sobota, 13 lipca 2013

Rozdział 10

Postanowiłam że dzisiaj nie pojadę do domu,bo chcę zostać przy Justinie ,jestem mu to winna.
Noc była tak przyjemnie chłodna,że sama prosiła o to żeby usnąć.
Chcąc wciągnąć haust czystego powietrza, Przeszłam się w stronę okna. Stanęłam u brzego framugi i spojrzałam na miasto . Miliony świateł rozwidlały ruchliwe Los Angeles a z góry spoglądałam na ludzi . Wydawali się tacy mali i bezradni ,calkiem komiczne .
Pomyśleć że osoby które odeszły ,widzą nas we właśnie taki sposób .
W tamtej chwili pomyślałam że  chciała bym poczuć się jak  opiekun,jak taki patron Justina który będzie w stanie ochronić go przed niebezpieczeństwem,który bedzie pilnował jego oddechu podczas snu ,oraz aby żaden zły koszmar mu się nie przyśnił .
Siedzłam na niskim krześle,wtulona w swoją czarną,polarową bluzę .
Każdy ruch,każdy oddech i każde uderzenie serca chłopaka wprowadzały mnie w błogi nastrój aż nie mogłam odpędzić od siebie uśmiechu .
Gladziłam dłonią jego powywijane we wszystkie strony włosy i wpatrywałam się na jego malinowe usta,  miałam chęć mocno i czule pocałować go a potem  wtulić się w jego obszerne ramiona tak by poczuć się bezpiecznie .
Właśnie w tamtej sytuacji zrozumiałam,że nie mogę odstawiać Justina na bok. nie mogę nieskończenie odkładać go na później jak jakąś zabawkę że raz się nim pobawie ,powiem że kocham a potem wyrzucę po prostu jak śmiecia i zapomnę o tym co nas łączyło .
Miłość ,te słowo za wiele znaczy żeby zabawiać się czyimiś uczuciami . Jeśli kocham to stale jeśli się bawie nie kochałam nigdy ..
Teraz podjełam decyzję ostateczną .
Chcę być z Justinem na zawsze chcę mieć w nim oparcie tak jak on we mnie, dopełnimy się nawzajem .Gdy zacznę płakać on nie spyta się dlaczego płacze tylko bez wahań mocno mnie przytuli,gdy powiem że go nienawidzę on powie że mnie kocha, gdy nie wyduszę z siebie ani jednego słowa on spyta co się stało ,gdy powiem że źle wyglądam on odpowie " Jesteś piękna "z uśmiechem na twarzy . Taka moja wersja,tego jak powinno być .
Po tym całym zamieszaniu czuję że wkońcu  jest wszystko wporządku ,nawet nie wiecie z jaką rodoscią wypowiadam te słowa .Mogę spokojnie siedzieć w domu z myślą że nie jestem zagrożona.Za to co Justin zrobił dla mnie chcę mu to wszystko wynagrodzić w jakiś magiczny sposób ,tak zeby on poczuł się szczęśliwy a na mojej buzi zapanowała wyczekiwana radość.
Oparłam się o barierkę łóżka i delikatnym ruchem powiek ,zamknęłam przemęczone oczy.
oddalając się w głeboki sen .

PORANEK ....

W nocy,sen kładł mi się tak mocno na powieki że nie powstrzymałam tego i usnęlam na barjerce szpitalnego łóżka.
Gdy się przebudziłam poraziły mnie mocne promienie słońca a moje oczy zesłupiały.
Ziewnęłam lekko i otarłam twarz rękami .
Spojrzałam na łóżko a Justina gdzieś zniknął , raz jeszcze przetarłam mocno zaspane oczy i popatrzyłam na łóżko ,z myślą że coś mi się przewidziało .
Jednak go nie było,po chwili usłysząłam radosny śmiech Justina który dochodził z korytarza .
Podniosłam swoje ciało które było oparte o metalową rurkę przyczepionął do łóżka i pokierowałam się w stronę drzwi .
Rozciągnęłam się delikatnie i stanęłam przy futrynie po czym oparłam  się o nią .
Nagle zobaczyłam jak Bieber jeździ po całym oddziale dziecęcym z kroplówką ,taki radosny .Bawił,śmiał się i robił zdjęcia za malutkimi fanami ,było to naprawdę przeurocze .
Uśmiechnęłam się szeroko i pomyślałam jakiego wspaniałego mam chłopaka, nawet w takiej chwili poczucie humoru go nie zawodzi .
Pielęgniarka krzyknęła do Justina.
-Panie Bieber ! Nie powienien pan tak latać po wszystkich odziałach dziecęcych bo potem nie będzie pan w stanie złapać oddechu a ja napewno nie będę latała co chwilę z wodą . Proszę do swojego pokoju .
-Oj pani.. pani Kelsey * Justin spojrzał na plakietkę Pielegniarki * proszę się nie martwić nic mi się nie stanie,dla dzieci zrobię wszystko ! Kocham ich . - Chłopak spojrzał na nią błagalnym wzrokiem a ona machnęła ręką jakby było jej to obojętne i odeszła na inny oddział .
Widziałam jak na jego twarzy co chwilę pojawiał się słodki uśmiech i nieprzezorny śmiech .
Było to widoczne że zabawa z dziecmi daje mu niesamowitą radość i poprawę nastroju .
Do końca życia będę chyba dziękowała bogu za to że uratował go przed tą tragedią ,naprawdę nie mogę się do tego przyzwyczaić . Nie że nie cieszy mnie to ,tylko jestem w szoku i mam wieeeeelki powód do tego by dalej dumnie kroczyć przez życie ,właśnie z nim ...

Justin obejrzał się za siebie i ujrzał mnie rozglądającą się we wszystkie możliwe strony.
Co chwilę uśmiechałam się i poprawiałam włosy. Teraz  zauważyłam Justina którego od dawna pragnęłam . Takiego spokojnego, kochanego i szczęśliwego .
wkońcu nasze  wzroki natknęły się na Siebie .Zakryłam twarz rękawem i spusciłam ją w dół .
Chłopak przeprosił dzieci i szybko pokierował swoim ciałem w moją stronę .
-Cześć kochanie - powiedział i na przywitanie pocałował mnie mocno w usta .
-Kocham Cię bardzo,bardzo,bardzo mocno - rzuciłam się w jego ramiona a on wtulił mnie w swoje ciało i nie chciał puścić .
-Nawet nie wiesz jak się cieszę że Cię mam - wyszeptałam .
-Nawet nie wiesz jak się cieszę z tego że byłaś całą noc, dzięki tobie tutaj jestem i Cię przytulam . Dzięki Tobie moje serce bije . -złapał za moją rękę i przyłożył ją do swojej klatki piersiowej .Uniosłam głowę w górę i spojrzałam w jego zielone oczy które pod wpływem mocnego słońca zrobiły się intensywnie zielone .
-Kochanie...eh nie mogła bym bez Ciebie żyć , serce by mi pękło życie bez Ciebie to nie życie . - Justin uniósł moją głowę łapiąc za podbródek ,otarł swój nos o czubek mojego nosa i przymierzył się do pocałunku . Musnął lekko mnie w usta, i spojrzał na moje oczy zaczerwienione od płaczu .
Nie płacz -otarł łzy które nasuwały się na moje policzki . - jesteś taka piękna -swobodnie ton jego głosu przeszedł z szorstkiego na luźny .
Wziełąm głeboki oddech, wciągając przez nozdrza chłodne powietrze ,które miało mi pomóc się rozluźnić ..
-Chcę być już przy Tobie , nie chcę cię opuszczać ..-rzekłam .
Justin przygryzł wargę i głęboko odetchnął .
-Wiem,ja też chcę .- chłopak skinął i oparł głowę na moim ramieniu .  rękami powędrowałam na jego odstające łopatki ,jednocześnie dotykając ich .
Przepraszam za to jaki byłem wcześniej,byłem pod presją bo za wszelką cenę próbowałem Cię ochronić ale jestem do bani .... nie wyszło mi ...- mruknął smutny .
-Złapałam go za przeczerwienie policzki i patrząc mu wprost w oczy szepnęłam - Dla mnie jesteś idealny,tylko Ciebie chcę w życiu rozumiesz ?
-Kocham cię Smiley ,co ja bym bez Ciebie zrobił . - po czym namiętnie mnie pocałował .
Następne łzy radości wypływały z moich przespanych oczu . Poczułam dziwne uczucie w brzuchu ale nie zważałam na to .
Przez chwilę wpatrywaliśmy się w nasze oczy . Moje serce biło jak szalone, zaczął się teraz nieustatek radości .
Gdy Justin próbował mnie znowu pocałować ,przerwała nam pielęgniarka .
-Panie Justinie,koniec tych czułości i zapraszam na łóżko .
Justin się zaśmiał i spojrzał na mnie,po czym pocałował mnie w usta i zrobił to o co prosiła go lekarka .
-Co u pani słychać ?-zarzucił Justin .
-Lepiej być nie mogło,proszę dać rękę bo muszę zmierzyć panu ciśnienie .-odpowiedziała tym swoim cholernie zapracowanym głosem .
Chwilę potem gdy pielęgniarka już wychodziła chłopak zapytał .
-Czy mogę dzisiaj wyjść ?
-Bóg pana opuścił ? W takim stanie? Nie ma mowy .
-Nalegam - dorzucił
-Nie i koniec .-powiedziała ostatecznie .
-Wie pani istnieje takie coś jak wyjście pacjenta za własną wolą .
Ona odwrociła się w moją stronę pokazała palecem na Justina i zaśmiała się .
-Slyszalaś go ? Bo ja nie . - wyszła z pokoju a ja głęboko westchnęłam i siadłam na łóżku obok szatyna .
-Justin może to zły wybór żeby wyjść ?
-Nie interesuje mnie to ,chcę wyjść i tyle -zrobił grymasa na twarzy .
-Dobra .. skoro tak uważasz .-powiedziałam szeptem .
Chłopak przyciągnął mnie do siebie i przytulił się .
Przejechałam dłonią po jego plecach i skierowałam wzrok na kłócącą się pare w korytarzu .

Wyzywali się od najgorszych,obarczali złymi słowami a po chwili mocno się do siebie przytulili i pocałowali .
Smutne,jak w dzisiejszych czasach coraz więcej związków się nie szanuje ,rodzą się kłótnie o najprostsze w prostocie rzeczy ...
Miley co się stało ? -Burknął zaniepokojony .
-Nie nic .. patrzyłam na tamtą parę ..
-Nie przejmuj się z nami tak nie będzie - pocałował mnie w rękę .
-Mam nadzieję ..
Justin wstał z łóżka i złapał mnie za rękę kierując w jakieś miejsce .
-Gdzie idziemy ? -Zapytałam .
-Wychodzimy ze szpitala .- zarzucił z uśmiechem na twarzy .
-Justin jesteś niemożliwy .
-Wiem że mnie kochasz .- powiedział cwaniacko.
-nie pukając wszedł do gabinetu i powiedział .
-Wychodzę !
-Oj oj oj oj .. panie Bieber .-machnął ręką .
-Mogę wyjść za własną zgodą prawda ?
-Oczywiście ale...
-Więc wychodzę miłego dnia życzę .justin nie spoglądając na niego ,wyszedł z gabinetu i pokierował się po swoje ubrania .
Justin wchodząc do swojego pokoju szybko wskoczył w spodnie i koszulę po czym przeczesał palcami włosy w lustrze i wyciągnął telefon .
Cholera jest 11:56 ! Za 4 minuty pani Kelsey ma dyżur chodź ! -Złapał mnie za rękę i zaczęliśmy biec .
Nie pamiętam kiedy tak się ostatnio śmiałam .
Wybiegliśmy ze szpitala i podeszliśmy do samochodu .
Zatrzymaliśmy się a ja zapytałam .
-Dlaczego właściwie uciekaliśmy ? -Zarzuciłam łapiąc powietrze .
-Bo ona by mnie nie wypuściła .- odpowiedział zdychany .
Szukałam natarczywie kluczyków od samochodu . Na szczęście po minucie zauważyłam że zatrzasnęłam je w środku .
Pociągnęłam za klamkę a drzwi  same się otworzyły .
Wsiadliśmy i odjechaliśmy ...
-Justin ty to masz pomysły .
-No nie ? Miałem wogóle nie zachodzić,ale głupio by to wyglądało taki ja w stroju .
-Wariat ! - zaśmiałam się w głos .
Ten pomysł Justina był lekko zwariowany,ale muszę przyznać że zainponował mi tym . Nie myślałam że on tak potrafi ,bez słowa wyjść ze szpitala jak gdyby nigdy nic .Kocham tego zwariowanego 19 latka .
Po chwili usłyszałam donośny dźwięk dzwoniącego telefonu .
-Justin to twój ?
Chłopak spojrzał na swój telefon .-nie nikt nie dzwoni .
Rozpaczliwie szukałam telefonu w torbie bez dna . Tuż znalazł się w moim posiadaniu i  odebrałam .
-halo ?
-PAMIĘTAJ TO JESZCZE NIE KONIEC,ZNISZCZE WAS I ZNAJDĘ WSZĘDZIE WIĘC WASZE KRYCIE  NIC WAM NIE DA .
O co ci chodzi ? Nie możesz dać mi spokoju ?
-NIE NIE MOGĘ . DZIEŃ I NOC. BĘDĘ MODLIŁ SIĘ O TO ŻEBY WAS UNICESTWIĆ ..-nagle przerwało sygnał w telefonie .
Potym telefonie zmroziło mi krew w żyłach ..
-Miley co jest ? -Dopytywał Justin .
-On dzwonił ..-rzekłam zamarła .
-ale kto ? -zapytał dociekliwie .
-LIAM...justin stanie się coś gorszego niż wcześniej ...czuję to ..

9 komentarzy: