Po wszystkim co się stało chciałam odpocząć ,chciałam mieć wkońcu święty spokój za dużo tego wszystkiego na raz ,ale okazało się że nie był to koniec naszych problemów..
[JUSTIN]:
[WŁĄCZ PODKŁAD 1]
Słyszałem delikatny oddech Miley, kiedy ostrożnie bawiłem się jej włosami. Jej nagie ciało było przyciśnięte do mojego, a nasze nogi były splecione razem. Wziąłem głęboki oddech, przypominając sobie kilka ostatnich nocy.
Wszystko wydawało się być jedną, wielką plamą. Mój mózg nie był w stanie przetrawić informacji, że moje życie stało się nigdy nie kończącą operą mydlaną.
Miley wtuliła się we mnie, a ja nie mogłem powstrzymać się od uśmiechu, obserwując jak spała. Wyglądała tak spokojnie, przez co jeszcze bardziej zabolało mnie to, co miało się wydarzyć jutro.
Sama myśl, że miałem zostawić ją samą w domu i rozprawić się z Liamem sprawiała, że mój żołądek zaciskał się nieprzyjemnie.Boję się że on może w to wciągnąć ją,może jej się coś stać przez te chore gierki tego palanta ,nie dam jej skrzywdzić ..
Obserwując jak śpi i jak jej klatka piersiowa powoli porusza się w dół i w górę pomyślałem, jak daleko zaszliśmy jako para.
Słowo „para” sprawiało, że chciało mi się śmiać.
Kto by pomyślał, że ja, Justin Bieber, znów będę w związku?
Na pewno nie .
Nie mogłem jednak narzekać. Nie mam pojęcia co bym zrobił, gdyby nie pocałował jej tamtego dnia na plaży,chociaż długo zwlękała z tym to i tak jestem szczęśliwy .
Miley owinęła ramię wokół mojego biodra, przyciskając twarz do mojej klatki piersiowej. Nie mogłem powstrzymać uśmiechu, patrząc na nią.
- On zapłaci za to, co ci zrobił – mruknąłem do niej. – Upewnię się, że poczuje wszystko to… co zrobił tobie.
Złożyłem pocałunek na czubku jej głowy i oparłem na niej podbródkiem, wzdychając.
- Mam tylko nadzieję, że nic złego się nie stanie.
Po chwili spoglądając na nią przejechałem palcem po jej twarzy i wzdłuż szyi, po czym pochyliłem się, żeby ją pocałować.
Kocham cię – mruknąłem.
Ja ciebie też – szepnęła, przyciągając mnie do siebie bliżej.
Chciałem po prostu uczynić ją najszczęśliwszą dziewczyną na świecie,chciałem ją chronić całym moim sercem,aby nie stała jej się nigdy krzywda,na tym mi zależy .Zasługuje na to .
Po chwili delikatnie kładąc na bok miley,wstałem i pokierowałem się w stronę kuchni .
Stanęłem przy oknie spoglądając w pustą przestrzeń która była na dworze ,rozglądałem się nerwowo .
On w każdej chwili mógł się tu pojawić ,mógł ją zabrać,mógł jej coś zrobić .
Przysięgam że odkąd tu jestem włos jej z głowy nie spadnie chociaż miałbym przypłacić za to życiem .
Odwróciłem się na pięcie i sięgnełem na zamach po papierosy.
Wyciągnęłem z opakowania jednego i spokojnie przekręcając wahadełko w zapalniczce odpaliłem go .
Upajałem się do końca .
oparłem się o framugę okna i rozmyślałem o tym czy powiedzieć Miley całą prawdę związano ze mną .
W sumie i tak wszystko się okaże jutro .
Najgorsza będzie jej reakcja ,obawiam że to wszystko pęknie .
Zgasiłem papierosa w popielniczce i pokierowałem się do Miley .
Ostatni już raz odwróciłem się w stronę okna i poszedłem .
Lekkim ruchem aby nie obudzić jej ,położyłem się .
Moja dłoń znajdowała się w jej włosach po czym wtuliłem się do jej piersi i przemyślałem to żeby usnąć.
[MILEY]:
Justin leżał tak słodko wtulony we mnie ,że aż żal było wstawać .
Po chwili usłyszałam jak coś kołacze pod drzwiami .
Zerwałam się z łóżka i nałożyłam szlafrok który wisiał na drzwiach mojego pokoju .
Zbiegłam na dół i spojrzałam przez klamerkę od drzwi .
Nikogo tam nie było ,jedynie na wycieraczce leżał biały,prostokątny kawałek papieru .
Uchyliłam lekko drzwi i rozejrzałam się w obydwie strony .
Okolica była pusta, nikogo nie było w zasięgu mojego wzroku .
Pochyliłam się lekko i podniosłam ją .
Była to koperta,nie zaadresowana ,bez nazwiska i imienia .Jedyne co się znajdowało na wierzchu to mały czarny znaczek przypominjący serce .
Rozejrzalam się ponownie i trzasnęłam drzwiami .
Oparłam się o ścianę i końcem paznokcia,otworzyłam kopertówkę .Była tam mała zwinięta karteczka . Postanowiłam że odwinę ją oraz zobacze co jest w niej zawarte.
Porzuciłam kopertę i zwinnym ruchem palców zobaczyłam co się w niej znajduje .
Były to małe skrawki,raczej litery wycięte z jakiejś gazety .
Słowa które były tam znalezione brzmiały tak ..
"ŚMIERĆ JEST BLISKO,CZUWAJ "
wiedziałam że to chore gierki Liama więc poszłam obudzić Justina i mu to pokazać .
Gdy byłam już w moim pokoju Justin gdzieś wyparował .
Chodziłam ze strachem w oczach po całym domu poszukując Biebera .W telefonie wykręciłam jego numer i próbowałam się do niego dodzwonić .Dźwięk dochodził z łazienki .Podbiegłam tam ,lecz Justina tam nie było .podjęłam telefon chłopaka w dłonie i przeszukiwałam wiadomości .
Nagle trafiłam na niesamowitą wiadomość .
Dokładnie chodzi o miejsce spotkania Justina z liamem .
Był to stary las przy Laides Street .
Tak pomyśląłam że muszę się tam znajdować i nie odpuszcze tego .
Położyłam telefon Chłopaka na blacie i poszłam do pokoju.
W drodzę spotkałam Biebera paradującego w samym ręczniku .
-Wiesz jak się o Ciebie martwiłam ?! Gdzie ty się podziewałeś ,latałam po całym domu by Cię znaleźć .
-Kochanie,..-przyciągnął mnie do swojej klatki piersiowej .
-słucham ?-wyszeptałam .
-Brałem prysznic,nie trzeba było się martwić -mruknął ,a po chwili skierował swoje usta na moje i zaczął je dziko całować przygryzając lekko moją dolną wargę .
-Dobrze ..patrz na to co Liam wrzucił do skrzynki .
-Straszyć to on sobie może swoich przygłupów z branży a nie mnie -rzucił szarmancko .
-Masz racje..-dorzuciłam .
-Muszę gdzieś wyjść ..
-po co i gdzie ?
-Muszę pozałatwiać sprawy,akurat będę jechał koło Lindsay to cię podrzucę .
-Ja zostaje .-parsknęłam .
-Nie ,musisz jechać nie zostawie Cię tu ..
Na prośbę Justina postawiłam na to że wpadnę do niej a potem udam się do lasu ..
Po godzinie Justin dowiozł mnie do Lindsay i pożegnał mówiąc "Pamiętaj ,pod żadnym pozorem nie wychodż z domu ,Kocham Cię "po czym złożył pocałunek na moją szyję,wsiadł do auta i odjechał ...
Od tamtej pory zaczęłam wszystko po kolei opracowywać ....
[JUSTIN]:
Szczerze ?Nie bałem się śmierci,ani ryzyka niczego .
Jedynie bałem się o Miley .
Była najważniejsza,nie chciałem aby została po tym wszystkim sama,on nie dał by jej spokoju.Dręczył by ją nachodził a ja nie miałbym na to żadnego wpływu .
Póki mam czas muszę jakoś temu zaradzić...
Stając w niekończącym się korku,uświadamiałem sobie jak bardzo ją kocham i chcę z nią być .Miałem ją tylko chronić i dbać o to by krzywda jej się nie stała .Kochałem ją zawsze lecz nie umiałem tego pokazywać ani wyrażać bo to nie było w moim stylu ...
Gdy ten wielki postój samochodów ruszył , ja przyspieszyłem tępo i pojechałem do swojego domu .
Jak pomyśle o tym że on jej chcę zrobić krzywdę krew mnie zalewa .
Zaczęło się sciemniać ,nie zostało mi wiele czasu .natychmiast dojechałem do domu i wbiegłem do mojego pokoju .
Otworzyłem kuferek z bronią i sięgnęłem po jedną z nich .
Nabiłem lewarek i spojrzałem na zegarek .
Godzina 11:23.
Jak ten czas szybko zleciał ,nie wiadomo gdzie i jak .
Złapałem za telefon i odblokowałem ekran .Na wielkim wyświetlaczu pokazała się moja,mała Miley .Łapie mnie za serce gdy myślę że zginę i zostawie ją samą .Z oczu ulała mi się mokra substancja.
Przetarłem ją dłonią i krzyknęłem "DAM RADĘ ,NIE PODDAM SIĘ !"
Ruszyłem w stronę samochodu i odjechałem .W drodzę napisałem sms'a do mamy i Lindsay z prośbą o to by zaopiekowały się nią w razie czego .
Przypominam sobie chwilę związane z Miley .Mam nadzieję że ona nigdy nie wymarze ich z pamięci ...
Byłem już w czarnym ponurym lesie .
Wysiadłem z auta i w szlufkę od spodni,wsadziłem kaliber po czym zakryłem go moją białą koszulą.
Narzuciłem na głowę kaptur i podążyłem w wyznaczone miejsce .
Było ciemno jak cholera,a wokół wszędzie tylko krzaki i drzewa ze wsząd mógł na mnie naskoczyć ,ale miałem cichą nadzieję że zachowa się jak facet i będzie grał feir ,nie tak jak zawsze .Przez jego nieumyślne Zabawy,zginęli przypadkowi ludzie dlaczego nikt tą sprawą jeszcze się nie zajął ? Proste, boją się go .A ja jestem inny i dam mu radę mimo jego krzywych akcji..
Byłem już na środku miejsca w którym mieliśmy się spotkać ,wiatr zawiewał moje pokreconę włosy .a zimny odór pałętał się po moim ciele .W końcu przywołałem go krzykiem ..
-pokaż się tchórzu,wiem że tu jesteś i tylko czekasz na odpowiedni moment aby sparaliżować mnie . Zachowaj się jak facet z jajami .Co sam nie umiesz zawalczyć o swoją racje tylko kimś się wysługujesz ? -Zaśmiałem się w głos .
-Jestem sam ,zdziwiony ? -Odrzekł .
-Nie.
Co gotowy na śmierć ?- zarzucił .
-Chciałeś powiedzieć gotowy na zwycięstwo -zarzuciłem śmiechem i podbiegłem do niego. Powalając go na twardę podłoże,zaczęłem okładać go pięściami do nieustatku .
-Dlaczego tak ci zależy na tym by skrzywdzić Miley ?!-krzyknęłem mu wprost w twarz.
-Bo zasługuje na to ,gdybyś się nie mieszał się w jej życie ,miałbyś spokojne życie . Teraz właśnie go straciłeś - Liam wykorzystując moment ,przewrócił mnie na ziemie po czym zaczął okładać pięściami po twarzy bez pohamowań .zakryłem twarz rękami złożonymi na krzyż i starałem się opierać uderzenia.
-A ty zapłacisz za wszystko -spojrzał w górę i się zaśmial .-bieber,to twój koniec .
-O ,czyżby ?-parchnęłem śmiechem i przekreciłem się w drugą stronę .
przewróciłem się na drugą stronę .Złapałem go za szyje i naparzałem go łapami po pysku ,wytykając za co każde uderzenie .Robiłem to z taką pasją i zaangażowaniem .Mógłbym do końca życia wykonywać taką robotę,bo sądzę że niejeden taki drań chowa się w świecie.
Gdy na chwilę zastopowałem ,zobaczyłem jak z jego twarzy polewa się krew .Nie było mi go ani trochę szkoda ,bo zasłużył na to co mu się należało .On nagle uśmiechną się arogancko .wtedy miałem zamiar znowu go uderzyć ale coś mnie wstrzymało ..
Odwróciłem się a tu dwóch facetów z bandy przytrzymywało moje dłonie .
Jeden złapał mnie za kark i nachylił ,wyjmując powoli ze szlufki moich spodni broń. Od tamtej srogiej chwili byłem skazany na własne ręce,nie pozostało mi nic innego ..
tuż po chwili Liam wstał i otarł twarz z krwi,wiedziałem że nie będzie ze mną dobrze bo miał przewagę liczebną .Spojrzał na mnie i z zamachem walną mnie z całej siły w brzuch .Zacisnęłem zęby i krzyknęłem : Wiedziałem że nie będziesz sam .
-A co ty myślałeś że na takie coś będę brudził ręce ?- *Cała 3 parchnęła śmiechem *
Czułem się wtedy taki dziwnie bezsilny, nabijali się ze mnie a ja mogłem tylko patrzeć na to..
-Myślałem że jesteś odważny ale co nawet takiego biebera się boisz .-powiedziałem z cwaniackim uśmiechem na ustach .
On ponownie się zamachnął i tym razem strzelił mnie w szczękę .
Bił do upadłego a ja nie mogłem nic zrobić .Wiedziałem że przegram .opadałem z sił a każdy cios wydawał się mocniejszy .
Wstawaj pajacu !-krzyknął mi jeden z nich w ucho .
Wyplułem krew która zbierała mi się w kąciku ust i spojrzałem w przejrzyste niebo .
Czułem jak ta cała substancja,ociekała mną .biała koszula zamieniła się w czerwoną .
W moich oczach zrobiła się szara mgła .Wszystko zaczęło zanikać .
To był koniec ,wiedział że to zrobię ,że przyjdę i będę walczył .
Wyciągnął pistolet i wycelował we mnie mówiąc :-Masz ostatnie życzenie ,-wypowiedzial pełen śmiechu i zemsty "
-Tak mam ,wypchaj się frajerze ."
Moje oczy ujrzały Miley składającą broń przy głowie liama .
-Puśccie go albo rozwale mu łeb -krzyknęła przewracając spust .
Puszczajcie go !- wydarł się zdesperowany Liam .
Wiedziałem wtedy że ujdę z życiem ....
DEDYK DLA KAROLINY WACHOWIAK <3
omg boskie <3
OdpowiedzUsuńOjej fajowski ;3
OdpowiedzUsuń