Miley ! Gdzie idziesz ?-krzyknął w głos Justin .
-Idę zakończyć te wszystkie problemy,nie pozwolę na to by ciągle skakał wam do gardeł - odpowiedziałam i pobiegłam przez wąski korytarz .
Miałam chęć zakończyć to piekło raz na zawsze,ale niestety nie było wcale tak prosto jak myślałam .
Byłam gotowa na to co może nastąpić,i szczerze ? nie boli mnie sumienie że mogę zabić człowieka,już nie .
Liam to bestia bez serca,nigdy nie daje za wygraną a z takimi robi się porządek . Wiem że takie sprawy nie należą do mnie ale gdy zrobi coś o wiele gorszego i przez to zginą niewinni ludzie ? Nie,nie mogę na to pozwolić ..
Stałam na schodach pod dachem wyjścia ze szpitala,deszcz z sekundy na sekundę rósł a w raz z nim moja adrenalina . Poczułam jak coraz bardziej pragnę zemsty,jak cały ból który otrzymałam od niego chcę mu zwrócić co do grosza,nie hamując się .Wiem że jest egoistyczne podejście,przestałam myśleć o Justinie i innych bo zależało mi na zemście. Ale to jedyna słuszna decyzja którą podjęłam w życiu,nie mogę marnować czasu tylko wziąć się w garść i raz na zawsze pozamykać otwarte rany ..
Zarzuciłam na głowę kaptur i pobiegłam w stronę przystanku autobusowego który znajdował się niedaleko szpitala.
Wszystko było takie niewyraźne,mdłe a oczy miałam przeszklone od kropel deszczu spadających na moją buzię ,nie mogłam znieść tego że zewsząd wydobywały się różne odgłosy,alarmy samochodów i jasne światła lamp . Strasznie podrażniało to moją zszarganą psychikę .
Stałam nad krawężnikiem oczekując na rozświetlenie zielonych odblasków,było to chorobliwie długo . Nie mogłam się powstrzymać i przebiegłam na czerwonym świetle między pasem stojących w pionie samochodów . Zobaczyłam jak zwięzły korek z lekka zaczyna się rozluźniać,postanowiłam że pobiegnę trochę szybciej na drugą stronę ponieważ była to ruchliwa autostrada i nie chciałam aby doszło do jakiegokolwiek wypadku ..
Gdy biegłam na drugą stronę, wyhamował przede mną srebrny mercedes , siedział w nim chłopak średniego wieku rozmawiający przez komórkę . Podeszłam do jego okna i zapukałam mocno,a on nadal rozmawiał przez telefon nawet nie reagując na to .
-Głuchy palancie jesteś ?! pukam w tą pieprzoną szybę od 2 minut a ty nawet nie spojrzysz w moją stronę ?! -krzyknęłam .
-Przepraszam rozmawiałem przez telefon,coś się stało ? -rzekł spokojnie chłopak .
-Tak prawie mnie potrąciłeś idio....- chłopak zdjął okulary które powierzchownie odstawały z jego szpiczastego nosa . Wtedy pożałowałam tego co zrobiłam ..
Przełknęłam głośno śline,i spojrzałam na jego twarz .
Chłodny dreszcz pokrył cały wierzch moich pleców,a ja poczułam lekki dyskomfort pod pazuchą bluzy .
On dokonał pytającego gestu rękami a ja zagryzłam wargę i przeczesałam palcami końcówki włosów .
Uniosłam głowę do góry a on skierował wzrok na moją twarz .
Jego sztuczny uśmiech natychmiastowo zamienił się w pełną nienawiści minę .
Przez chwilę zaparło we mnie oddech i tchnienie,czułam że to jest sytuacja bez wyjścia. Byłam tylko mocna w słowach a do czynów w moment straciłam odwagę .Serce przyśpieszyło uderzenia,a ja nie mogłam zapanować nad strachem który zbierał się w środku mnie .
Zawiść w jego oczach była coraz większa i większa więc postanowiłam się wycofać .
szłam powolnym krokiem do tyłu pokazując mu wskazującą ręką różne znaki,nagle upadłam do tyłu potykając się o wysoki krawężnik . Poczułam jak ból rozchodził się z kości do kości a ja nie mogłam się podnieść .
Wydałam głośny jęk z bólu po czym otarłam policzek,i próbowałam wstać .
Kiedy zobaczyłam że Liam wychodzi z samochodu szybkim ruchem wstałąm z ziemi i pobiegłam w stronę wąwozu który znajdował się tuż przede mną .
Serce prawie wyskoczyło mi z piersi a ja biegłam ile sił w nogach, najgorsze było to że wszystko było takie jednolite nie różniące się od niczego, z trudem pogodziłam się z tym co ma nastąpić . .
Wbiegłam w szereg drzew okrytych gęstymi konarami oraz liścmi ,a co chwilę słyszałam czyjeś sapanie,kroki i ciche szepty .
Przerastało to moje jakiekolwiek oczekiwania, nie sądziłam że los wydarzeń akurat tak się potoczy. No cóż jak będzie tak będzie bóg jedyny zdecyduje o tym co ma nastąpić .
Oparłam się plecami do pienia drzewa i modliłam o to by przeżyć,stałam dosłownie w ogniu którego nie da się na żaden sposób zgasić .
Chciałabym o te 2 dni cofnąć życie w tył,żebym mogła wtedy zamknąć wszystkie problemy i oddać się spokojnemu życiu ale jak zwykle wszystko jest na przekór...
poczułam jak po moim ciele pałęta się zimny odór powietrza i cudzego oddechu, chciałam ucieć stamtąd jak najdalej, najlepiej by było jakby obok gdzieś znalazł się Justin a ja po prostu jestem sama,jedna .
OD samego ujrzenia jego twarzy, psychika mi siadła . wiedziałam że nie pójdzie po mojej myśli .
-wyłaź suko,wiem że tu jesteś . załatwmy to po dobroci haha - krzyknął Liam , nie wiedziałam co go tak cieszy czyżby moja słabość i naiwność ? na to wychodzi .
-Powtarzam,daje ci 5 minut na wyjście i załatwimy wszystko po dobroci . a jak nie to już inaczej porozmawiamy . - nabił spust broni .
cała zaczęłam się telepać, byłam na siebie wściekła za to że całkowicie zmieniły się moje plany,miało wyjść tak idealnie . Jeden strzał i po bólu a tu role się zamieniły .
W myślach głośno wykrzykiwałam jak bardzo potrzebuję Justina, krzyczałam z prośbą o pomoc bo kto inny jak nie on wsparłby mnie.chciałam czuć jego dotyk na mojej szorstkiej skórze,jego pocałunki jego czułość, chciałam poczuć że Justin jest obok . Brakuje mi go ..
Teraz zaczęłąm myśleć jak bardzo zraniłam Justina,ile musiał przeze mnie wycierpieć . Nie mogłam tego dalej ciągnąć,chociaż raz wykaże się odwagą .
ze szlufki spodni wyciągnęłam nabitą broń .obróciłam ją na palcu i schowałam ponownie do spodni .
Odpaliłam ostatniego papierosa który znajdował się w mojej kieszeni. wykonałam znak krzyżu na klatce piersiowej i wyciągnełam pistolet jeszcze raz .
Nie mogłam odciągnąć wzroku od nabłyszczonego lakieru broni,gładziłam ją ręką w delikatny sposób aż nagle zobaczyłam jak na czarnej skuwce pistoletu osadziła się jedna wielka łza . Było to oznaką jak bardzo chcę się wydostać z tego koszmaru ....
- No jestem na to liczyłeś ? Tym razem nie pozwolę ci traktować mnie jak śmiecia bo teraz to ty mnie wysłuchasz . - wyszłam zza wysokiego drzewa i dałam spekulacyjny gest palcem .
-Odkąd pamiętam,traktowałeś mnie jak najgorsze ścierwo . Zawsze wmawiałeś mi zdrady po czym urządzałeś istne piekło ,i to nie ja zawiniłam w tym związku lecz ty, i dzisiaj to ty poniesiesz karę za wyrządzone krzywdy . - chłopak spojrzał na mnie zawistnym wzrokiem . Całe ręce ze stresu zrobiły mi się mokre co nie pozwalało od razu nacisnąć spustu . Wahałam się nad tą decyzją,ale uznałam że będzie ona najlepsza .
-Miley ja nie chcę wojny, chcę rozmowy . - powiedział z wrednym uśmiechem na twarzy .
- Ja już skończyłam mówić, nie będziesz dalej krzywdził osób na których mi zależy nie pozwolę ci na to,rozumiesz? przez Ciebie prawie straciłam osobę którą kocham najbardziej na świecie,jak ty byś się czuł gdybym na twoich oczach strzeliła twojej matce kulkę w łeb ? No powiedz, bo ty nie masz nikogo innego kogo mógł byś obdarzyć swoją chorą miłością nawet własna matka nie przyznaje się do takiego psychicznego człowieka jak ty !
-Zamknij się i daj mi coś powiedzieć . - zbliżył się krok do przodu.
-Nie,to ty mnie masz słuchać . Dzisiaj zwrócę ci cały ból którym obdarowywałeś mnie przez 2 lata , po tobie nie pozostanie już nic . - powiedziałam spokojnym tonem przez łzy zaciskając zęby .
Złapałam delikatnie za spust broni i przekręciłam powoli lewarek szykując się do strzału .
kolejna łza ściekła mi po policzku,gromadziła się we mnie agresja ,która prosiła się o to by jak najszybciej ją rozładować .
-Przez te 2 lata nie dałeś mi ani razu szczęścia ,uśmiechu na twarzy . Twoją największą zaletą jest krzywdzenie ludzi,prawda ? i do tej pory robiłeś to z perfekcją . koniec już,żęgnaj . - z całych sił nacisnęłam za klamerkę . Nie mogłam nasycić się widokiem jego cierpienia, tego jak wołał o wszelką pomoc . wszystkie uczucia w tej chwili wygasły we mnie,zostały po prostu wyłączone .
-Miley dlaczego ? - sapnął .
-Dlatego - następny na bój wystrzeliłam w jego stronę .
on upadł na ziemię i wyglądało na to że nie oddycha .
Serce stanęło mi kołkiem,bo dopiero teraz uświadomiłam sobie jaki czyn popełniłam .
Zabiłam człowieka .
Wyjęłam telefon i wykręciłam numer do Justina,całe ręce latały mi jak opętane nie mogłam się uspokoić .
-Justin.
-Coś się stało ? wszędzie cię szukałem .
-Tak *powiedziałam przez płacz* zabiłam go .
-kogo ?
-Liama,justin pomóż mi . - szepnęłam .
-gdzie jesteś ?
- w wąwozie ..
-zaraz będę czekaj ..
Cała we łzach osunęłam się na ziemię i nadal nie dowierzałam w to co dokonałam ....
ZA JAKIEKOLWIEK BŁEDY PRZEPRASZAM ! < 3
WIEM ŻE KRÓTKI ALE OSTATNIO NIE MOGĘ ZNALEŹĆ CZASU NA PISANIE,MIMO WWSZYSTKO KOCHAM WAS < 3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz