To był najgorszy dzień w moim życiu,wszystko przeleciało mi przed oczami..
Co dalej będzie ? Co zrobię? Jak z tego wybrnę ? Nie wiem..
***
Ciągle los dawał nam nowe przeszkody,nie było dnia spokoju wszystko się piętnowało. Dlaczego ?Pytam się co ja takiego zrobiłam by ciągle cierpieć ? By nieustannie były problemy ..
Siedziałam oparta o chłodną,metaliczną posadzkę tuż obok drzwi cała zalana łzami.
Byłam cholernie wściekła na siebie za to,że pozwoliłam im tak po prostu go zabrać, nie zrobiłam nic w tym kierunku by zatrzymać go u swojego boku.
Gorycz wypełniła całe moje serce,myślałam że od tej pory jestem nieugięta,że zaczynamy wszystko od początku. Domyślałam się iż nie początki nie będą łatwe,ale miałam glęboką nadzieję że wyjdziemy na prostą,i będziemy mieli możliwość życia każdą chwilą razem,to było taka piękna perspektywa na nowy rozdział w życiu które jak do tej pory nie wiodło się idealnie lecz niestety nie realna..
Stukałam nerwowo paznokciami o ekran telefonu,rozmyślając o tym co jestem w stanie zrobić .
Przywodziły się do mojej głowy przeróżne pomysły i plany,nie umiałam wybrać jednego bo każdy był dla mnie warty zachodu, ale nie miałam wystarczająco czasu na zrealizowanie ich .
Po krótkim czasie torturowania swojego umysłu wpadłam na pewien pomysł,mianowicie pierwszy raz od jakiegoś czasu zwrócę się z prośbą do ojca. Tak iż muszę zrobić,nic innego mi nie pozostało jak poproszenie go o wyciągnięcie Justina zza kratek .
On miał w tym całym prawie wtyki,więc dla niego nie będzie większego problemu,lecz może stać się tak że być może odmówi mi przysługi,oby nie bo jest on jedyną nadzieją ..
Podniosłam się z zimnej podłogi i skierowałam w stronę kuchennego stołu, a gdy znalazłam się przy drewnianym blacie wyciągnęłam z torebki książeczkę z kontaktami . Kartkowałam każdą stronicę nachłannie szukając numeru taty,ręcę całe mi drżały co utrudniało sprawę .
Po piętnastu minutach przeszukiwania notatniczka,dotarłam do numeru ojca .Złapałam szybko za telefon i wybrałam cyferki,gdy miałam zamiar kliknąć na zieloną słuchawkę i rozpocząć połączenie nagle do domu wpadł Tyler,cały rozwścieczony aż bałam się pytać ..
-Co się stało ?-zapytałam spokojnie .
Przez moment Tyler kręcił się dookoła mieszkania i wyrzucił z siebie . - dopadnę drania - krzyknął .
podeszłam bliżej i objęłam ramieniem . -Tyler,spokojnie mów co się stało,coś z Kelsey ?-spojrzałam mu w oczy,dostrzegłam w nich żal i ból,musiałam go nacisnąć by zaczął mówić ..
-Tak,o nią chodzi.. umarła,rozumiesz,umarła ! Jej już niema,planowaliśmy ślub,dzieci...wszystko przepadło.- uniósł głos przez łzy .
Znów grunt usunął mi się spod stóp,los po raz kolejny wystawił mnie na próbę .
-Ale jak to ? co się stało ?- kolejne łzy spłynęły po moich policzkach .
-Nie wiem,nie wiem nic . Moje życie straciło sens nikomu nie jestem potrzebny -spuścił głowę w dół i otarł twarz.
-Jesteś ! Mi i Justinowi,mimo tych złych słów które powiedziałeś na mnie. Uwierz mi .-potrząsnęłam nim delikatnie .
-A gdzie Justin ?
-Justin...Justina przed chwilą zabrała policja..
-za co ?! Nie..nie wierzę,najpierw Kelsey *jego głos się zachwiał* a teraz mój przyjaciel ..
-Zabił go,zabił Liama..-wyszemrałam .
Czułam się niekomfortowo okłamując go w żywe oczy,ale bałam się jego reakcji jeśli powiem że to ja ..'
-Co ! nie wierzę,powiedz że to żarty - syknął przez zaciśnięte zęby .
-Nie kłamię,po co miałabym to robić ?
-W sumie masz rację,co robimy ?
-Dzwonię do ojca by mi pomógł,to będzię najlepsze wyjście..
Obydwoje podjęliśmy walkę o Justina, nie pozwolę na to by stracić go poraz kolejny.
Wzięlam w swoje dłonie telefon i znów wykręciłam numer do ojca,tak bardzo nie chciałam tego robić,nie chciałam słyszeć jego głosu lecz jeśli to jest w stanie uratować Justina zrobię dla niego wszystko ..
W słuchawce było słychać wolny sygnał,co sprawiało że na moim ciele pojawiałą się gęsia skórka.
Czułam jak po moim ciele spływają zimne poty a ręcę się pociły co sprawiało że telefon wyślizgiwał mi się z rąk,nigdy w życiu nie bałam się tak rozmowy ...
-Halo? - usłyszałam poważny głos,aż ścisnęło mi krtań .
-Cześć ..- szepnęłam skruszonym głosem .
-Kto mówi ? -znów poczułam to nie miłe uczucie,jakby przeszłość się cofnęła,ale mimo tego nie wycofałam się ..
-To ja Miley,tato..
-o cześć Miley ! Dlaczego tak długo się nie odzywałaś ?
-Wiesz płyta i inne załatwienia ..mam do Ciebie prośbę..-zacisnęłam pięść i w duchu modliłam się by mój plan wypalił .
-w każdej chwili,mów . - jego głos zmilał .
-Potrzebuję adwokata lub prawnika .
-W jakiej sprawie?
-Tato to nie rozmowa na telefon, spotkajmy się jutro .- powiedziałam pełna niechęci .
-Jasne bądź u mnie,o której chcesz .
-To cześć . -rozłączyłam się i rzuciłam telefonem.
Szlak ! myślałam że się zmienił,a tu znów oziębły typ. Znając życie bedzie chciał czegoś w zamian .. Boże nienawidzę go z całej piersi !
***
-I jak ?- zapytał poddenerwowany Tyler .
-Dobrze,pojedziesz jutro ze mną do niego ? Nie chcę by zrobił mi krzywdę ..
-Pewnie,ty jeszcze pytasz ? a co teraz ?
-Pojedźmy do Justina ..-zaproponowałam .
-To chodź .
Złapałam za kurtkę i wybiegłam z domu, trochę cieszył mnie ten fakt że ojciec mi pomoże i na dodatek zobaczę Justina..
*Po dwudziestu minutach znaleźliśmy się pod wejściem na posterunek,krew w żyłach zaczęła mi się gotować na sam widok tych parszywych policjantów,nie miałam najmniejszej ochoty tam wejść .
Spojrzałam na Tyler'a i wzięłam głęboki oddech po czym ruszyliśmy do środka.
W środku panował nie specyficzny zapach,jakby narkotyki. Nie chcę myśleć co oni tutaj robią z nimi ...
- A wy gdzie się wybieracie? -zarzuciła wysokim tonem policjantka .
-do Biebera a co - syknął Tyler .
Jej twarz źle na mnie działa,od razu nie spodobala mi się jej postawa,wredna SUKA .
-Jedna osoba- powiedziała .
-Miley idź ty.- popchnął mnie Tyler .
Bez mojego zdania ta niechlujna policjantka przytrzymała mnie za bark i popchnęła do środka .
Było tam obrzydliwie,same kraty wywarły na mnie złe wrażenie. Nie mogłam znieść tego widoku.
Zsunęłam z ramion płaszcz i weszłam do celi.-Macie 10 minut-oznajmiła podwyższonym głosem i odeszła.
Podbiegłam do Justina i mocno się do niego przytuliłam,wpajając jego zapach .
Jego dłonie były wszędzie,zaczął pieścić moją szyję językiem a ja nie mogłam opanować rozkoszy .
Tak się cieszyłam że poczułam jego bliskość..
-Justin, kochanie,jak dobrze że cię widzę - mruknęłam całując jego malinowe usta .
-Miley cieszę się że tu jesteś,najdroższa.-objął mnie mocno dookoła bioder .
Nagle gdy Brunet przekręcił głowę w bok,ujrzałam na jego lewym policzku dużego siniaka ..
-Co to jest ?-wskazałam na policzek chłopaka.
-Drobna kłotnia.- zaśmiał się irytująco .
-Ona ci to zrobiła ? - szepnęłam .
-Cicho,nie mów tak głośno . Ona .
-pieprzona Suka niech ją dorwę to wszystkie włosy jej z głosy powyrywam -wydarłam się .
Bieber objął mnie jeszcze mocniej i szeptał czułe słówka do ucha,co mnie uspokoiło .
Jedną dłonią ocierał mój policzek a drugą trzymał za pośladek.
-Justin,jutro idę do ojca i pomoże ci
-Co ?! Nie chcę od niego pomocy.
-Ale to jedyny sposób,on ci pomoże błagam Justin .- wysapałam smutna .
Uniósł mój podbródek do góry i złożył na ustach namiętny pocałunek .-Jeśli uważasz to za słuszne - .
-Poza tym dlaczego to zrobiłeś,dlaczego wzięłeś to na siebie ?
-Widzisz jak tu się odnoszą do ludzi,nie chciałem tego samego dla Ciebie ..
Westchnęłam i wtuliłam się w jego ramiona.
-Tyler ze mną jest .- skinęłam głową .
-I co z kelsey ?
-Umarła wczoraj ...-łza goryczy spłynęła po moim zaczerwienionym policzku .
Chłopak wyrwał się z mojego uścisku i oparł o ścianę waląc natarczywie pięścią o mur.
-Justin,tym nie zwrócisz jej życia .- położyłam dłoń na jego karku i delikatnie głaskałam go .
Zobaczyłam że idzie ta wredna baba więc postanowiłam się szybko pożegnać z Justinem .
Owinęłam ręcę dookoła jego szyi -Justin,pamiętaj za pare dni wyciągnę cię stąd i wyjedziemy gdzieś,nie będziemy tu żyli bo to otoczenie źle na nas wpływa . Kocham Cię najbardziej na świecie -zatraciliśmy się w pocałunku .
Policjantka pociągnęła mnie za ręke i wyprowadziła od Justina .
-Puść mnie bo nie ręczę za siebie -warknęłam .
-haha jaka ty jesteś zabawna,wyjdzcie - wykrzywiła się
Ta baba działała mi na nerwy,myślałam że ją rozniosę ..
Tyler nie pytając jak było ścisnął mnie mocno i pocałował we włosy -Będzie dobrze- a z moich oczu wyciekła bezbarwna substancja .
Szliśmy z Tylerem objęci ramionami,nie mogłam zapanować nad tym co mówię .
-Tak bardzo go kocham,a nie mogę nic zrobić.-kopnęłam kamyk który leżał beztrosko na chodniku .
- Lada dzień i będziecie mieli spokój . -uśmiechnął się .
-Mam nadzieję...słuchaj,pojedziemy do mojego ojca? -zapytałam z uśmiechem .
-Po co dzisiaj ?
-Im szybciej to załatwię tym lepiej .-zarzuciłam zadziorną minę .
-Skoro tak to wsiadaj .
MUSIMY TO ZROBIĆ .
***
ROBIĘ PRZERWĘ NA OKRES 7 DNI PONIEWAŻ WTEDY BĘDĘ MIAŁA STAŁY DOSTĘP DO INTERNETU,I Z PEWNOŚCIĄ BĘDZIE MI SIĘ LEPIEJ PISAĆ :))
JAK MYŚLICIE,JAK TO POTOCZY SIĘ DALEJ ?
o boże ale super:)
OdpowiedzUsuńMyslalam, ze Kelsey przezyje.:'( a co do Justina to mam nadzieje, ze nie dlugo wyjdzie I beda mieli spokoj przez jakis czas :) czekam na nn, weny zycze :D
OdpowiedzUsuńsuper jest,czekam na dalsza czesc :DD
OdpowiedzUsuń