – szepnął mi do ucha. Poczułam ciepło jego oddechu aż dostałam gęsiej skórki.
- Tak, nikt inny nie ma takiej szalonej wyobraźni jak ja – Zaśmiałam się.
- Nie o to chodzi. – Spojrzałam mu w oczy. Były takie piękne. Wydawały się niemal anielskie.
- A więc o co?
- Masz w sobie pewne coś, które skrywasz głęboko w sobie i boisz się je pokazać światu.
- Mianowicie? – serce zabiło mi szybciej. Wyczuł to i posłał mi swój anielski uśmiech.
- Nie zasługujesz na to by wytykali Ci wyrządzone krzywdy. – Skrzywił się, jakby to słowo było dla niego zbyt gorzkie.
-Musimy o tym rozmawiać ? -odsunęłam się gwałtownie od Biebera .
-Tak,mamy okazje bo jesteśmy sami .- szepnął .
Podeszłam do niego zdecydowanym krokiem i szepnęłam - A nie myślałeś o tym żeby coś innego zrobić ? Mam na Ciebie cholerną ochotę .
Chłopak posłał mi nikły uśmiech a ja popchnęłam go w stronę kanapy .
Justin usiadł na kanapie a ja podeszłam do niego bliżej i skierowałam się na jego kolana .
Wpiłam się w jego usta, wplatając palce w jego włosy. Chłopak nie był mi dłużny. Jedną ręką gładził mój policzek, a drugą ręką złapał mnie za pośladek. Oblizałam delikatnie jego usta i spojrzałam w jego oczy, uśmiechając się. Justin całował moją szyje i dekolt, a ja w między czasie zdejmowałam z niego opięty podkoszulek .Gdy wreszcie skończyłam nachyliłam się nad jego klatką piersiową i zaczęłam ją gładzić językiem . Bieber cicho jęknął .
Po chwili wstałam i pocałowałam go namiętnie. Chłopak położył nas tak na łóżku, że on leżał na mnie. Podniosłam się delikatnie do góry, żeby mógł bez problemu zerwać ze mnie ręcznik. Jego pocałunki były gorące, a ja chciałam więcej i więcej. Coś czułam, że to będzie niesamowita noc. Pierwszy raz tak bardzo chciałam seksu. Jego ręce były wszędzie, a mnie to doprowadzało do ekstazy. W końcu zdjął ze mnie ten ręcznik i zaczął obdarzać moje piersi pocałunkami, a to mi się bardzo podobało. Masował je swoim językiem. Myślałam, że za chwilę umrę z tej rozkoszy. Ssał moje sutki jak najsłodsze cukierki. A ja jęczałam, czując się jakbym była w niebie.
- Mmm - wymruczałam. Spojrzał na mnie pytająco.
- Tym swoim językiem potrafisz czynić cuda – wyszeptałam, oblizując usta.
Zaśmiał się i pocałował mnie namiętnie. Jego język masował moje podniebienie. Było cudownie, chciałam więcej i więcej.
Ściągnęłam jego spodnie a następnie bokserki.spojrzałam w dół i zaśmiałam się .
-Co ? -poruszył brwiami, śmiejąc się.
-Podoba mi się . -mruknęłam .
Chłopak ponownie wpił się w moje usta a moja dłoń wylądowała na jego brzuchu .
Jesteś gotowa ? - przejechał palcem wzdłuż mojej szyi .
-Nie zadawaj głupich pytań .- przycisnęłam go do Siebie .
nagle poczułam jak powoli we mnie wszedł. Poruszał się wolno, ale jego ruchy były mocne. Jęknęłam. Nagle w pokoju zrobiło się gorąco. Zaczęłam jęczeć i szeptać jego imię, jemu też widocznie się podobało, bo co jakiś czasy wydawał ciche jęki. Po naszych ciałach spływały kropelki potu. Chciałam więcej i więcej. Chłopak zaczął przyspieszać, a we mnie się gotowało. Był niesamowity. Było mi tak dobrze, że miałam ochotę krzyczeć tak głośno by całe Los Angeles mnie usłyszało. Czułam że zaczęłam dochodzić.
- Mocniej - wysapałam , chłopak wykonał moje polecanie, widać było, że był doświadczony w tym, co robił. Umiał zadowolić kobietę. Krzyczałam coraz głośniej – dochodziłam. Zaczęłam wbijać paznokcie w jego plecy. Wiłam się na łóżku jak wąż. Obróciłam chłopaka tak, że to ja teraz byłam na nim. Zaczęłam go powoli „ujeżdżać”. Chciałam, żeby był tak zadowolony jak ja. zobaczyłam, że Justin już prawie doszedł. Po chwili chłopak wyszedł ze mnie i złapał głęboki oddech patrząc mi głęboko w oczy .
nachyliłam się nad nim i rzuciłam Justinowi cwaniacki uśmieszek wsadzając sobie jego pana do buzi. Zaczęłam jeździć po nim ustami, wsadzając go sobie coraz głębiej. Chłopak chwycił mnie za włosy i nadał mi odpowiedni rytm, który sprawiał go o przyjemne uczucie. Zaczęłam robić to coraz szybciej ,zadowolony szatyn uniósł mnie nad siebie i pocałował czule w usta po czym obrócił moje ciało pod siebie .Gwałtownie we mnie wszedł. Cicho jęknęłam. Poruszał się w górę i w dół. Zaczął poruszać się coraz szybciej, a ja jęczałam coraz głośniej. Co chwilę muskałam jego malinowe wargi.
a on co jakiś czas muskał swoimi wargami moje ramię. Było mi tak dobrze, że nie potrafię określić tego słowami. Zaczęłam już nie wytrzymywać . Jęczałam tak głośno, że nie zdziwiłabym się gdyby wszyscy ludzie z klatki mnie usłyszeli. Złapałam prześcieradło i zaczęłam miętosić je w rękach. Właśnie doszłam do punktu kulminacyjnego. Głośno krzyknęłam: „Justin" . Myślałam, że jestem w niebie..
Już było po wszystkim,Obydwoje opadliśmy z sił i zaczęliśmy w głos wzdychać .
Szatyn objął mnie ramieniem, a ja położyłam głowę na jego klatce piersiowej.
- Najlepszy seks jaki kiedykolwiek uprawiłam - wyszeptałam.
- Mhm – wymruczał. - Było zajebiście.
Pocałowałam go w brodę. Uśmiechnął się do mnie i cmoknął mnie w czoło.
-Po chwili Justin zawtórował mi.
Jego twarz zdradzała zmieszanie i zawstydzenie. Podrapał się po głowie, nie wiedząc co zrobić z rękami.
- Zapomniałem gumek. – Oblał się rumieńcem i uśmiechnął sztucznie.
Wybuchłam śmiechem i spojrzałam na niego.
zauważyłam że nadal mu stoi i wyraźnie się tym denerwował. Uważał, że się zbłaźnił.
- Nic nie szkodzi – wyszeptałam mu do ucha gryząc jego płat . Możemy zaryzykować. – Uśmiechnęłam się zwodniczo a on przejechał szorstką dłonią po moim udzie .
-Co zrobiłes dobrego do jedzenia ? zgłodniałam po tych igraszkach .-syknęłam .
- Chodź napewno ci posmakuje -pociągnął mnie za sobą do kuchni .
Komiczne że tak beztrosko chodziliśmy nago po czyimś mieszkaniu,no w sumie po części też naszym .
Chłopak posadził mnie na blacie i próbował nakarmić,chciałam sama wziąć w rękę zapiekankę którą przygotował ale nie pozwalał mi na to i zabawiał się w nianie .
-No gryź - przystawił mi do ust kawałek podpiekanki i kazał zjeść .
Gdy próbowałam złapać zębami mały kawałeczek,Justin posmarował mi nos keczupem i zaczął śmiać .
-Odechciało mi się jeść . - starłam z twarzy keczup i poszłam do naszego pokoju i wtuliłam się w kołdrę,bo trzeba przyznać zmęczyłam się trochę .
Nagle usłyszałam dzwięk wiadomości który dochodził z telefonu Bruneta . Trochę nietypowe by o 1 w nocy dostać wiadomość chyba że był to Tyler .
Niestety przeliczyłam się ..
Weszłam w skrzynkę odbiorczą i przeczytałam "Próbowałam Cię nie kochać, próbowałam nie tęsknić za każdą cząstką Ciebie. Próbowałam żyć z nadzieją, że pewnego dnia wrócisz i będzie jak dawniej. Nie chcę już dlużej grać w grę zwaną miłość, bo stale przegrywam, a życie nie lubi przegranych, życie depcze takich. Nadal jesteś brakującym elementem mojej układanki, elementem szczęścia, które zgubiłam pewnego zimowego wieczoru. Tęsknię za Tobą wiedząc, że układasz sobie życie beze mnie, pokładam w Tobie nadzieję, a wiem że zawiedziesz mnie po raz kolejny. Czuję jak mokną mi policzki, jak płacze serce, to płacz którego nie potrafię zatrzymać. Nie wiem czy mnie pamiętasz, ale jakiś czas temu byłam dla Ciebie całym światem, byłam Twoim drugim oddechem. Dawałeś mi tę cholerną siłę, której dzisiaj tak bardzo mi brakuje. Tylko Ciebie tak bardzo kochałam, ludzie pytają mnie gdzie jest ta miłość, a ja pytam gdzie jesteś, ponieważ wydaje się jakby to była wieczność odkąd odszedłeś."
Akurat w tym samym momencie do pokoju wszedł Justin .
-Powiedz mi do cholery co to jest ?
-Dlaczego grzębałaś w moim telefonie ? -zapytał spokojnie .
-Bo myślałam że to mój .
- Nie,nie wiem kto to jest . Nie znam tego numeru,zresztą zmieniałem ostatnio numer .Tylko ty i Tyler mieliście mój numer .
-To jeszcze zobaczymy ......- wyszemrałam przez zaciśnięte zęby i odkręciłam się w drugą stronę by oddać się Morfeuszowi ..
http://ask.fm/JileyCyrusx PYTAJCIE MILEY! <3
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
Rozdział 16
Z moich oczu ulotniła się mokra substancja,nadal nie wierzyłam w to co zrobiłam .
Zbrodnia karygodna,do końca życia będę smażyć się w piekle ale stop przecież on na to zasłużył tak Miley ? bił cię ,znęcał się oraz molestował a ty się nad tym użalasz ?
Za wiele myśli miałam w głowie,to spadło tak nagle. Miało być całkowicie inaczej ..
Pochyliłam głowę do ziemi, i ujrzałam że w rękach trzymam nadal spluwe,a sądziłam że pod wpływem nerwów spadła na podłoże .
Przetarłam luft delikatnie kciukiem, i uśmiechnęłam się po czym poczułam obrzydzenie do broni i wyrzuciłam ją za siebie.
W tej chwili stałam się zabójcą,który powinien zostać skuty w kajdanki i dożywotnie cierpieć za tą zbrodnie niemal że doskonałą .
W duchu modliłam się o to aby nie pociągnęli do odpowiedzialności Justina,ale znając życie dochodzenie nie ominie nas .
Wszystkie zagojone rany zostaną rozdrapane i zacznę cierpieć,teraz poczuwam się całkowicie do tego co zrobiłam ..
W oddali zobaczyłam rozproszonego Justina,rozglądał się po całym wąwozie aż wkońcu mnie zauważył i zaczął biedź .
Był w samym podkoszulku,który z resztą cały przemókł,i tak seksownie podkreślał jego sylwetkę .Nieodpowiednia myśl na tą chwilę,ale on jedyny był w polu mojego wzroku a także wyobraźni .
Gdy spoglądałam na niego czułam jak rozpływam się w rozkoszy,czasami nie dowierzałam w to co się dzieje lubiłam jego nierozgarnięte włosy,bo robiło go to jeszcze bardziej ponętnym . Mam cholerną chęć na niego,ale pomyśli że nie zdaje sobie powagi sytuacji .
-Miley.. - usłyszałam spokojny głos Justina .
-słucham cię.- podniosłam się z ziemi,i stanęłam twarzą w twarz z chłopakiem . Nie był zły,ani nie miał przybitego humoru. Był raczej obojętny co zdziwiło mnie jeszcze bardziej ..
uniósł rękę do mojego policzka i zaczął go gładzić opuszkiem palca,milcząc przez moment .
-Justin,co się stało?
-Nic, cieszę się że to zrobiłaś . - uniósł ramiona i uśmiechnął się .
-Nie martwi cię to że jestem zabójcą ?! Takim łagodnym tonem to wypowiadasz jakbyś miał mnie w dupie - podniosłam głos .
-Kochanie,prędzej czy później ja bym to zrobił więc nie ma to znaczenia . - musnął mnie w usta i odsunął się .
Nie wierzyłam w to co słyszę, czy on naprawdę postradał rozumy ?! Nie odczuł powagi sytuacji,nie zrozumiał .Nie wiem,być może ..
-Ale dlaczego mówisz to tak bezinteresownie ? będę miała problemy i to spore ..
-Nie będziesz miała,sądze że ludzie będą całować cię po rękach najbardziej to chyba jego matka . - szepnął szczęśliwy Justin .
Nie odezwałam się ani słowem,i zmierzyłam Biebera wzrokiem ale on nadal utrzymywał uśmiech na buzi .
-Co cię tak cieszy ? - syknęłam .
-jesteś taka gorąca,szczególnie cała mokra . - zarzucił mi uśmiechem i złapał za rękę prowadząc w stronę szpitala .
Jakby czytał mi w myślach, ciekawe..
-Ale co zostawimy go tak ?! - krzyknęłam .
On przyłożył mi wskazujący palec do ust i spojrzał w głąb oczu po czym pokierował się przed siebie .
Już całkowicie nie rozumiałam tego co tu się dzieje,cholera dowody zostały tam a ja idę od tak i nie reaguje ? Musiałam zakończyć to przedstawienie i dowiedzieć się co jest na rzeczy ..
-Justin ! Powiedz mi co jest tu grane do jasnej cholery. Chcesz żebym miała problemy ? - wyrwałam dłoń z jego uścisku i krzyknęłam .
On westchnął i oblizał wargę . - Przysięgam ci nie będziesz miała problemów,wszystko jest zakończone zaczynamy nowe życie,nie cieszysz się ? - przyłożył dłonie do moich policzków .
-Nie,Justin . Tu coś nie gra . Nie mogę ci uwierzyć chociaż robię wszystko by to zrobić . - poszłam przed siebie i zaczęłam rozmyślać o tym co usłyszałam z ust Justina . Wydawało się to trochę dziwne,ale mimo wszystko starałam mu się wierzyć .
-Stój Miley !
odwróciłam się w jego stronę i poczekałam aż przyjdzie,nerwowo rozglądając się na boki .
-Przepraszam cię. - przyklęknął i zaczął całować ręce .
Z mojego oka wyciekła łza, poczułam że wkońcu zostałam przez kogoś pokochana że ktoś zaczyna mnie szanować i wspierać . Justin zawsze był chłopakiem który ma szacunek do wszystkiego co żywe,nie oceniał kogoś pod pryzmatem pieniędzy i wyglądu lecz serca ..
-Justin wstań . - szepnęłam .
-Najpierw mnie wysłuchaj, chcę ci pokazać jakim szacunkiem cię darzę i jak mocna jest moja miłość do Ciebie. Nigdy w życiu nikt nie wywołał tyle uśmiechu na mojej twarzy co ty,rozumiesz mnie bez granic i kochasz za małe rzeczy . Uwierz mi, proszę .
Przygryzłam wargę i szlochałam pod nosem, wyjątkowa sytuacja ..
Justin wstał i spojrzał na moje przeszklone oczy,po chwili zobaczyłam że w jego oczach chwieją się małe łzy,otarłam je a chłopak przez łzy powiedział . - proszę nie płacz,pęka mi serce . Wiem że nie miałaś łatwo w życiu,że musiałaś trafić na takiego człowieka jak liam . Ale nie pozwolę na to by ktoś ci wyrządzał krzywdę,kiedy widzę że jesteś przybita mam chęć cię mocno przytulić i powiedzieć że będzie dobrze .
Ale życie zawsze wybierze własną ścieżkę wydarzeń,nie mamy na to wpływu . Dlatego powinniśmy trzymać się razem i pokazać ludziom,że damy radę .
Zabolało mnie to mocno kiedy zobaczyłam łzy w jego oczach, ale poczułam się szczęśliwa . Jego łzy ukazały szczerość słów skierowanych do mnie .
- Każdego cholernie długiego dnia modle się o to by cię nie stracić .
Chłopak otarł twarz i mocno mnie przytulił .Poczułam ciepło dochodzące z jego klatki piersiowej co wprawiło mnie w błogi stan.
Cmoknął mnie w czoło i ponownie chwycił za rękę prowadząc do naszego samochodu . Nie opierałam się mu bo wiedziałam że ma dobry zamiar .
-Gdzie jedziemy ?
-Do domu,kochanie .
Nie będę ukrywać,źle się czułam na dodatek byłam cała mokra a żołądek ściskał coraz bardziej . poszłam tym razem na tylne siedzenia i położyłam się na miękkie płótno . Justin schował mój kosmyk włosów za ucho i odwrócił się do przodu .
Wtuliłam się w zimną tapicerkę i usnęłam ....
Obudziłam się w domu na kanapie, siadłam po turecku i rozejrzałam po domu . Było strasznie ciemno a spokojna cisza drażniła moje bębenki .
Wstałam i przeszłam się do naszego pokoju, dom był całkowicie pusty jakby ktoś się z niego świeżo wyprowadził .
Rozejrzałam się dookoła siebie i przeszłam do pokoju .
Delikatnym posunięciem stóp,weszłam do małego pokoju i zobaczyłam że Justin śpi,opadł z sił bo ten dzień był wyjątkowo trudny i ciężki dla każdego z nas .
Oparłam się dłońmi o gładką ścianę i spoglądałam na jego równomierny oddech,aż dech zapierało w piersiach . Szatyn nie zdawał sobie nawet sprawy z tego jaką radość wywołuje u mnie .
Nasunęło mi się myśl,czy Kelsey żyje ? W każdej sekundzie myślę o tym,nie daje mi to spokoju .Nie zdołałam z nią zamienić nawet zdania, a chciałam z nią porozmawiać bo ona jedyna rozumiała mnie i moją sytuacje . shannon to ćpunka interesowało ją jedynie jak na czymś się wzbogacić a lindsay ? w sumie była taka sama,tylko że bardziej okazywała to co ma w środku .a kelsey ? jako pierwsza do mnie podeszła i zaczęła rozmowę . Nie zmierzyła mnie wzrokiem lecz słodko i ciepło się uśmiechnęła .
Nie budząc Justina sięgnęłam po telefon który leżał na brzegu łóżka i poszłam do salonu . Siadłam w kącie miękkiej sofy i wykręciłam numer do Tylera.
Bałam po tym wszystkim odezwać się do niego,zawiodłam na całej lini..
-Tyler ? -chrząknęłam .
- to ty miley ? przepraszam cię głupio wyszło .wcale tak o tobie nie sądzę .- mruknął zakłopotany .
-przestań,masz prawo tak o mnie myśleć . Co u Kelsey ?
-Wszystko dobrze,siedzę właśnie obok niej . Gdyby nie ty nie było by jej tu . W porę zareagowałaś będę ci wdzięczny do końca życia . - po tych słowach poczułam ulgę,wiedziałam już że teraz nie ma się o co martwić . Jestem szczęśliwa .
-Cieszę się, dziękuje . - rozłączyłam się i podskoczyłam z radości, uratowałam komuś życie naprawdę ? dalej w to nie wierzę sen !
Korzystając z tego że nikogo nie było w domu,rozebrałam się na środku pokoju i sunęłam w stronę łazienki .
Byłam padnięta,cały dzień tak szybko zleciał nie wiadomo nawet kiedy, mój żołądek ssał coraz bardziej z głodu . Włączyłam bieżącą wodę i pozwoliłam jej spłynąc w z dłuż kafelków .
Weszłam w wodę i spłukiwałam z siebie każdy milimetr brudu . Nalałam w dłonie truskawkowy żel i wtarłam w każdy zakamarek ciała dając sobie tym przyjemność . Cała nienawiść,ból spłynęła tak szybko jak ta woda przedostająca się przeze mnie . Wszystko co się stało było za mną, najważniejsza rzecz .
Zakręciłam kurki ciepłej wody i wyszłam spod prysznica,od razu ocierając się śnieżno białym ręcznikiem .
Spojrzałam w lustro i szepnęłam " jesteś piękna i za taką się postrzegaj" .
Zbrodnia karygodna,do końca życia będę smażyć się w piekle ale stop przecież on na to zasłużył tak Miley ? bił cię ,znęcał się oraz molestował a ty się nad tym użalasz ?
Za wiele myśli miałam w głowie,to spadło tak nagle. Miało być całkowicie inaczej ..
Pochyliłam głowę do ziemi, i ujrzałam że w rękach trzymam nadal spluwe,a sądziłam że pod wpływem nerwów spadła na podłoże .
Przetarłam luft delikatnie kciukiem, i uśmiechnęłam się po czym poczułam obrzydzenie do broni i wyrzuciłam ją za siebie.
W tej chwili stałam się zabójcą,który powinien zostać skuty w kajdanki i dożywotnie cierpieć za tą zbrodnie niemal że doskonałą .
W duchu modliłam się o to aby nie pociągnęli do odpowiedzialności Justina,ale znając życie dochodzenie nie ominie nas .
Wszystkie zagojone rany zostaną rozdrapane i zacznę cierpieć,teraz poczuwam się całkowicie do tego co zrobiłam ..
W oddali zobaczyłam rozproszonego Justina,rozglądał się po całym wąwozie aż wkońcu mnie zauważył i zaczął biedź .
Był w samym podkoszulku,który z resztą cały przemókł,i tak seksownie podkreślał jego sylwetkę .Nieodpowiednia myśl na tą chwilę,ale on jedyny był w polu mojego wzroku a także wyobraźni .
Gdy spoglądałam na niego czułam jak rozpływam się w rozkoszy,czasami nie dowierzałam w to co się dzieje lubiłam jego nierozgarnięte włosy,bo robiło go to jeszcze bardziej ponętnym . Mam cholerną chęć na niego,ale pomyśli że nie zdaje sobie powagi sytuacji .
-Miley.. - usłyszałam spokojny głos Justina .
-słucham cię.- podniosłam się z ziemi,i stanęłam twarzą w twarz z chłopakiem . Nie był zły,ani nie miał przybitego humoru. Był raczej obojętny co zdziwiło mnie jeszcze bardziej ..
uniósł rękę do mojego policzka i zaczął go gładzić opuszkiem palca,milcząc przez moment .
-Justin,co się stało?
-Nic, cieszę się że to zrobiłaś . - uniósł ramiona i uśmiechnął się .
-Nie martwi cię to że jestem zabójcą ?! Takim łagodnym tonem to wypowiadasz jakbyś miał mnie w dupie - podniosłam głos .
-Kochanie,prędzej czy później ja bym to zrobił więc nie ma to znaczenia . - musnął mnie w usta i odsunął się .
Nie wierzyłam w to co słyszę, czy on naprawdę postradał rozumy ?! Nie odczuł powagi sytuacji,nie zrozumiał .Nie wiem,być może ..
-Ale dlaczego mówisz to tak bezinteresownie ? będę miała problemy i to spore ..
-Nie będziesz miała,sądze że ludzie będą całować cię po rękach najbardziej to chyba jego matka . - szepnął szczęśliwy Justin .
Nie odezwałam się ani słowem,i zmierzyłam Biebera wzrokiem ale on nadal utrzymywał uśmiech na buzi .
-Co cię tak cieszy ? - syknęłam .
-jesteś taka gorąca,szczególnie cała mokra . - zarzucił mi uśmiechem i złapał za rękę prowadząc w stronę szpitala .
Jakby czytał mi w myślach, ciekawe..
-Ale co zostawimy go tak ?! - krzyknęłam .
On przyłożył mi wskazujący palec do ust i spojrzał w głąb oczu po czym pokierował się przed siebie .
Już całkowicie nie rozumiałam tego co tu się dzieje,cholera dowody zostały tam a ja idę od tak i nie reaguje ? Musiałam zakończyć to przedstawienie i dowiedzieć się co jest na rzeczy ..
-Justin ! Powiedz mi co jest tu grane do jasnej cholery. Chcesz żebym miała problemy ? - wyrwałam dłoń z jego uścisku i krzyknęłam .
On westchnął i oblizał wargę . - Przysięgam ci nie będziesz miała problemów,wszystko jest zakończone zaczynamy nowe życie,nie cieszysz się ? - przyłożył dłonie do moich policzków .
-Nie,Justin . Tu coś nie gra . Nie mogę ci uwierzyć chociaż robię wszystko by to zrobić . - poszłam przed siebie i zaczęłam rozmyślać o tym co usłyszałam z ust Justina . Wydawało się to trochę dziwne,ale mimo wszystko starałam mu się wierzyć .
-Stój Miley !
odwróciłam się w jego stronę i poczekałam aż przyjdzie,nerwowo rozglądając się na boki .
-Przepraszam cię. - przyklęknął i zaczął całować ręce .
Z mojego oka wyciekła łza, poczułam że wkońcu zostałam przez kogoś pokochana że ktoś zaczyna mnie szanować i wspierać . Justin zawsze był chłopakiem który ma szacunek do wszystkiego co żywe,nie oceniał kogoś pod pryzmatem pieniędzy i wyglądu lecz serca ..
-Justin wstań . - szepnęłam .
-Najpierw mnie wysłuchaj, chcę ci pokazać jakim szacunkiem cię darzę i jak mocna jest moja miłość do Ciebie. Nigdy w życiu nikt nie wywołał tyle uśmiechu na mojej twarzy co ty,rozumiesz mnie bez granic i kochasz za małe rzeczy . Uwierz mi, proszę .
Przygryzłam wargę i szlochałam pod nosem, wyjątkowa sytuacja ..
Justin wstał i spojrzał na moje przeszklone oczy,po chwili zobaczyłam że w jego oczach chwieją się małe łzy,otarłam je a chłopak przez łzy powiedział . - proszę nie płacz,pęka mi serce . Wiem że nie miałaś łatwo w życiu,że musiałaś trafić na takiego człowieka jak liam . Ale nie pozwolę na to by ktoś ci wyrządzał krzywdę,kiedy widzę że jesteś przybita mam chęć cię mocno przytulić i powiedzieć że będzie dobrze .
Ale życie zawsze wybierze własną ścieżkę wydarzeń,nie mamy na to wpływu . Dlatego powinniśmy trzymać się razem i pokazać ludziom,że damy radę .
Zabolało mnie to mocno kiedy zobaczyłam łzy w jego oczach, ale poczułam się szczęśliwa . Jego łzy ukazały szczerość słów skierowanych do mnie .
- Każdego cholernie długiego dnia modle się o to by cię nie stracić .
Chłopak otarł twarz i mocno mnie przytulił .Poczułam ciepło dochodzące z jego klatki piersiowej co wprawiło mnie w błogi stan.
Cmoknął mnie w czoło i ponownie chwycił za rękę prowadząc do naszego samochodu . Nie opierałam się mu bo wiedziałam że ma dobry zamiar .
-Gdzie jedziemy ?
-Do domu,kochanie .
Nie będę ukrywać,źle się czułam na dodatek byłam cała mokra a żołądek ściskał coraz bardziej . poszłam tym razem na tylne siedzenia i położyłam się na miękkie płótno . Justin schował mój kosmyk włosów za ucho i odwrócił się do przodu .
Wtuliłam się w zimną tapicerkę i usnęłam ....
Obudziłam się w domu na kanapie, siadłam po turecku i rozejrzałam po domu . Było strasznie ciemno a spokojna cisza drażniła moje bębenki .
Wstałam i przeszłam się do naszego pokoju, dom był całkowicie pusty jakby ktoś się z niego świeżo wyprowadził .
Rozejrzałam się dookoła siebie i przeszłam do pokoju .
Delikatnym posunięciem stóp,weszłam do małego pokoju i zobaczyłam że Justin śpi,opadł z sił bo ten dzień był wyjątkowo trudny i ciężki dla każdego z nas .
Oparłam się dłońmi o gładką ścianę i spoglądałam na jego równomierny oddech,aż dech zapierało w piersiach . Szatyn nie zdawał sobie nawet sprawy z tego jaką radość wywołuje u mnie .
Nasunęło mi się myśl,czy Kelsey żyje ? W każdej sekundzie myślę o tym,nie daje mi to spokoju .Nie zdołałam z nią zamienić nawet zdania, a chciałam z nią porozmawiać bo ona jedyna rozumiała mnie i moją sytuacje . shannon to ćpunka interesowało ją jedynie jak na czymś się wzbogacić a lindsay ? w sumie była taka sama,tylko że bardziej okazywała to co ma w środku .a kelsey ? jako pierwsza do mnie podeszła i zaczęła rozmowę . Nie zmierzyła mnie wzrokiem lecz słodko i ciepło się uśmiechnęła .
Nie budząc Justina sięgnęłam po telefon który leżał na brzegu łóżka i poszłam do salonu . Siadłam w kącie miękkiej sofy i wykręciłam numer do Tylera.
Bałam po tym wszystkim odezwać się do niego,zawiodłam na całej lini..
-Tyler ? -chrząknęłam .
- to ty miley ? przepraszam cię głupio wyszło .wcale tak o tobie nie sądzę .- mruknął zakłopotany .
-przestań,masz prawo tak o mnie myśleć . Co u Kelsey ?
-Wszystko dobrze,siedzę właśnie obok niej . Gdyby nie ty nie było by jej tu . W porę zareagowałaś będę ci wdzięczny do końca życia . - po tych słowach poczułam ulgę,wiedziałam już że teraz nie ma się o co martwić . Jestem szczęśliwa .
-Cieszę się, dziękuje . - rozłączyłam się i podskoczyłam z radości, uratowałam komuś życie naprawdę ? dalej w to nie wierzę sen !
Korzystając z tego że nikogo nie było w domu,rozebrałam się na środku pokoju i sunęłam w stronę łazienki .
Byłam padnięta,cały dzień tak szybko zleciał nie wiadomo nawet kiedy, mój żołądek ssał coraz bardziej z głodu . Włączyłam bieżącą wodę i pozwoliłam jej spłynąc w z dłuż kafelków .
Weszłam w wodę i spłukiwałam z siebie każdy milimetr brudu . Nalałam w dłonie truskawkowy żel i wtarłam w każdy zakamarek ciała dając sobie tym przyjemność . Cała nienawiść,ból spłynęła tak szybko jak ta woda przedostająca się przeze mnie . Wszystko co się stało było za mną, najważniejsza rzecz .
Zakręciłam kurki ciepłej wody i wyszłam spod prysznica,od razu ocierając się śnieżno białym ręcznikiem .
Spojrzałam w lustro i szepnęłam " jesteś piękna i za taką się postrzegaj" .
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)